Jego pierwsza bramka na polskich boiskach dała Arce Gdynia zwycięstwo w Pucharze Polski i upragniony awans do eliminacji Ligi Europy. Choć Luka Zarandia zaczynał swoją przygodę w Polsce od roli rezerwowego, to po bramce w dogrywce finałowego meczu przeciwko Lechowi Poznań w sezonie 2016/2017 zyskał w Gdyni status bohatera. Były reprezentant Gruzji szczególnie upodobał sobie rozgrywki krajowego pucharu, w których wykazywał się skutecznością. Dziś były skrzydłowy m.in. Arki Gdynia i Korony Kielce znajduje się już na piłkarskiej emeryturze, na którą przeszedł w wieku zaledwie 27 lat. Jaki był powód takiej decyzji? Jak Zarandia wspomina pobyt w Polsce i współpracę z trenerem Leszkiem Ojrzyńskim? Zapraszam do lektury.
Początek kariery i transfer do Belgii
Luka Zarandia jest wychowankiem Lokomotiwi Tbilisi, w barwach którego debiutował w piłce seniorskiej. Występujący wówczas w Pirveli Liga (drugi poziom rozgrywkowy) klub okazał się dla Zarandii odpowiednim miejscem do rozpoczęcia piłkarskiej kariery. Dzięki dobrym występom w drużynie ze stolicy i skuteczności w młodzieżowych reprezentacjach Gruzji, po skrzydłowego zgłosił się belgijski KRC Genk. Transfer do Europy był dla wychowanka Lokomotiwi spełnieniem marzenia, choć ze względu na kontuzję miał problem, by przebić się do składu nowego zespołu.
– Kiedy miałem 18 lat, przeszedłem do Genku. Nie potoczyło się to tak, jak chciałem. Inna liga, wysoki poziom, a do tego mnóstwo kontuzji i operacje. Można powiedzieć, że nigdy nie byłem gotowy w 100%, a trenerzy potrzebowali zawodników gotowych do gry. Przejście z Lokomotiwi do Genku w tamtym czasie nie było łatwe. Wyjechałem z kraju, mimo że zespoły nie płaciły wtedy takich pieniędzy za zawodników z ligi gruzińskiej. Pomogła mi bardzo moja reprezentacja narodowa. Grałem wtedy w młodzieżówkach dobre mecze, strzelałem gole i w końcu mnie kupili – wspomina początkowy etap kariery Luka Zarandia.
Przyjazd do Polski
Po nieudanej przygodzie w Genku, jesienią 2016 roku, Zarandia wrócił do klubu, którego jest wychowankiem – Lokomotiwi Tbilisi. W ojczyźnie nie zagrzał jednak miejsca na długo. 14 stycznia 2017 roku dołączył do zespołu Arki Gdynia. Jak wspomina po latach, z pobytu w naszym kraju ma dobre wspomnienia.
– Co mogę powiedzieć o Polsce – tylko dobre wspomnienia. Gdynia stała się moim drugim domem i nawet teraz zawsze śledzę, jak sobie radzą i ich wspieram. Nauczyłem się języka polskiego, mówię, piszę i czytam po polsku, więc tak, to był mój drugi dom. Tęsknię za tamtymi dniami, kibicami i ludźmi z klubu.
Debiutancki sezon w Arce i historyczne trafienie
Debiut w gdyńskim zespole Gruzin zanotował 4 kwietnia 2017 roku w półfinałowym meczu Pucharu Polski przeciwko Wigrom Suwałki. Arka przegrała wówczas 2:4, jednak korzystny wynik dwumeczu pozwolił Arce wejść do wielkiego finału.
Na PGE Narodowym napisała się jedna z najpiękniejszych historii w dziejach Arki Gdynia, w której duży udział miał właśnie Luka Zarandia. Skrzydłowy pojawiał się na boisku w drugiej połowie meczu przeciwko Lechowi Poznań, gdy na tablicy widniał bezbramkowy remis. W dogrywce najpierw do siatki Jasmina Buricia trafił Rafał Siemaszko, a na 2:0 dla Arki podwyższył Zarandia. Lech zdołał odpowiedzieć jedynie trafieniem Łukasza Trałki w końcówce spotkania. Po końcowym gwizdku Arka mogła świętować zdobycie drugiego w swojej historii Pucharu Polski, a pierwszego od prawie 40 lat. Zwycięstwo dało także drużynie Leszka Ojrzyńskiego przepustkę do gry w eliminacjach Ligi Europy.
Specjalista od ważnych bramek
Luka po tym spotkaniu zyskał status prawdziwego bohatera i stał się ulubieńcem kibiców Arki. Mimo że Gruzin w czasie pobytu w Gdyni zdobył dla „Żółto-niebieskich” 10 bramek, to aż cztery z nich strzelił w meczach pucharowych. Zarandia trafiał także w meczu 1/8 finału przeciwko Podbeskidziu Bielsko-Biała i półfinałowym spotkaniu z Koroną Kielce w sezonie 2017/2018.
