Jeżeli ktoś pamiętał starcia między Barceloną i Manchesterem United sprzed dekady czy nawet z poprzedniego wieku, zagwarantował sobie dodatkowe emocje. Ostatni rozdział w historii pojedynków obu drużyn stał się już nieco leciwy i obrósł kurzem, ale środowy wieczór tchnął nowe życie w ten ikoniczny wolumin pt. „Liga Mistrzów”. Po tę lekturę nareszcie sięgnęła Barcelona, która pokonała dwie własne słabości.
Zarówno obie ekipy, jak i ich szkoleniowcy podeszli do meczu na Old Trafford z ogromnym respektem. Ole Gunnar Solskjaer w superlatywach wypowiadał się m.in. o Lionelu Messim, mówiąc: – Plan przeciwko Messiemu? A jaki można przygotować na jednego z najlepszych piłkarzy na świecie? Natomiast Ernesto Valverde wraz z Gerardem Pique w szczególności doceniali zmiany, jakie wprowadził norweski szkoleniowiec w grze „Czerwonych Diabłów”. Miłym słowom nie było końca, dopóki nie wybiła godzina zero.
To była (miała być) noc przełamań
Gdy Barcelona strzeliła gola, wydawało się, że jeden Urugwajczyk okaże się tego wieczoru niezwykle szczęśliwym człowiekiem. Miał nim być nie kto inny jak Luis Suarez, który nie potrafił strzelić bramki na wyjazdach w Lidze Mistrzów od ponad trzech lat! Ten swoisty marazm „El Pistolero” był tym bardziej kuriozalny, im gorsze stawały się jego statystyki. One mówiły jedno: brak trafienia mimo 62 innych, ale nie w europejskich pucharach. To przeciwko United miało być przełomem, lecz niestety. UEFA powiedziała: „samobój”.
https://twitter.com/J_Krecidlo/status/1116060880884699137
Fatalna seria napastnika Barcelony bywała bagatelizowana, ale w ważnych momentach poprzednich sezonów ewidentnie dawała się we znaki. Wraz z bezsilnością „Barcy”, która w meczach wyjazdowych fazy pucharowej nie potrafiła wygrać od sześciu spotkań z rzędu, tworzyło to pewien obraz nędzy i rozpaczy. Bo gdy Messi nie miał akurat najlepszego dnia, a zespół potrzebował wsparcia z innego kierunku – pomoc nie nadchodziła. Na szczęście dla Urugwajczyka sukcesy w La Liga zamazują problem, mimo że on wciąż istnieje.
Gdyby spojrzeć na aktualne liczby byłego piłkarza Liverpoolu, są one w skali europejskiej bardzo dobre, by nie powiedzieć, że wręcz wyśmienite. Suarez w samej lidze hiszpańskiej zdobył tyle bramek, ile ma w tej chwili na koncie Sergio Aguero, który przewodzi w tabeli strzeleckiej Premier League, mając 18 trafień. Co oczywiste, na Wyspach nie ma czegoś takiego jak argentyński cień, który przysłania osiągnięcia innych. Sumując jednak, nie jest tak źle, jak niektórzy kibice głoszą. Mimo upływu lat „El Pistolero” wciąż potrafi „kąsać”.










