Górnik Zabrze, jakiego długo nie widzieliśmy


Górnik Zabrze to obecnie najlepiej grający zespół w polskiej ekstraklasie. Odkrywamy sekrety sukcesu ekipy trenera Brosza

21 września 2020 Górnik Zabrze, jakiego długo nie widzieliśmy

32 lata już czeka Górnik Zabrze na kolejne, piętnaste, mistrzostwo Polski. Dziesięć lat mniej czekał na zwycięstwo przy Łazienkowskiej. Drużyna trenera Brosza gra piękną piłkę, obecnie zdecydowanie najpiękniejszą w polskiej ekstraklasie. Pomimo tego, że chyba nikt nie spodziewał się tak świetnych wyników. Jak do tego doszło..?


Udostępnij na Udostępnij na

„Nie wiem”. Tak mówi piosenka Zenka Martyniuka, ale my dobrze wiemy, jak do tego doszło. Choć przed sezonem niewiele wskazywało na to, że Górnik faktycznie może tak zaskoczyć. Jeszcze mniej wskazywało na to, że Górnik miałby pokonać Legię – wielu sądziło, że w Warszawie dobra passa się zakończy. Zwycięstwo z Legią może jednak dodać zabrzanom jeszcze jednej, dodatkowej pary skrzydeł i ponieść ich naprawdę wysoko. Co złożyło się zatem na początkowy sukces Górnika?

Gdy lider opuszcza zespół

154 spotkania w barwach Górnika, 88 zdobytych goli i 21 zaliczonych asyst… Takie liczby w Zabrzu wykręcił Igor Angulo, którego kibice zapamiętają na długo. Jest z czego go pamiętać, bo wprowadził zabrzan najpierw do ekstraklasy, a później do europejskich pucharów. Trzeba jednak szczerze powiedzieć sobie o dwóch faktach. Po pierwsze: Igor w ostatnich dwóch sezonach nie był już tym samym zawodnikiem. Z wiekiem niestety pogorszyły się jego walory szybkościowe, którymi dominował nad resztą zawodników. I choć jest to gracz niezwykle inteligentny i pewne braki nadrabiał sprytem boiskowym, nie dało się nie zauważyć,, że Angulo staje się gorszy motorycznie.

Mało tego – lukę po nim uzupełnił przecież zawodnik, który od kilku lat grał w Zabrzu. Jesus Jimenez wyszedł z cienia Angulo lepiej, niż zrobił to Neymar, uciekając do PSG przed cieniem Messiego. Hiszpan to obecnie najskuteczniejszy zawodnik Górnika, w pięciu meczach (liga + puchar) strzelił już sześć bramek. W takim tempie pobije wszelkie rekordy strzeleckie naszej ligi.

Po drugie, warte podkreślenia, odejście Angulo wyszło Górnikowi na ogromny plus. Hiszpan był liderem, owszem. Tak, trener Brosz rozpoczynał budowanie jedenastki na mecz właśnie od niego. I trzeba się zgodzić, że był jednym z lepszych, o ile nie najlepszym graczem Górnika. Jednakże taki zawodnik, jeśli postawimy go na piedestale i nie pozwolimy manipulować jego pozycją, bardzo ogranicza nasz zakres ruchu. Trener Brosz nie porywał się chociażby na eksperymenty taktyczne, nawet między sezonami.

I z jednej strony to dobrze, bo wszyscy wiedzieli, na czym stoją i czego będzie wymagał trener. A z drugiej Górnik niczym nie zaskakiwał, z roku na rok pokazywał mniejszy potencjał w ofensywie, w pewnym momencie to Jimenez zaczął dawać pod bramką więcej niż Angulo. I kiedy ten drugi odszedł z zespołu, trener w końcu mógł ustawić skład inaczej. Żaden zawodnik nie był pewniakiem do wystąpienia w pierwszym zespole. Do tego odejście napastnika zmusiło Brosza do myślenia – jak ustawić zespół tak, aby zwyciężał?

