Piast Gliwice od kilku ładnych lat rok w rok jest wymieniany w gronie faworytów do spadku z PKO Ekstraklasy. Za każdym razem, po sezonie, eksperci robią duże oczy, że znowu się udało. Jakim cudem, z taką kadrą? – zadajemy sobie mnóstwo pytań, na które trudno znaleźć odpowiedź. Kampania 2026/2027 wyjątkiem nie była. Tym razem wydawało się, że Piast jest gorszy niż w ostatnich latach i deficytami jakościowymi odstaje od reszty stawki. Spadek miał być pewniakiem. Tym razem na serio. A oni znowu to robią, tyle że teraz dużo bardziej spektakularnie. Piast Gliwice wygrywa pewnie z GKS-em Katowice i melduje się na 5. lokacie w tabeli. Nikt się tego nie spodziewał, ale jest jedną z atrakcyjniejszych do oglądania drużyn w całej lidze. Włączasz Piasta – masz dobry futbol i emocje.
Piast Gliwice z trzecim ligowym zwycięstwem
To już trzecie zwycięstwo w tym sezonie na siedem rozegranych spotkań. W dramatycznych okolicznościach pokonał Wisłę Kraków 3:2, pewnie zwyciężył z Motorem Lublin 2:0, a wczoraj do listy swoich ofiar dorzucił lokalnego rywala, GKS Katowice. Tegoroczny pucharowicz został rozbity 3:0. W dodatku udało się zdobyć punkt przeciwko bardzo dobrze zorganizowanej Legii Warszawa Marka Papszuna.
Forma „Piastunek” nie byłaby aż taką sensacją, gdyby nie styl, który towarzyszy ich grze. Gliwiczanie dążą do tego, by jak najczęściej być z piłką przy nodze. Ich mecze są atrakcyjne, obfitują w bramki, dostarczają bardzo dużo emocji. Daniel Myśliwiec ma ściśle określony wzór gry w piłkę nożną i kurczowo się go trzyma. Bardzo górnolotnie mówi o misji.
– Bardzo się cieszę, że byliśmy wierni sobie. Wierni temu, jak chcemy grać. Myślę, że szczególnie pierwsza połowa była taka, że zasłużyliśmy na coś więcej. W drugiej popełniliśmy zbyt wiele błędów jak na jakość przeciwnika. Tutaj kłania się jego konsekwencja – mówił trener Daniel Myśliwiec po meczu z Lechem Poznań.
Czytając tę wypowiedź, można pomyśleć – kompletny wariat. Dostać trójkę do jaja i opowiadać o byciu wiernym sobie!? Aberracja! Zwłaszcza że PKO Ekstraklasa to liga faz przejściowych, goli strzelonych głową, wrzutek, stałych fragmentów gry i niekiedy nawet murowania pola karnego. Tutaj szeroka pula ligowych średniaków buduje przede wszystkim fizyczną przewagę nad rywalem. W taki sposób konstruuje się kadrę i maksymalizuje szansę na realizacje celów w tabeli. Zazwyczaj na tym opierał się fenomen drużyn grających w tej lidze ponad stan. Dlatego przypadek Piasta Gliwice jest zupełnie inną historią niż ligowe niespodzianki z ostatnich lat, takie jak Wisła Płock, Puszcza Niepołomice, Warta Poznań czy Zagłębie Lubin.
Wraz z biegiem czasu słowa Daniela Myśliwca robiły się coraz mniej zabawne. Piast Gliwice, na papierze najsłabszy od lat, zaczynał robić wyniki i grać bez kompleksów. Bez Patryka Dziczka, Igora Drapińskiego, Michała Chrapka czy Grzegorza Tomasiewicza. Z Ivanem Limą, Quentinem Boisgardem i duetem stoperów Jakub Czerwiński – Juande Rivas.
Seria sukcesów
Piast Gliwice wykręca posiadanie piłki na poziomie 58% w meczu z Motorem Lublin, generuje 1,57 xG, oddaje 14 strzałów, z czego niemal połowa zmusza Gaspera Tratnina do interwencji. Kilka dni później wyrzuca Chemika Bydgoszcz z STS Pucharu Polski wygrywając 3:0 – niby powinność, ale patrząc, ile ekstraklasowych drużyn odpadło albo wymęczyło awans z dużo niżej notowanymi ekipami, wynik podopiecznych Daniela Myśliwca należy docenić. Trzy dni później Gliwiczanie wracają do domu, by kompletnie zniszczyć „GieKSę”, która wydawało się, jest na fali wznoszącej. Została jednak kompletnie zawstydzona przez Piasta. Gospodarze przez 56% czasu utrzymywali się przy piłce, oddali 11 strzałów, z czego aż siedem w światło bramki. Znów, wygrali 3:0.











