Porażka reprezentacji Polski w Sztokholmie ma wiele twarzy. Niezrozumiały wybór taktyki przez Jana Urbana czy nieudane zmiany wykonane w drugiej połowie przez Jana Urbana są jednymi z nich. Jednak nie tylko selekcjoner jest winien przegranej ze Szwedami. Zawodnicy nie pomogli mu swoimi występami w obronie twarzy i atmosfery w kadrze. Jednym z głównych anty-bohaterów okazał się być także Przemysław Wiśniewski.
Wiśniewski w wyjściowym składzie
Przemysław Wiśniewski dość zaskakująco pojawił się w wyjściowym składzie na mecz ze Szwedami. Selekcjoner Jan Urban sondował grę czwórką obrońców i wydawało się, że w tej sytuacji poszkodowanym będzie Kacper Potulski. Ostatecznie Polska ponownie zagrała trójką obrońców, ale młody obrońca 1.FSV Mainz 05 i tak zasiadł na ławce. Selekcjoner postawił bowiem na Wiśniewskiego, który rozegrał 90 minut w przegranym finale baraży o mundial. Tym samym stoper Widzewa dostał szansę rewanżu za wiosenną porażkę ze Szwedami.
Trzeba jasno stwierdzić, że szansy tej nie wykorzystał. To właśnie on był głównym winowajcą straconej bramki na 1:3. Pozostawił bez krycia napastnika reprezentacji Szwecji, Viktora Gyökeresa, który bez problemu pokonał Marcina Bułkę.
Środkowy obrońca Widzewa Łódź przez długi okres tego spotkania grał niezłe spotkanie. Był agresywny w doskoku do Zeneliego, który był praktycznie niewidoczny. Wiśniewski walczył, jednak nie popisał się w najważniejszym momencie. Zawinił przy stracie trzeciego gola. Nie krył tak naprawdę ani swojej strefy, ani piłkarza. Wyszedł mu za plecy Viktor Gyokeres, który uderzył na bramkę. Ta sytuacja kładzie się cieniem na jego występie. Mimo wcześniej solidnej gry, ta sytuacja wpływa negatywnie na jego ocenę w bloku obronnym złożonym z trzech obrońców. Taki błąd nie powinien się bowiem zdarzyć na poziomie reprezentacyjnym. Pomylenie strefy, krycia piłkarza i ostateczna strata gola wpisują się na konto gracza Widzewa. Wiśniewski zszedł z murawy w 88. minucie.
Słabe tłumaczenie stopera
W rozmowie z Mateuszem Borkiem tuż po meczu Przemysław Wiśniewski dołożył kolejny kamień do swojego własnego ogródka. Trudno bowiem zrozumieć tłumaczenie naszego stopera, który wyjaśnił, że każdy w klubie gra inaczej. Podkreślił, że za nim powinien być wahadłowy, który przy bramce na 1:3 powinien kryć Viktora Gyökeresa. Mimo faktu, że stoper Widzewa widział przed sobą Matty’ego Casha oraz miał świadomość, że za nim jest ustawiony napastnik Arsenalu, świadomie odpuścił krycie. Czy o taką grę chodzi Janowi Urbanowi?
Z jednej strony można zrozumieć automatyzmy oraz przyzwyczajenia klubowe reprezentantów Polski. Gra z orzełkiem na piersi to tylko niewielki wycinek ich zawodowej pracy w ciągu roku. Z drugiej jednak strony, selekcjoner powinien dopasować styl gry oraz zawodników w ten sposób, by każdy z nich był w stanie grać na swoim najwyższym poziomie. Wiśniewski podkreśla również kłopoty w komunikacji z kolegami z bloku obronnego. Jest to kolejny raz, kiedy ten problem jest poruszany przez naszych zawodników. Pytanie, czy winą można obarczyć za to zawodników, którzy nie potrafią porozumieć się na murawie, czy trenera, który nie jest w stanie wypracować jednolitego systemu gry?
Gol z Nigerią to za mało
28-latek ma za sobą zaledwie dziewięć występów w reprezentacji Polski. Jego debiut nastąpił we wrześniu 2025 roku przeciwko Holandii (1:1). Wówczas wydawało się, że może on być ważnym ogniwem defensywy reprezentacji Polski. Od tego czasu wystąpił w niemal każdym meczu reprezentacji, wliczając poprzedni mecz ze Szwecją. W międzyczasie Wiśniewski powrócił z Włoch do Polski, gdzie podpisał kontrakt z Widzewem. Doczekał się również premierowego gola w kadrze. Piękny strzał z dystansu dał w czerwcu remis przeciwko Nigerii (2:2). Wydaje się jednak, że w obecnej formie oraz wyborze taktycznym selekcjonera wspomniane osiągnięcia nie są wystarczające, by stawiać na piłkarza łódzkiego Widzewa.