Strzał w dziesiątkę

Brosz jeszcze przed zakończeniem poprzedniego sezonu rozpoczął swego rodzaju „poszukiwania” drogi, jaką powinien obrać Górnik Zabrze. Trener Brosz przeszedł zatem na system 3-5-2 z dwoma wahadłowymi na bokach. Funkcje te zajęli na lewej stronie Erik Janża, a na prawej – sprowadzony tego lata z Grecji – Giannis Masouras. Wypożyczony z Olympiakosu zawodnik zadebiutował przeciwko Lechii, zagrał też w meczu w Warszawie.

Już od pierwszego spotkania nowego sezonu widać było ofensywne nastawienie zabrzańskiego Górnika. Potem przyszły zwycięstwa nad Stalą, Lechią, a w ostatni weekend Legią Warszawa. W każdym z tych meczów Górnik strzelał co najmniej dwie bramki, w sumie w czterech spotkaniach zabrzanie mają już na koncie 12 trafień. Sam Jesus Jimenez strzelił ich już pięć, ale o nim porozmawiamy za chwilę. Przejście na inny system okazało się zbawienne dla ofensywnego potencjału Górnika Zabrze.

A to z kolei dlatego, że Górnik od lat uważany jest za najbardziej harujący zespół w lidze. Bierze się to z tego, że zawodnicy biegają bardzo dużo. Niestety w wielu przypadkach biegają oni za piłką, jednakże nie zmienia to faktu, że górnicy ogólnie biegają sporo. W systemie trenera Brosza to wahadłowi są tymi, którym przypada najwięcej ruchu na boisku. Jednak zarówno Janża, jak i Masouras dają od siebie z przodu bardzo dużo. Jednak wahadła wbrew pozorom nie są najważniejszą i najmocniejszą stroną zespołu, mimo tego, że zamieszania wprowadzają sporo.

Środek pola kluczem do zwycięstwa

Jak pokazały statystyki po meczu z Legią, Górnik największą część swoich akcji ofensywnych starał się wyprowadzić właśnie bokami. Łącznie prób takich było 39 – w tym ledwie jedna udana. Siedem razy udawało się za to zabrzanom wyprowadzić akcje środkiem pola. I to właśnie w tym sektorze drzemie ogromna siła Górnika Zabrze. Grający w roli środkowych pomocników Manneh, Nowak oraz Prochazka robią fantastyczną robotę na boisku.

Pierwszy z nich, Manneh, potrzebował trochę czasu, aby wreszcie zaaklimatyzować się w zespole. Kiedy jednak to się stało, Gambijczyk „odpalił”, jak to się często mówi w piłkarskim żargonie. Stał się prawdziwym dyktatorem środka pola. To on przejął słabe wybicie Artura Boruca, po którym rozpoczął kontrę, z której padła pierwsza bramka w Warszawie. To on popisał się fenomenalnym uderzeniem w meczu w Mielcu. Co ciekawe, źródła bliżej związane z klubem podają, że pozycja Manneha w szatni wcale nie jest tak mocna, jak można by się było tego spodziewać. Swoją dobrą grą z pewnością zyska szacunek partnerów z drużyny.

Po Nowaku zaś można było się spodziewać rzeczy wielkich. Znalazł się on w jedenastce najlepszych zawodników Fortuna 1 Ligi według iGola, przez wielu był także wskazywany jako najlepszy zawodnik poprzedniego sezonu na zapleczu ekstraklasy. I choć inaugurację zaliczył mocno średnią, w kolejnych spotkaniach potwierdził swoją klasę. W meczach czy to z Lechią, czy z Legią był jednym z najważniejszych zawodników na boisku. W Warszawie brał udział przy dwóch pierwszych bramkach – udział bezpośredni, bo przy pierwszej asystował, a przy drugiej dołożył nogę. Jego wkład był jednak dużo większy, przy najgroźniejszych akcjach Górnika to właśnie on rozprowadzał piłki, prowadził grę, raz jednak zbyt długo holował futbolówkę przy nodze.