W sezonie 2018/2019 ponownie dał o sobie znać i udowodnił, że jest specjalistą od zdobywania ważnych bramek. Wpisał się na listę strzelców w szalonym spotkaniu o Superpuchar Polski przeciwko Legii Warszawa. Już w pierwszej połowie meczu padło pięć bramek, a jedną z nich zdobył właśnie Zarandia. Łącznie w barwach Arki były reprezentant Gruzji zaliczył 59 występów, zdobywając w nich 10 goli i notując 10 asyst. Tak skrzydłowy wspomina po latach czas spędzony w Gdyni:
– Czas w Arce to był jeden z najlepszych okresów w mojej karierze. Puchar, Superpuchar, dobre mecze w Ekstraklasie, pełny stadion, Liga Europy. Teraz mam co wspominać. Jeśli chodzi o finał Pucharu Polski, to na pewno odczuwałem niesamowite emocje, szał radości i jeden z najpiękniejszych momentów w mojej karierze. Mimo to nie uważałem się za jakiegoś wielkiego bohatera. Gdyby to był sport indywidualny, mógłbym powiedzieć, że zrobiłem to sam, ale to sport drużynowy, więc każdy zawodnik, każdy człowiek na boisku i poza nim, który pracował i grał w Arce, zasługuje na równy szacunek za to zwycięstwo. I oczywiście nasi szaleni kibice – szaleni w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Powrót do Belgii i ciężka kontuzja
Po owocnym okresie gry w Arce, Zarandia ponownie szukał szczęścia w lidze belgijskiej. Został zawodnikiem Zulte Waregem, w którym nie przebił się na stałe do pierwszego składu. Ze względu na odniesioną kontuzję przez długi czas pauzował także, będąc na wypożyczeniu w kazachskim Tobole Kostanaj. Czy odejście z polskiej ekstraklasy było wówczas dla Luki dobrą decyzją?
– Czy gdybym miał wybór, odszedłbym z Ekstraklasy? Nie wiem, nie potrafię odpowiedzieć. Podjąłem tę decyzję tamtego dnia, a mówienie o przeszłości nic mi nie daje, nikt nie wie, jak potoczyłaby się moja kariera w jedną czy drugą stronę. Jedyna rzecz to… tak, może Belgia nie była moim krajem. Zacząłem dobrze, potem znów problemy z klubem i kontuzja. Zerwałem PCL (więzadło krzyżowe tylne), co oznaczało rok przerwy od futbolu. No cóż, piłka nożna ma swoje wzloty i upadki.
Sentyment do trenera Ojrzyńskiego
W kwietniu 2022 roku Zarandia wrócił do Polski i podpisał umowę z pierwszoligową Koroną Kielce, której celem był powrót do PKO Ekstraklasy. Duży udział w sprowadzeniu skrzydłowego do Kielc miał jego były trener – Leszek Ojrzyński. Gruzin wspomina swojego byłego szkoleniowca z ogromnym sentymentem, podkreślając, że bardzo wiele mu zawdzięcza.
– Muszę wspomnieć o Leszku Ojrzyńskim. Chcę podziękować mu jako trenerowi i mojemu starszemu przyjacielowi. Zrobił dla mnie bardzo dużo. Niestety, mogłem sprawić, że byłby ze mnie bardziej dumny i grać jeszcze lepiej. Trener Ojrzyński to wspaniały człowiek i bardzo się cieszę, że mogłem z nim pracować. Dał mi szansę i zawsze będę mu za to wdzięczny.
W Koronie Zarandia nie pokazał pełni swoich możliwości, pełniąc głównie funkcję zmiennika. Odniesione kontuzje i brak regularnego rytmu meczowego znacząco wpłynęły na jego dyspozycję. Ostatecznie, w wieku 27 lat Zarandia podjął decyzję o zakończeniu kariery, a jego ostatnim pracodawcą było gruzińskie Dinamo Batumi, w którym nie zdołał jednak zadebiutować.
Zapytany o największe osiągnięcia w karierze, były zawodnik m.in. Arki Gdynia czy Korony Kielce wspomniał nie tylko o zdobytych w barwach Gdynian trofeach. Ważnym wydarzeniem była także możliwość debiutu w reprezentacji Gruzji.
– Jeśli chodzi o trofea, moim największym osiągnięciem, oprócz zdobycia Pucharu i Superpucharu Polski, był także moment, gdy trafiłem do pierwszej reprezentacji narodowej i zagrałem w niej kilka minut. Czułem się wyróżniony i było to dla mnie duże przeżycie.
Dziś 30-latek żyje z dala od futbolu, lecz nie ukrywa, że w przyszłości być może wróci do piłki nożnej w innej roli niż dotychczas. Wspominając swoją piłkarską przygodę, mówi o odczuciach, które towarzyszyły mu w czasie kariery.
– Najważniejsze jest to, że czułem się kochany na boisku i poza nim. Piłka nożna jest dla kibiców, a oni mnie kochali i wciąż dostaję od nich mnóstwo wiadomości, więc myślę, że to jest najważniejsze. Zyskałem wspaniałych przyjaciół dzięki piłce nożnej.
***
Luka Zarandia zyskał status bohatera Arki Gdynia, sięgając z nią po Puchar i Superpuchar Polski oraz notując debiut w reprezentacji Gruzji, jednak jego obiecująco zapowiadającą się karierę brutalnie przerwały liczne kontuzje i operacje. Przewlekłe problemy zdrowotne oraz długie przerwy w grze zmusiły go do zawieszenia butów na kołku w wieku zaledwie 27 lat. Polska pozostała w jego sercu jako drugi dom, a sam zawodnik z wdzięcznością wspomina współpracę z trenerem Leszkiem Ojrzyńskim i miłość kibiców, nie wykluczając przy tym powrotu do futbolu w nowej roli.











