Sobota z PKO Ekstraklasą przywitała nas dość senną konfrontacją Widzewa Łódź z Radomiakiem Radom. Nie rozpieściło nas także widowisko zafundowane przez Koronę Kielce i Wisłę Kraków, choć tam działo się już nieco więcej. Po pierwszej połowie hitu dzisiejszego dnia wydawało się, że dziś Ekstraklasa nie dowiezie. Upłynie pod znakiem nijakości i dość sennych spotkań. Całe szczęście drugie 45 minut, a zwłaszcza końcówka meczu Motoru Lublin z Legią Warszawa dowiozła.
Nieskuteczny Widzew Łódź
Widzew Łódź do spotkania przystępował z dużym problemem. Parę dni temu przegrał 0:1 w Pucharze Polski z Koroną Kielce, kilka dni wcześniej uległ 3:2 Lechowi Poznań w końcówce po dramatycznym błędzie Bartłomieja Drągowskiego. Podopieczni Aleksandara Vukovicia mają problem ze stratami goli na wagę punktów w końcowych minutach meczu. Teraz mogło być podobnie, Widzew Łódź miał dużo szczęścia, że Bartosz Frankowski po kilkuminutowej analizie VAR dopatrzył się przewinienia Ronaldo Lumungo na Emilu Kornvigu – pytanie brzmi, na ile mieliśmy do czynienia z faulem, a na ile ze stratą piłki Duńczyka? Sytuacja bardzo stykowa, niełatwo stwierdzić, czy Kornvig dodał coś od siebie, czy przegrał pojedynek, czy Lumungo za bardzo popracował rękami, czy świetnie wykonał swoją pracę w środku pola. Zapewne, gdyby sędziował ktoś inny, Radomiak Radom mógłby świętować drugie zwycięstwo w lidze z rzędu. A to dla ekipy Tomasza Kaczmarka osłabionej przez brak Roberto Alvesa wiele by znaczyło.
#WIDRAD Przemysław Wiśniewski kieruje piłkę do własnej bramki, ale sędzia – po analizie VAR – samobója nie uznał. Ronaldo Lumungo miał faulować Emila Kornviga. pic.twitter.com/e6LYd2pDRX
— Tomasz Górski (@TomaszGorsk1) September 5, 2026
Niełatwo rozwikłać taką zagadkę, niemniej Widzew dalej ma problemy ze strzelaniem goli. Ma piłkarzy, którzy potrafią poprowadzić akcje, zawodników dobrych technicznie, potrafi wytworzyć przewagę fizyczną, ale co z tego, skoro nie ma kto strzelić gola? W pierwszej połowie Widzew Łódź nie oddał ani jednego celnego strzału na bramkę, a zdecydowanie dominował i wyglądał na boisku na zespół bardziej jakościowy. Goście zdobywają cenne punkty na trudnym terenie, u gospodarzy pachnie znów kryzysem. Widzew Łódź następny mecz zagra z Legią Warszawa, a Radomiak Radom zmierzy się z Piastem Gliwice.
Remis.
Sponsorem Meczu jest @KolejLodzkie 🤝🏻#WIDRAD 0:0 pic.twitter.com/FARmTeBqsb
— Widzew Łódź (@RTS_Widzew_Lodz) September 5, 2026
Wisła Kraków się męczyła, aż Korona oddała inicjatywę
Wisła Kraków przez większość czasu przegrywała z Koroną Kielce. Już w 24 minucie „Scyzory” wyszły na prowadzenie za sprawą trafienia Ondreja Lingra. Nowy nabytek gospodarzy solidnie przymierzył z dystansu. Wcześniej Marcel Łubik cudem wybronił strzał Mariusza Stępińskiego odbity od słupka. W 99 na 100 przypadków zapewne już tutaj Korona Kielce wygrywałaby 1:0, ale ogromnego pecha mieli Kielczanie tylko po to, by z mało oczywistej, bardzo odległej pozycji środkowy pomocnik wyprowadził Koronę na prowadzenie.
Były jeszcze rajdy Morgana Fassbendera, dość kiepskie próby Mariusza Stępińskiego i dobre interwencje Marcela Łubika, ale rola gospodarzy w tym meczu powoli spadała. Coraz bardziej widoczni byli goście. W drugiej połowie Korona całkowicie zrezygnowała z chęci strzelenia gola, tak jakby stwierdziła, że po co się męczyć, skoro ten jeden może wystarczy.