Udane okienko transferowe

Widząc ten nagłówek, pierwsze nazwiska, które przychodzą do głowy, to oczywiście Sobczyk i Nowak. Może także Masouras. Jednakże trzeba też zwrócić uwagę na inną, ale niezwykle ważną kwestię. Z klubu, nie licząc zawodników wypożyczonych, nie odszedł tak w zasadzie żaden gracz, który stanowiłby trzon zespołu. Oczywiście z Zabrza wyjechał Paweł Bochniewicz, który faktycznie był najważniejszym zawodnikiem w defensywie, jednakże nie obserwowaliśmy zjawiska swoistej wyprzedaży. Jest to zdecydowanie coś nietypowego dla fanów zabrzańskiego zespołu. A co do Igora Angulo, uzgodniliśmy już, że jego odejście dużo dało całemu zespołowi.

Z drugiej zaś strony wracamy do nazwisk, które wymienialiśmy na początku poprzedniego akapitu. Alex Sobczyk okazał się być zawodnikiem skrojonym pod plan taktyczny Marcina Brosza. Rozpoczął od świetnego występu z Podbeskidziem, gdzie zaliczył piękną asystę – niestety musiał przedwcześnie opuścić boisko. Potem było już tylko lepiej, a w Warszawie, oprócz strzelonej bramki (pierwszej dla zespołu Górnika), zdobył także dwie asysty. Łącznie ma ich już cztery i – ex aequo z Łukaszem Sierpiną – jest najlepszym asystentem w ekstraklasie.

Sobczyk doskonale wkomponował się w skład, tak więc pochwalić trzeba cały pion skautingowy i wszystkich tych, którzy byli odpowiedzialni za ściągnięcie napastnika do Zabrza. Wraz z Jesusem Jimenezem stworzyli – jak się dotychczas wydaje – duet idealny. Jimenez w lidze strzelił jak na razie pięć bramek. Przy czterech z nich piłkę do Hiszpana dogrywał właśnie Sobczyk. Obaj panowie po czterech kolejkach ekstraklasy mają na (wspólnym) koncie 6 goli i 4 asysty. Wynik doprawdy kosmiczny.

Nie wszystko jest kolorowe

Na sam koniec trzeba także szczerze powiedzieć, że wiele aspektów Górnik wciąż musi poprawić. Sam trener Brosz ma tego świadomość – cieszy się z ostatnich zwycięstw, ale sam widzi, że zabrzanom pomaga także łut szczęścia w postaci słabej dyspozycji piłkarzy drużyn przeciwnych. W meczu z Podbeskidziem zabrakło komunikacji i organizacji w obronie, kiedy Kamil Biliński strzelał zabrzanom dwie bramki. Przez to w samej końcówce przy wyniku 4:2 zrobiło się bardzo nerwowo. Podobnie było przecież w spotkaniu z Legią, kiedy bramkę strzelił zupełnie niepilnowany, wbiegający w pole karne Bartek Slisz.

Wracając do meczu z Legią – warszawiacy byli bardzo nieskuteczni. Zwycięstwo Górnika możliwe było tylko dlatego, że zawodnicy Legii nagle zapomnieli, jak wykorzystywać sytuacje. A prezent rywalom mógł sprawić chociażby Przemysław Wiśniewski, który stracił piłkę, będąc ostatnim zawodnikiem przed Martinem Chudym. Słowak spisywał się w bramce wyśmienicie, ale miał też sporo szczęścia, bo rywale strzelali niemalże prosto w niego.

