Przed nami starcie Polska – Rumunia w ramach Ligi Narodów UEFA. Z tej okazji o prześwietlenie naszych najbliższych rywali poprosiliśmy Kamila Wiktorskiego – zawodnika rumuńskiego CSC 1599 Șelimbăr. Wychowanek bydgoskiego Zawiszy opowiada o bałkańskim futbolu od kuchni, różnicach względem naszych rodzimych rozgrywek oraz asach w rękawie kadry prowadzonej przez legendarnego Gheorghe Hagiego. Zapraszamy do lektury!
Mija właśnie sześć lat, odkąd Wiktorski zdecydował się na dość nieoczywisty krok i zamienił polskie boiska na te w Rumunii. W kraju, w którym polscy piłkarze na co dzień należą do absolutnej rzadkości, wyrobił sobie niezwykle solidną markę. Od momentu wyjazdu rozegrał już blisko 170 oficjalnych spotkań na poziomie rumuńskiej 2. ligi. Dzięki swojemu doświadczeniu i charakterowi szybko zyskiwał zaufanie trenerów, stając się ważną postacią w swoich zespołach i wielokrotnie wyprowadzając je na murawę z opaską kapitana. Dziś na rumuńskich boiskach czuje się jak ryba w wodzie.
Dominik Michalski (iGol.pl): Kamil, grasz w Rumunii już od ponad sześciu lat, mając na koncie blisko 170 występów na tamtejszych boiskach. Kibice w Polsce mogą nie do końca znać realia rumuńskiego futbolu. Jak z Twojej perspektywy wygląda dziś codzienne życie piłkarskie w tym kraju?
Kamil Wiktorski (zawodnik CSC 1599 Șelimbăr): Moje codzienne życie jest w pełni podporządkowane treningom i rozgrywaniu meczów dla mojego klubu. W zależności od terminarza, dodatkowych spotkań pucharowych czy przerw reprezentacyjnych, zazwyczaj mamy jedną jednostkę treningową dziennie i mecz w weekend, po czym następuje jeden dzień wolny. Po treningach dbam o odżywianie, odpoczynek i sen. Wszystko po to, żeby pozostawać w dobrej dyspozycji na boisku.
Ponad sześć lat temu zdecydowałeś się na dość nieoczywisty krok. Dlaczego akurat Rumunia, jakie były kulisy tego transferu i co sprawiło, że zaakceptowałeś tę ofertę?
Kulisy były takie, że dość długo zwlekałem z podpisaniem umowy w Polsce, ponieważ oferty, które otrzymywałem, nie spełniały moich oczekiwań i ambicji. Kiedy dostałem propozycję z Rumunii, stwierdziłem, że warto trochę zaryzykować i spróbować czegoś nowego. Klub przekonał mnie lepszymi warunkami niż te, które oferowano mi w Polsce oraz perspektywą pracy z Cristim Pustaiem – znanym i szanowanym w rumuńskiej piłce trenerem. I tak podpisałem swój pierwszy kontrakt w Rumunii.
Wyjazd w tamte rejony był dla Ciebie nowością. Łatwo było Ci się zaadaptować w nowym środowisku, kulturze i wejść do rumuńskiej szatni?
Powiem szczerze, że bez mojej żony i synka, który w momencie wyjazdu miał zaledwie roczek, nie dałbym sobie samemu rady. To dzięki nim nie czułem aż tak wielkiej różnicy, bo byliśmy po prostu razem. Przez pierwsze trzy miesiące nie rozumiałem kompletnie, co mówią do mnie trenerzy czy koledzy. Komunikacja opierała się tylko na języku angielskim, a nie wszyscy Rumuni dobrze nim operują. Po pewnym czasie zacząłem więcej rozumieć i rozmawiać po rumuńsku, co nie należy do najłatwiejszych zadań. W moim pierwszym sezonie osiągaliśmy bardzo dobre wyniki i to też na pewno pomogło w adaptacji. Poznawałem kraj, obyczaje, a wszystko toczyło się dosyć naturalnie.
