Nadszedł czas, by przedstawić drugiego z ekstraklasowych beniaminków. Oto mistrz I ligi sezonu 2012/2013, a także zespół, który na zapleczu TME tracił najmniej bramek i strzelał ich najwięcej. Jak bydgoski Zawisza poradzi sobie szczebel wyżej?
Historia „Zetki” zaczęła się blisko 70 lat temu, bo w 1946 roku. Wtedy powstał wielosekcyjny klub pod nazwą WKS Zawisza, który oprócz piłki nożnej zrzeszał w swoich szeregach także m.in. siatkarzy, pływaków, koszykarzy czy tenisistów. Zawisza swoją nazwę zawdzięcza, co jasne i oczywiste, rycerzowi Zawiszy Czarnemu, którego dzielna i sprawiedliwa postawa miała być dla sportowców z Bydgoszczy wzorem do naśladowania. Skupmy się jednak na piłkarskiej sferze działalności chluby województwa kujawsko-pomorskiego. „Zetka” nie święciła w swojej historii wielu sukcesów – półfinał Pucharu Polski z 1991 roku czy czwarte miejsce w lidze rok wcześniej to największe osiągnięcia bydgoskiego klubu.

Tyle o historii. Poprzedni sezon był w wykonaniu zawodników Zawiszy więcej niż dobry, choć omal nie wypuścili oni awansu na finiszu rozgrywek I ligi. Ostatecznie udało im się jednak zająć pierwszej miejsce w tabeli. Jak wyglądał ten klub w poprzedniej kampanii? Imponująca liczba 69 bramek strzelonych, do tego tylko 29 goli straconych, solidnie obsadzona każda formacja i klasowym trener. A propos szkoleniowca – przez prawie cały sezon na ławce Zawiszy zasiadał Jurij Szatałow, jednak od końca kwietnia zastąpił go w tej roli Ryszard Tarasiewicz. Były menedżer Śląska odmienił obliczę zespołu z Bydgoszczy na tyle, że „Zetka” odrobiła siedmiopunktową stratę do drugiego miejsca, a ostatecznie triumfowała w całych rozgrywkach. Bilans „Czarodzieja”? Dziewięć meczów – siedem zwycięstw i dwa remisy. Robi wrażenie.
Słów kilka należy się także wyróżniającym się postaciom w ekipie o czarno-niebieskich barwach. W bramce chłop jak dąb, który samą posturą robił wrażenie na napastnikach rywali. Wojciech Kaczmarek, bo o nim mową, wydatnie przyczynił się do awansu. Dla niego samego jest to powrót na stare śmieci, wcześniej grywał bowiem w ekstraklasie w barwach… Cracovii, drugiego z beniaminków. Przed Kaczmarkiem blok defensywny utrzymywał w ryzach najlepszy obrońca I ligi, czyli Łukasz Skrzyński. Były piłkarz Polonii Warszawa strzegł się błędów i pewnie kierował defensywą Zawiszy. Linia pomocy bydgoskiej klubu spisywała się na zapleczu ekstraklasy wybornie, ale czy podobnie będzie w najwyższej klasie rozgrywkowej? Jesienią imponował Adrian Błąd, ale wrócił on z wypożyczenia do Zagłębia Lubin. Przez cały sezon świetnie wyglądał Kamil Drygas, jednak i jemu skończył się okres wypożyczenia i obecnie reprezentuje poznańskiego Lecha. W Bydgoszczy udało się jednak zatrzymać Hermesa, Masłowskiego i Wójcickiego, choć mówiło się o tym, że na ostatnią dwójkę ostrzą sobie zęby inne kluby z T-Mobile Ekstraklasy. Masłowski to materiał na odkrycie sezonu, bo wchodzi w ten biznes z łatką najlepszego technika I ligi. Czy potwierdzi swoje umiejętności na tle dużo lepszych obrońców? Problemem „Zetki” może być atak, bo tam ostał się jedynie wiekowy już Paweł Abbott. Ustrzelił on co prawda 15 bramek, ale raz – było to poziom niżej, a dwa – sporą część z tych goli Abbott zdobył w banalny sposób. Szczerze mówiąc, wątpię, żeby były napastnik Ruchu Chorzów przekroczył w tym sezonie próg siedmiu goli w lidze.