Patrząc nie tylko na grę, ale także na statystyki i łącząc ze sobą liczby oraz obserwacje, można zauważyć jedno. Górnik często nie posiada wizualnej przewagi. Przez większość meczu zabrzanie biegają za piłką, są ustawieni ofensywnie, fakt, ale jest to takie „zamrożone” ustawienie. Piłkarze z Zabrze czekają na kontrę, na właściwy moment do tego, aby znienacka odmrozić się, ruszyć do przodu i ugodzić rywala. Póki taki styl działa, nie można się do niego oczywiście przyczepić, ale oddając inicjatywę, Górnik czasami sam kładzie sobie kłody pod nogi, bo pozwala rywalom kontrolować tempo oraz przebieg spotkania. Jak widać, mistrzowie Polski i tak nie potrafili tej przewagi wykorzystać.

Także pracę zawodników pełniących rolę wahadłowych należy znacząco poprawić. O ile dają oni coś od siebie w ataku, czasami wydaje się, że jest ich zdecydowanie za mało w grze defensywnej. Statystyki w meczu z Legią pokazały jednak, że i w ataku nie idzie im najlepiej. Prawy wahadłowy Masouras to zawodnik raczej defensywny, więc trudno oczekiwać od niego magii na skrzydle. Janża za to też pełnił w poprzednim sezonie rolę obrońcy, dlatego jeśli potrafią oni lepiej bronić niż atakować – niech angażują się bardziej w obronę dostępu do własnej bramki.

Czy to ten sezon?

Pytają kibice Górnika. Za nami cztery kolejki, „Trójkolorowi” uzbierali 12 punktów, jest to czwarty w historii zabrzańskiego zespołu najlepszy początek sezonu. Analogii można się doszukiwać wiele – ostatni raz zabrzanie w Warszawie wygrywali w 1988 – w roku, w którym sięgnęli po czternasty tytuł mistrza Polski. Od tego czasu Górnik ani razu nie znalazł się na szczycie tabeli ekstraklasy pod koniec sezonu, a kibice – szczególnie ci pamiętający lata 70. i 80. w wykonaniu zespołu – spragnieni są kolejnego triumfu.

Pamiętajmy jednak o polityce Górnika. Jest to obecnie drużyna, która prezentując taki styl gry, gotowa jest ograć każdy zespół w lidze. Natomiast jeśli Górnik znajdzie się na szczycie tabeli pod koniec tej rundy, większe kluby z pewnością zaczną pytać o poszczególnych zawodników. Zabrzanie mogą wówczas stracić chociażby Jimeneza czy Manneha, ale także dopiero co sprowadzonych graczy. Po świetnej rundzie wzrośnie wartość Nowaka czy Sobczyka, a fakt, że mają oni kontrakty ważne jeszcze przez dość długi okres czasu, tylko podwyższa ich wartość.

Odpowiadając zatem na powyższe pytanie – tak, wiem, wymijająco – czas pokaże. Kluczowa będzie przerwa pomiędzy rundą jesienną a wiosenną. Jeśli wierzyć zaś w to, co Górnik prezentował w poprzednich sezonach – to może się udać. Zabrzanie zazwyczaj byli jedną z najlepszych ekip na wiosnę. Tym razem osiągając dobry wynik jesienią, kto wie, być może nawet otwierając tabelę ligową pod koniec tego roku, mogą oni być w stanie zapewnić sobie mistrzostwo dość szybko. Pompowanie balonika naszym drużynom raczej nie wychodzi na dobre, ale podsumować ten tekst możemy tylko jednym zdaniem – Górnik Zabrze jest obecnie najlepszym zespołem w ekstraklasie.

Komentarze
Marcin (gość) - 1 rok temu

Wszystko ok ale 22.lata temu to nie rok 1988?‍♂️ a 1998, bramkę strzelił Sobczak. W meczu tym grał obecny trener Brosz i napewno nie zdobyli wtedy mistrza ?

Odpowiedz
izzyari (gość) - 1 rok temu

przeczytaj dokladnie artykul a nie czapiasz sie..autor mial na mysli zwyciestwo w 88r ze wtedy gornik zdobyl MP i wygral nal egii

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze