Za niespełna 24 godziny będziemy już znali wszystkie odpowiedzi. 231. El Clasico przejdzie do historii. Media na całym świecie będą analizować każdy aspekt tego spotkania. Dziś możemy jedynie gdybać. Uczyńmy to zatem i poszukajmy pięciu powodów, dlaczego to Real Madryt zwycięży w jutrzejszym Gran Derbi.
1. Mecz będzie rozgrywany na Santiago Bernabeu
Co prawda na co dzień stadion Realu nie jest jedną z najgłośniejszych i najbardziej zaangażowanych aren w Europie. Gran Derbi rządzi się jednak swoimi prawami. Kibice z pewnością będą mocniej dopingować swoich piłkarzy. O tym, jaką moc mają fani Realu, przekonała się Barcelona w 1943 roku, kiedy to na Chamartin (tam wówczas rozgrywał swoje mecze Real Madryt) Katalończycy ulegli Realowi 11:1. W relacjach z tamtych czasów możemy przeczytać, że duża była w tym zasługa fanów „Los Blancos”, którzy swoim zachowaniem skutecznie zniechęcili do gry zawodników „Dumy Katalonii”. Ponadto stadion Realu jest swoistą twierdzą. Po raz ostatni na Bernabeu Real przegrał w marcu, w meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów z Schalke Gelsenkirchen. Wcześniejsza porażka na własnym stadionie przydarzyła się „Królewskim” we wrześniu ubiegłego roku z Atletico. Gdy dodamy do tego fakt, że w ostatnich pięciu sezonach Barcelona na Bernabeu wygrała w lidze tylko raz, z równania wyjdzie nam, że faworyt tego spotkania może być tylko jeden.
2. Real ma Keylora
Co prawda kostarykański bramkarz dopiero co wrócił do treningów. Lekarze klubu z Madrytu odwlekali jego powrót, by wyleczyć go w stu procentach. Występ Navasa wciąż jest niepewny, jednak ostatnie tygodnie upływały w Madrycie na realizacji planu „Keylor na klasyk”. Wszystko było podporządkowane temu, by podstawowy golkiper wrócił do gry właśnie na mecz z Barceloną. Dlaczego? Jeśli oglądaliście chociaż jeden mecz Realu w tym sezonie, z pewnością znacie odpowiedź. Navas jest w obecnej kampanii najlepszym zawodnikiem klubu z Choncha Espina. To właśnie Kostarykanin niejednokrotnie ratował Realowi wynik, a co za tym idzie – punkty. Real nie zależy w tym sezonie od Cristiano Ronaldo, Real zależy od Keylora Navasa. Mogliśmy się o tym przekonać podczas meczu madryckiego klubu z Sevillą, który „Królewscy” przegrali 3:2. W bramce wystąpił wówczas uważany za dobrego w swoim fachu Kiko Casilla. Jego zachowanie między słupkami pozostawiało wiele do życzenia, nie był tak pewny jak Navas, a o tym, że obrońcy grają zdecydowanie pewnie, jeśli mają za plecami bramkarza, któremu można ufać, nie trzeba nikogo przekonywać. Navas rozegrał w tym sezonie 13 spotkań, w których wpuścił trzy gole, czyli tyle, ile Casilla w samym spotkaniu z Sevillą, do tego aż dziesięć razy zachował czyste konto. Jeśli Navas jutro wystąpi, Barcelonie będzie niesamowicie trudno. A fakt, że drużynę należy budować od tyłu, znany jest sympatykom futbolu od wielu lat.












