Stal Mielec przegrała przed własną publicznością z Wartą Poznań 0:1. To trzecia porażka z rzędu i ósme spotkanie bez zwycięstwa ekipy trenera Adama Majewskiego. Tym samym drużyna z Podkarpacia przysporzyła sobie niemałych zmartwień na końcówkę sezonu ekstraklasy.
Dramat „Stalowców” trwa od 22. kolejki. Szczęśliwe zwycięstwo w Krakowie z Wisłą, siódme miejsce w tabeli przy 11 punktach przewagi nad strefą spadkową, a potem dwa remisy i sześć przegranych, przez co już w ten poniedziałek zapasu może zostać tylko dwa oczka. Absolutnie nic nie wskazywało na taki kryzys i takie zagrożenie po dobrej rundzie jesiennej.
Grali ponad stan
Stal Mielec zeszły rok mogła zaliczyć do wyjątkowo dobrych. Najpierw udana akcja ratunkowa legendy klubu Włodzimierza Gąsiora przed spadkiem w sezonie powrotu do elity. Potem znakomita forma na starcie nowej kampanii pod wodzą Adama Majewskiego, który zespół zbudował naprędce. Piłkarze ze stadionu przy ulicy Solskiego poza niezmiennie wysoką determinacją zachowywali się z piłką dojrzalej niż wcześniej.
Bardzo szczelny był blok obronny wraz z bramką, w której życiową dyspozycję prezentował Rafał Strączek. Zresztą nie umknęła ona szerszemu środowisku, bo poskutkowała letnim transferem do francuskiego Bordeaux. W środku pola szefował Grzegorz Tomasiewicz ze wzorowym asystentem Maciejem Urbańczykiem, a za ofensywę w głównej mierze odpowiadali fenomenalnie współpracujący Maksymilian Sitek, Mateusz Mak i Fabian Piasecki.
Mielczanie w pewnym momencie znajdowali się na fali siedmiu kolejnych spotkań bez porażki. Praktycznie w każdym meczu toczyli równorzędną walkę i wydawało się, że to będą początki transformacji południowo-wschodniej ekipy z jednego z murowanych outsiderów ekstraklasy na wieloletniego ligowego średniaka z aspiracjami pucharowymi.
Od rewelacji do rozczarowania
Sytuacja jednakże nie wyglądała tak kolorowo, jak można było wnioskować na pierwszy rzut oka. Rezultaty te i tak już były absolutnym maksimum, jakie dało się wycisnąć w aktualnej sytuacji sportowej i organizacyjnej. Coraz więcej mówiło się o finansowych i kadrowych problemach Stali, która zimą przeszła niemałą rewolucję. Dotkliwe zmiany w przerwie śródsezonowej miały niebagatelne znaczenie w olbrzymim regresie zespołu.
Nie licząc zawodników z głębokiej rezerwy, mielecka Stal na skutek skrócenia wypożyczeń najpierw straciła właśnie Piaseckiego, a potem wracającego do Zagłębia Lubin Kokiego Hinokio. Wymowne, że koszmarna passa „Biało-niebieskich” ma miejsce akurat od pożegnania Japończyka. Zmuszony odejść był także trzymający w ryzach tyły zespołu Jonathan De Amo. Gdyby tego było mało, wypadł wskutek zdecydowany lider, czyli wszechstronny Mak, a rozwijającego się Strączka spowolniła kontuzja.