Jesteś na tamtejszym rynku swego rodzaju ewenementem, bo Polak grający w Rumunii to wciąż coś bardzo niecodziennego. W drugą stronę działa to jednak zupełnie inaczej. Przez polską ligę przewinęło się mnóstwo rumuńskich zawodników. Z czego, Twoim zdaniem, wynika ten brak symetrii i dlaczego nasi rodacy tak rzadko podążają Twoim śladem?
Tak, zgadza się – w tym momencie jestem jedynym Polakiem grającym w Rumunii. Niektórzy śmieją się, że jestem już jednym z nich. Rumuni są zafascynowani naszym krajem, tym, w jakim kierunku rozwinął się na przestrzeni lat i jaką przeszedł metamorfozę. Myślę, że również pod względem piłkarskim wielu tutejszych zawodników widzi swoją drogę do Europy właśnie przez Polskę, z której jest nieco bliżej na Zachód. Z drugiej strony my, Polacy, nie wiemy zbyt wiele o tym kraju lub mamy złe skojarzenia, które wzbudzają pewnego rodzaju niepewność i znaki zapytania przed podjęciem tak poważnej decyzji o przeprowadzce.
Przez te lata zwiedziłeś kilka rumuńskich klubów – grałeś m.in. w Dunărea Călărași, ASFC Buzău, Ceahlăul Piatra Neamț, a obecnie jesteś w CSC 1599 Șelimbăr. Z perspektywy czasu, jak oceniasz rozwój ligowego futbolu w tym kraju?
Z perspektywy czasu widzę, że rozgrywki ligowe stają się coraz bardziej wyrównane i nie do końca zależne tylko od budżetu przeznaczanego przed sezonem na kontrakty czy nowych zawodników. Podobnie jak w Polsce, narzucone są zasady promujące rozwój młodzieżowców – co tydzień na boisku musi przebywać ich minimum dwóch. Powstaje coraz więcej szkółek piłkarskich i buduje się więcej boisk. Kluby stają się bardziej profesjonalne, a z roku na rok zaciera się granica między najlepszymi a najsłabszymi. Wyróżniający się zawodnicy z potencjałem szybko trafiają do ligi wyżej. Widać też, że ta nowa generacja piłkarzy szkolona jest już w innym systemie.
Znasz tamtejsze rozgrywki od podszewki. Uważasz ten wyjazd za dobrą decyzję w karierze? Co zadecydowało o tym, że nie wróciłeś po krótkim czasie do Polski, tylko postanowiłeś zakotwiczyć w Rumunii na tak długo?
Gdybyś zapytał, czy po raz drugi zdecydowałbym się na ten wyjazd, odpowiedziałbym zdecydowanie, że tak. Poznałem tu fantastycznych ludzi i żyje się nam bardzo dobrze. Poznałem też nieco inną mentalność i inną piłkę. Moja kariera mogła potoczyć się różnie w zależności od wyborów i odrobiny szczęścia. Jestem jednak zadowolony z miejsca, w którym dziś jestem i wciąż podekscytowany możliwością rozgrywania tutaj kolejnego sezonu. Dlaczego nie wróciłem do Polski? Myślę, że poprzez dobre występy i ciężką pracę zbudowałem sobie tutaj silną pozycję i nazwisko. Z tego względu po prostu łatwiej było mi znaleźć nowego pracodawcę w Rumunii. Z radarów polskich klubów na dłuższą chwilę zniknąłem. Nie ukrywam, że był moment, w którym miałem możliwość powrotu. Za każdym razem to Rumuni okazywali się jednak bardziej zdeterminowani.
W czym dostrzegasz największe różnice, jeśli chodzi o codzienne funkcjonowanie i organizację klubów w Polsce i w Rumunii? Często słyszy się o specyficznych uwarunkowaniach finansowych czy infrastrukturalnych w tamtejszych ligach.
Największe różnice dostrzegam nie w kwestiach stricte sportowych. Można je zauważyć w warunkach, w jakich odbywają się treningi, mecze czy odnowa biologiczna, a także w całej otoczce spotkań. Na pewno pod tym względem Polska jest mocno z przodu – są nowe stadiony i bazy treningowe, których w Rumunii wciąż brakuje. To sprawia, że warunki do pracy nie są aż tak komfortowe jak w naszym kraju. Ponadto w kwestiach finansowych rumuńskie kluby nadal zmagają się z niewypłacalnością i zaległościami wobec zawodników, co nie jest tutaj żadną nowością.
A jak wygląda to pod kątem czysto piłkarskim? Jakie różnice zauważasz między polskimi a rumuńskimi rozgrywkami, jeśli chodzi o mentalność zawodników, podejście do taktyki czy sam styl gry?
Na pewno rumuńskie drużyny starają się grać bardziej otwarcie, nieszczególnie zważając na ryzyko strat piłki. Oczywiście wiele zależy od konkretnego trenera i preferowanego sposobu gry. Czuć natomiast i widać na boisku tę bałkańską krew, dużo emocji i pewną boiskową bezkompromisowość. To w dużym stopniu podnosi atrakcyjność meczów w tej lidze.
Spędziłeś w tym kraju ogromny kawał swojego dorosłego i piłkarskiego życia. Czy po ponad sześciu latach Rumunia jest już dla Ciebie jak drugi dom? Zastanawiałeś się nad tym, czy to właśnie tam zostaniesz na stałe i na rumuńskich boiskach definitywnie zakończysz karierę? A może masz w planach powrót do Polski?
Z pewnością tak, ponieważ spędziłem tutaj bardzo dużo czasu, znam panujące tu zwyczaje i czuję się w Rumunii bardzo dobrze. Zastanawiałem się nad tym nie raz, ale sam jeszcze nie znam odpowiedzi na to pytanie. W piłce nożnej w mgnieniu oka potrafi się wszystko zmienić, więc trudno składać jakieś twarde deklaracje. Staram się po prostu wykonywać swoje obowiązki jak najlepiej, być do dyspozycji trenera i cieszyć się każdym kolejnym sezonem oraz meczem.
W tym miejscu nie sposób nie zapytać o Zawiszę Bydgoszcz. To dla Ciebie klub wyjątkowy – tam się wychowałeś i stawiałeś pierwsze piłkarskie kroki. Zawisza po trudnych latach odbudowuje swoją pozycję i powrócił na szczebel centralny. Czy masz z tyłu głowy taki wymarzony scenariusz, żeby na sam koniec kariery zagrać tam, gdzie to wszystko się zaczęło?
Tak, Zawisza Bydgoszcz to klub, którego jestem wychowankiem. Już w wieku 16 lat zacząłem tam trenować z seniorami, choć nigdy nie zdołałem zadebiutować w oficjalnym meczu, bo zostałem wykupiony przez Rangers FC. Zawisza z pewnością był wtedy innym klubem, niż jest teraz, ale bardzo się cieszę, że pomimo tylu trudnych momentów odrodził się i powoli wraca na swoje miejsce. Co do mojego powrotu – na pewno fajnie byłoby pewnego dnia wrócić do domu, ale nikt nie wie, czy tak się kiedykolwiek stanie.
Przejdźmy do samej reprezentacji narodowej. Historycznie to z Rumunią Polska grała najczęściej, ale po raz ostatni mierzyliśmy się w 2017 roku. Jakim zespołem jest Rumunia obecnie? Czy to drużyna będąca wciąż w fazie przebudowy i poszukiwania własnej tożsamości?
Rumuni po mistrzostwach Europy w 2024 roku mieli bardzo duże oczekiwania wobec reprezentacji, jednak cały czas trwają tam zmiany i szukanie najlepszego zestawienia. Na pewno nie pomogła w tym śmierć śp. Mircei Lucescu, który podjął się pracy z kadrą w bardzo trudnym momencie. Teraz trenerem została legenda rumuńskiej piłki, Gheorghe Hagi, i z jego przyjściem wiązane są ogromne nadzieje.
