Zachwycający początek, a później zaledwie jeden punkt w trzech spotkaniach. Tak w skrócie można podsumować kilka pierwszych kolejek Górnika Zabrze. Martwiliśmy się, że dobra forma zabrzan z początku sezonu uleciała i rozpłynęła się w nieczystym zabrzańskim powietrzu. Mecz w Grodzisku pokazał jednak, że piłkarze Marcina Brosza powrócili do dobrej formy i będą się liczyć w walce o lokaty dające awans do europejskich pucharów.
Górnik Zabrze ligowy maraton, bo niewątpliwie ten sezon taki będzie, zaczął z wysokiego „c”. Cztery pierwsze spotkania, cztery zwycięstwa. Ofensywną grą zachwycili wszystkich kibiców ekstraklasy. Był w tym jakiś pomysł Marcina Brosza, a w szarej rzeczywistości powiew świeżości. Bezkompromisowa gra z trójką obrońców robiła robotę. Na dodatek nie było to typowe murowanko, tylko gra wysokim pressingiem i wysoko ustawioną obroną.
Do wszystkiego jednak można się przyzwyczaić. Niestety rywale też nauczyli się taktyki Górnika Zabrze. Stare numery przestały działać. Pokazał to wybitnie Marek Papszun, który idealnie wykorzystał wszystkie mankamenty odważnej gry. Piłki za wysoko ustawioną obronę rozbroiły Górnika. „Górnicy” ostro zaczęli sezon, w zasadzie od sprintu, aby uwolnić się od przeciwników. Niestety ekstraklasa ich zweryfikowała. Nie dało się utrzymać takiego tempa przez całe rozgrywki. Po mocnym początku cały czas są w czubie tabeli.
Najlepszy możliwy skład
Do spotkania z Wartą zawodnicy ze Śląska przystępowali w nie najlepszych nastrojach. W starciach z Zagłębiem Lubin, Rakowem Częstochowa oraz Wisłą Kraków udało się wywalczyć tylko jedno „oczko” do ligowej tabeli. Mówiąc krótko, zostali sprowadzeni na ziemię. Może to i dobrze, że na tym etapie sezonu przyszedł taki lekki kryzys. W lidze wszystko jeszcze jest otwarte i może się zdarzyć absolutnie wszystko.
Marcin Brosz zdecydował o małych roszadach przed spotkaniem z Wartą Poznań. W porównaniu z ostatnim przegranym meczem z Rakowem Częstochowa zaobserwowaliśmy trzy zmiany. Co warto jednak podkreślić, system gry,, ani taktyka się nie zmieniły. Konsekwencja – to nam się podoba w poczynaniach Marcina Brosza. Aleksandra Paluszka zastąpił Michał Koj, w ataku zagrał Piotr Krawczyk zamiast dobrze spisującego się na początku sezonu Alexa Sobczyka. Ostatnią zmianą było przestawienie Romana Prochazki do środka pola, aby na prawym wahadle mógł zagrać Giannis Masouras.











