Siedem drużyn z Premier League występuje w europejskich pucharach. To bez wątpienia magnes dla wszystkich tych, którzy pomimo braku rywalizacji o mistrzostwo walczą do ostatnich kolejek o jak najlepszą lokatę. Na Wyspach Brytyjskich ekipy ze środka stawki poszukują nie tylko młodych talentów z największych akademii, ale także doświadczonych graczy pomału schodzących ze sceny. Paradoksalnie takie transfery Premier League docenia nie mniej niż wielkie nazwiska sprowadzane przez gigantów walczących o trofeum.
Po ocenie letniego okienka w wykonaniu kandydatów do spadku tym razem patrzymy na zespoły zbyt mocne na walkę o utrzymanie. Nie oznacza to jednak regularnych występów w europejskich pucharach. Właśnie dlatego trzeba każdego roku pokusić się o mocne transfery – Premier League nie wybacza braków kadrowych na przestrzeni całego sezonu.
Oczy dookoła głowy
Ze względu na dużą liczbę miejsc premiowanych awansem do Europy kibice wielu drużyn potrafią zachłysnąć się po serii udanych gier. Przykład Brentford może posłużyć jako lekcja dla wszystkich fanów. Po świetnym początku i wygranych nad Arsenalem i West Hamem „Pszczoły” muszą oglądać się na zbliżającą się strefę spadkową.
Dlatego właśnie transfery Premier League niekoniecznie powinny być nastawione na natychmiastowy rozwój. Jeden lub dwa ruchy znacząco obciążające budżet częściej szkodzą klubom ze środka stawki. Żeby nie szukać daleko, wystarczy przypomnieć sobie przygodę Jamesa Rodrigueza w Evertonie. Sezon przeplatany kontuzjami i pojedynczymi błyskami dał fanom z niebieskiej części Liverpoolu więcej powodów do rozgoryczenia niż radości.
Na Goodison Park nie mierzyli się z walką o utrzymanie, ale niektóre z ambitnych projektów długo były wplątane w batalię o byt. Zanim David Moyes objął West Ham, stołeczna ekipa męczyła się w dolnych rejonach tabeli. Taki stan rzeczy spowodowało budowanie kadry opartej na głośnych nazwiskach, niekoniecznie pasujących do filozofii klubu. Właśnie dlatego ekipy ze środka stawki powinny starać się nie tylko nawiązać walkę z czołówką, ale także oglądać się za siebie.
Awans w tabeli wraz ze wzrostem jakości
Istnieje kilka sposobów na zakotwiczenie w środku stawki. Jednym z nich jest bez wątpienia wiara w młodych menedżerów i budowanie kadry w zgodzie z ich wizją. Takie drużyny zazwyczaj zupełnie nie współgrają z archetypowym podejściem do futbolu na Wyspach Brytyjskich. Zamiast kick and rush mamy do czynienia z elastycznością taktyczną, świeżym spojrzeniem i jakością na boisku. W przypadku dwóch drużyn takie podejście zaowocowało udanymi wynikami i szybką ucieczką z walki o utrzymanie, w którą kilka sezonów z rzędu były zamieszane.
Crystal Palace latem pożegnało Roya Hodgsona. W jego miejsce przyszedł znany z angielskich boisk Patrick Vieira. Dzięki nowym zawodnikom wprowadził niezbędną świeżość – „Orły” latają wysoko oraz spektakularnie. Wraz z nowym menedżerem do klubu przyszło kilku nowych zawodników. Conor Gallagher wrócił z wypożyczenia do West Hamu z powrotem do Londynu, ale jeszcze nie na Stamford Bridge. Takie transfery Premier League kocha najbardziej – młode prospekty zaprzeczają utartym schematom i bez kompleksów stawiają się najlepszymi. Do grona efektownie grających młodych orłów dołączono filary defensywy w postaci Joachima Andersena oraz Marca Guehliego. Micheal Olise i Odsonne Edouard już zapewnili kilka punktów swoimi wejściami z ławki. Vieira jako dowódca tego młodego zespołu sprawił, że postronni kibice coraz chętniej włączają mecze Crystal Palace.











