Typowa angielska piłka w podświadomości przeciętnego kibica piłki nożnej składa się z długich podań i walki w powietrzu. Niemal całkowitym zaprzeczeniem tej teorii jest Brighton Hove & Albion. Drużyna z południowej Anglii od pojawienia się w Premier League w 2017 roku z każdym rokiem zyskuje uznanie w oczach neutralnych obserwatorów. Dopiero w tym sezonie wygląda na to, że „Mewy” mają realną szansę na wydostanie się z dolnej części tabeli. Co sprawiło, że Brighton notuje tak dobry start w lidze?
Właściwy człowiek u steru
Luty 2018 roku. Beniaminek szwedzkiej ekstraklasy Östersund przyjeżdża na Emirates Stadium. Arsenal w pierwszym meczu 1/16 finału Ligi Europy pewnie pokonał Szwedów na wyjeździe. A jednak w północnym Londynie nastąpiła konsternacja. W rewanżu kopciuszek prowadził 2:0 i napędził stracha drużynie prowadzonej jeszcze przez Arsene’a Wengera. Östersund ostatecznie wygrało 2:1 i z dumą wracało do Szwecji. Po kilku miesiącach trener skandynawskiej ekipy Graham Potter został szkoleniowcem Swansea, skąd rok później przeniósł się do Brighton.
Dominacja nad gigantem z Premier League nie uszła uwadze właścicielom innych drużyn z Anglii. Potter przyszedł do klubu w miejsce Chrisa Hughtona, kojarzącego się z defensywnym stylem gry. Od ponad trzech lat gra ekipy z południa Anglii może się podobać każdemu kibicowi. Niestandardowe ustawienie z dwójką wahadłowych i jednym wysuniętym zawodnikiem sprawia, że mnóstwo wyżej notowanych drużyn nie lubi wyjazdów na Amex Stadium. Ogromna w tym zasługa trenera, który pokazał słabszym kadrowo drużynom, jak uatrakcyjnić swoim kibicom sobotnie popołudnia.
Bez wątpienia dużą rolę w postrzeganiu futbolu przez Pottera ma dobór swoich mentorów. W niedawnym wywiadzie udzielonym lokalnemu portalowi The Argus trener „Mew” podkreśla fascynację Barceloną Pepa Guardioli. Zwraca uwagę nie tylko na indywidualności, lecz także dominację i kontrolę nad niemal każdym meczem. Dodatkowo Potter miał okazję mierzyć się jako zawodnik z Manchesterem United prowadzonym przez sir Aleksa Fergusona. Inspirację poczynaniom drużyn z Katalończykiem i Szkotem u steru z pewnością rozwinęły Pottera jako menedżera. Efekty widzimy w poczynaniach Brighton. Nawet przy porażce 1:4 na Amex z Manchesterem City wielu obserwatorów zachwycało się ofensywną i bezkompromisową grą gospodarzy. Potter jeszcze nie przerósł Guardioli, ale z pewnością cieszy się uznaniem swojego idola.
W zgodzie ze statystyką
Jednak pomimo ciekawego dla oka stylu gry Brighton w ostatnich kilku sezonach walczyło o utrzymanie praktycznie do ostatnich kolejek. Niemal wszyscy fani przecierali oczy ze zdumienia, że ekipa dowodzona przez Pottera nie znajduje się w środku tabeli. Najdobitniej pewne odchylenia od normy obrazują nie subiektywne odczucia fanów, ale arytmetyka. A dokładniej – statystyka goli oczekiwanych (xG).
W prostych słowach: xG nie tylko pokazuje liczbę strzałów, lecz także wylicza szansę każdego z nich na zamienienie go na gola. Brighton, według tej statystyki, stanowiło najbardziej pechową drużynę w lidze. Umysły wszystkich analityków rozsadził mecz derbowy z Crystal Palace, rozgrywany pod koniec marca. Współczynnik xG dla „Mew” wynosił 3,03, natomiast defensywnie nastawieni goście zanotowali xG na poziomie 0,24. Wynik spotkania? Zwycięstwo Crystal Palace 2:1 po golu w doliczonym czasie.