Może i by tak było, gdyby po drugiej stronie znajdował się zespół znacznie słabszy, mniej agresywny, szybciej się męczący. Wisła Kraków przez ten nieco ponad miesiąc od powrotu do Ekstraklasy pokazała nam, że zdecydowanie taka nie jest. Victor Meseguer przerzucił futbolówkę na Jordiego Sancheza, ta bardziej odbiła się od głowy Hiszpana, podleciała idealnie do Alana Urygi, który umieścił futbolówkę w siatce. Wisła Kraków wywiozła z Kielc bardzo cenne jedno oczko.
ALAN URYGA DOPROWADZIŁ DO REMISU W KOŃCÓWCE MECZU W KIELCACH! 🔥 pic.twitter.com/1gTb4epkFn
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 5, 2026
Kolejny mecz „Białej Gwiazdy” zapowiada się bardzo ciekawie. W piątek podejmie bowiem Jagiellonię Białystok. Korona Kielce z kolei wyjedzie na Dolny Śląsk by zmierzyć się ze Śląskiem Wrocław.
Hit soboty. Zapowiadała się klapa, wyszło całkiem nieźle
Ukoronowaniem sobotnich zmagań w ramach 7. kolejki PKO BP Ekstraklasy było spotkanie hitowe Legii Warszawa z Motorem Lublin. To już druga konfrontacja tych drużyn w tygodniu, bowiem przed paroma dniami zmierzyły się one w ramach STS Pucharu Polski. Górą byli Lublinianie, którzy pokonali stołeczną ekipę 3:0 – to było pierwsze zwycięstwo Motoru nad Legią od 35 lat.
Wydawało się, że perspektywa na wygraną numer dwa jest. Mecz był szalony. Rozpoczął się od gola Rafała Augustyniaka z rzutu karnego. Dopiero jedenastka była potrzebna, by zobaczyć futbolówkę nieco bliżej bramki. Oba zespoły grały bardzo zachowawczo, tak jakby 0:0 obopólnie im pasowało. Tabela podpowiada nam, że taka sytuacja średnio pokrywałaby się z logiką. Z czasem tempo meczu rosło, a Motor Lublin pozwalał sobie na więcej. Zmuszał defensywę rywala do błędów, zdobywał przestrzeń. Znów nie najlepiej wyglądał środek pola Legii Warszawa.
Szalona końcówka
W 65. minucie gola po podaniu dobrze grającego Kamila Lukoszka strzelił Karol Czubak. Trzy minuty później powtórnie wpisał się na listę strzelców, tym razem kapitalnie asystował Jacques Mbaye Ndiaye. Wydawało się, że szans na porażkę nie ma, ale w 71 minucie zdarzyła się rzecz niepozorna. Na boisko wpuszczono Jakuba Żewłakowa za Mateusza Szczepaniaka.
W piątej minucie doliczonego czasu gry 19-latek wpisał się na listę strzelców po raz pierwszy. Na początku wykorzystał chaos w defensywie Motoru Lublin i z bardzo bliskiej odległości uderzył piłkę. Ta poleciała między nogami Gaspara Tratnika. Chwilę później waleczność Bartosza Kapustki pozwoliła odebrać piłkę Ivo Rodriguesowi. Pomocnik zagrał na prawą stronę do Rubena Vinagre, ten dośrodkował, a w polu karnym we właściwym miejscu znów znalazł się Jakub Żewłakow. To jego pierwsze dwa gole w Ekstraklasie i od razu na wagę trzech punktów na wyjeździe. Dzięki bramkom nastolatka, trenerskiemu wyczuciu Marka Papszuna i ogromnemu zaangażowaniu całej Legii w ostatnich minutach udało się wyszarpać zwycięstwo i przynajmniej na jakiś czas wrócić na fotel lidera.
ŻEWŁAK ŻEWŁAK ŻEWŁAK 😭🔥
ℹ️ YT Legia Warszawa pic.twitter.com/rYR7Oihgb6
— Polish Merkury (@Merkuury) September 5, 2026
Za tydzień Legia Warszawa rozegra polski klasyk z Widzewem Łódź. Motor Lublin natomiast będzie miał szanse odbić się od dna z jedyną ekipą bez ani jednego punktu w lidze – Rakowem Częstochowa.
Dużo remisów, bez rewolucji w tabeli
Dzisiejszy dzień to głównie remisy, toteż trudno zaobserwować wielkie zmiany w tabeli PKO Ekstraklasy. W niedzielę czekają nas starcia Cracovii z Górnikiem Zabrze, Lecha Poznań z Rakowem Częstochowa i Jagiellonii Białystok ze Śląskiem Wrocław.