Rumuński futbol przez lata zmagał się z zadyszką i brakiem nawiązania do sukcesów generacji z lat 90. Czego według Ciebie brakuje dzisiejszej kadrze, aby mogła na stałe dobić do europejskiej czołówki?
Myślę, że Rumunia potrzebuje czasu na odkrycie nowych talentów i zawodników, którzy wejdą na odpowiedni poziom reprezentacyjny. Dlatego też przyszedł taki trener jak Hagi, który ma ogromne zaufanie od narodu i dostanie więcej czasu, aby zbudować silną reprezentację na przyszłość. Myślę, że w kadrze będzie chciał zaszczepić odwagę w kreowaniu akcji i jeszcze mocniej postawi na wprowadzanie młodzieży. To jego naturalne środowisko i prawdziwa trenerska wizytówka.
W kwietniu stery w reprezentacji objęła prawdziwa legenda – Gheorghe Hagi. Pod jego wodzą zespół rozegrał dwa spotkania, ale jeszcze nie przegrał. Na czym Hagi powinien skupić się w pierwszej kolejności i jaką wizję gry stara się wdrożyć w tym zespole?
Szczerze mówiąc, nie wiem, kto inny niż on mógłby to wiedzieć lepiej. Przejmując reprezentację, na pewno wiedział, z czym będzie musiał się zmagać i co pozmieniać. Ludzie bardzo się ucieszyli, kiedy to właśnie on został ogłoszony selekcjonerem – mogę mu życzyć tylko powodzenia. A z ciekawostek mogę powiedzieć, że grając w Pucharze Rumunii przeciwko Farulowi Constanța, którego trenerem był wspomniany Hagi, wygraliśmy ten mecz w barwach Glorii Buzău 1:0.
Na papierze to reprezentacja Polski będzie faworytem tego starcia. Rumuni jednak tanio skóry nie sprzedadzą. Gdzie Rumunia będzie szukać swoich szans na zwycięstwo? Co stanowi obecnie najmocniejszą stronę tego zespołu?
Myślę, że to, co cechuje reprezentację Rumunii, to gra kombinacyjna i bezkompromisowość. Grając z Polską, na pewno się trochę cofną i bardziej będą szukać szybkich ataków. Szans dla naszej reprezentacji szukałbym w ich linii obrony, która potrafi być dziurawa. Trzeba być jednak niesamowicie czujnym po stratach, bo ich przejście z obrony do ataku potrafi być błyskawiczne i bardzo groźne.
Kto z obecnego składu Rumunów może stanowić największe zagrożenie dla Polaków? Na kogo musimy zwrócić szczególną uwagę?
Porównując obie kadry, Rumunia nie ma tak klasowych zawodników jak my. Prawdziwe zagrożenie może stanowić Radu Drăgușin przy stałych fragmentach gry oraz Denis Man, który strzelił bramkę Szwecji. Dysponuje on świetnym dryblingiem, potrafi złamać akcję do środka i zrobić dużą różnicę w bocznym sektorze boiska. Choć całościowo Rumunom może brakować graczy światowego formatu, ci dwaj zawodnicy na pewno potrafią pociągnąć zespół w trudnych momentach.
Jakie są Twoje prognozy i typy na to spotkanie? Jakich nastrojów w rumuńskich mediach przed meczem z Polską możemy się spodziewać?
W zależności od tego, co zmieni się na przestrzeni nadchodzących meczów w obu reprezentacjach, na dzień dzisiejszy stawiałbym Polaków w roli faworytów tego meczu. Typuję 2:1 dla Polski. W mediach na pewno będzie gorąco zarówno przed meczem, jak i po nim – Rumuni wyjdą na boisko z pełną determinacją, żeby zgarnąć trzy punkty.
Kamilu, bardzo dziękuję za poświęcony czas i przybliżenie nam rumuńskich realiów od kuchni. Życzę dużo zdrowia i kolejnych udanych sezonów na tamtejszych boiskach!
Dziękuję bardzo za rozmowę. Pozdrawiam gorąco wszystkich kibiców w Polsce!











