19-latek na początku lipca odszedł z Motoru Lublin. Sięgnęło po niego hiszpańskie Deportivo La Coruna. Jak sobie poradził w nowych barwach?
Klub z niezwykłą renomą, który jeszcze 26 lat temu podnosił puchar za triumf w Primera Division. Przez ostatnie osiem lat Deportivo La Coruna przeżywało kryzys, najgłębszy w całej swojej historii. Stopniowo spadali z ligi do ligi. W 2018 roku pożegnali się z pierwszym szczeblem rozgrywkowym w Hiszpanii. Na drugim nie zagościli zbyt długo – po zaledwie dwóch latach ponownie zjechali pięterko niżej. Kibiców czekała trzyletnia tułaczka w Primera Federacion. W sezonie 2023/2024 w końcu udało im się awansować. Dwa lata później przypieczętowali swój powrót – zajęli miejsce wicelidera LaLigi2.
Lato było (i nadal jest, bo pozostały jeszcze dwa tygodnie na finalizowanie umów) dla nich okresem wzmocnień. W skali hiszpańskiej – potężnych. Na ten moment są czwartym najchętniej wydającym klubem w LaLidze, w obieg wypuścili 26 milionów euro. Przed nimi są tylko absolutni giganci – Real Madryt, Atletico Madryt i FC Barcelona. W parze z pieniędzmi poszły także nazwiska. Biało-niebieskie barwy przez najbliższy sezon będzie na sobie nosić m.in. Pierre-Emerick Aubameyang, którego absolutnie nikomu nie trzeba przedstawiać. Sięgnęli także po Leo Romana z Mallorki – bardzo dobrego ligowego bramkarza; młodziutkiego Duńczyka Jonathana Asp Jensena z rezerw Bayernu; Lorenzo Amatucciego z Fiorentiny; Teuna Gijselharta z De Graafschap; dobrze znanego Angelino z Romy. W tym zaszczytnym i kosztownym gronie znalazł się także Bright Ede, za którego zapłacili 6 milionów euro. Zagrał swój pierwszy mecz. Jak wypadł?
Skała nie do pokonania
Na pierwszy rzut oka u Brighta Ede wzrok przykuwała jego fizyczność. Nie bał się wchodzić w pojedynki fizyczne, pewnie rywalizował z atakującymi Elche – sprawiał wręcz wrażenie skały, był defensorem niezwykle twardym w kontakcie, lecz nie porywał się przy tym na przewinienia i kartki. Zaliczył jedną pamiętną interwencję w polu karnym, gdy wślizgiem wybił piłkę na rzut rożny spod nóg rywala – ryzykownie, ale skutecznie. Radził sobie również bardzo dobrze w powietrzu, wykorzystując swój ponadprzeciętny wzrost (193 centymetry). Według Sofascore zaliczył pięć wygranych pojedynków na pięć prób. Bright w rozegraniu grał blisko linii bocznej boiska, często wychodził wyżej. Przy piłce popełnił parę błędów – w doliczonym czasie pierwszej połowy spotkania jego niecelne podanie do Lorenzo Amatucciego spowodowało, że Włoch musiał zareagować faulem, by przerwać akcję Elche. Niemniej, Polak pokazał, że drzemie w nim ogromny potencjał.

– Zespół umocnił się w polu karnym dzięki agresywnej grze Brighta Ede, który zaliczył świetny występ w roli strażaka, gasząc pożary tu i tam. Niektóre z nich rozpalił zresztą sam przez zbytnią pewność siebie przy piłce – pisze o Polaku Jorge Lerma na łamach „DXT Campeon”. Z kolei „Mundo Deportivo” przyznało Ede dwie na trzy gwiazdki w artykule pomeczowym.
Mecz na Estadio Riazor
Spotkanie finalnie zakończyło się remisem 1:1. Gola dla Deportivo La Coruna strzelił Pierre-Emerick Aubameyang po świetnym długim podaniu od Lorenzo Amatucciego. Stan meczu wyrównał w 76. minucie Marc Aguado, któremu w pole karne na główkę dograł Gonzalo Villar. Znakomitymi interwencjami na linii popisywał się Leo Roman – bramkarz biało-niebieskich.
Następny mecz Deportivo rozegra na wyjeździe z Malagą 24 sierpnia. Po występie z Elche ze spokojem możemy zakładać, że Bright Ede pojawi się w pierwszym składzie na kolejne spotkanie.