Piłkarze Ekstraklasy są słabi
Przynajmniej ci występujący w białych koszulkach w poniedziałkowy wieczór w Sztokholmie. Przemysław Wiśniewski zagrał bardzo słabe zawody. Podobnie jak jego klubowy kolega – Karol Świderski, który na murawie pojawił się w drugiej połowie. Idący po omacku Jan Urban przynajmniej w jednym się nie myli – poziom polskich piłkarzy w ekstraklasie jest żenująco słaby. Lecz czy na pewno?
Jan Urban w ostatnim czasie zaczął dość mocno deprecjonować piłkarzy występujących w naszej lidze, którą tak dobrze zna. Z jednej strony nie powołuje jednego z najlepszych polskich strzelców rozgrywek, Karola Czubaka. Z drugiej stawia na piłkarzy bez formy, którzy grają w Widzewie Łódź. Po solidnym występie Kacpra Potulskiego w meczu z Bośnią i Hercegowiną, Urban postawił na gracza ze słabej ekstraklasy, czyli Wiśniewskiego.
Z drugiej jednak strony w kadrze są również inni przedstawiciele PKO BP Ekstraklasy. Wojciech Mońka, Norbert Wojtuszek czy Kacper Urbański są przedstawicielami klubów z ligowej czołówki, którzy mają za sobą grę w europejskich pucharach. Oni jednak nie mają takiego poklasku jak duet z Widzewa Łódź. Urbański pojawił się na boisku na końcówkę spotkania ze Szwecją. Gracze Lecha i Jagiellonii na kadrę przyjechali jedynie potrenować. Trener Urban z jednej strony neguje poziom reprezentantów Polski z polskiej ligi, by nie korzystać z liderów najlepszych zespołów w lidze. Sięga za to po graczy z zespołu, który w poprzednim sezonie walczył o utrzymanie. Nic zatem dziwnego, że poziom przedstawicieli ekstraklasy na boisku w meczach kadry jest słaby.
Stwierdzeniu Jana Urbana zaprzecza również jeden z najlepszych Szwedów na boisku. Patrik Wålemark na co dzień występuje w Lechu Poznań i nie miał najmniejszych problemów, by ogrywać reprezentantów Polski z najlepszych lig w Europie. Był jednym z autorów zwycięstwa, dorzucił asystę i jest chwalony przez selekcjonera oraz kibiców.
Wiśniewski powinien odpocząć
Może i Wiśniewski ma za sobą grę w ligach TOP 5 oraz udane występy w reprezentacji Polski. Jednak w obecnej formie nie powinien być pierwszym wyborem selekcjonera reprezentacji Polski. Nie popisał się w meczu ze Szwecją, nie popisuje się również w klubie. W starciu przeciwko Bośni i Hercegowinie solidny występ zaliczył zdecydowanie młodszy Kacper Potulski. Kolejka do występu w obronie jest jednak zdecydowanie dłuższa. Na obecnym zgrupowaniu Jan Urban ma do dyspozycji m.in. Wojciecha Mońkę, a w przeszłości powoływał już Oskara Wójcika, który latem przeszedł do Werderu Brema. W Niemczech występuje kolejny utalentowany obrońca, Jan Leszczyński. Nie możemy zapominać również o Janie Ziółkowskim, który obecnie leczy kontuzję.
Wszystkich tych zawodników łączy jedno – młody wiek, rosnąca forma oraz występy za granicą. Natomiast Przemysław Wiśniewski jest członkiem drużyny, która w lidze tylko trzy razy zachowała czyste konto. Jego kariera po transferze do Widzewa wyhamowała, a sam 28-latek prezentuje zdecydowanie niższy poziom niż przed rokiem. Duet Jan Bednarek oraz Jakub Kiwior wydaje się być niezagrożony, jeśli chodzi o występy w kadrze. Na szansę zasługuje również Kacper Potulski oraz Wojciech Mońka. Dla Wiśniewskiego zaczyna za to brakować miejsca w podstawowych wyborach Jana Urbana. Czy mimo wszystko selekcjoner postawi na doświadczonego obrońcę w kolejnych meczach? Przekonamy się jeszcze w trakcie obecnego zgrupowania.











