Po 23 latach ekstraklasa wreszcie zawitała w częstochowskie progi. Mimo że Raków dostał się do niej dwa lata wcześniej, to do tej pory nie było mu dane rozgrywać meczów u siebie. Stadion nie był w pełni przystosowany do ekstraklasowych wymogów. Długo ciągnął się proces przebudowy obiektu. Zawsze coś stawało na drodze, aż do teraz. Choć prace nie są jeszcze zakończone, a efekt, szczerze mówiąc, nie powala na kolana, to częstochowianie zostali dopuszczeni do rozegrania spotkania na „Limance”. Pomimo warunków, w jakich się to odbywało, i faktu, że nie mogli tego uczynić z kibicami, to i tak wielkie wydarzenie dla społeczności pod Jasną Górą. Jesteście ciekawi, co działo się za bramą przy Limanowskiego 83 i jak (czy w ogóle) zmieniło się tamtejsze otoczenie? Jeśli tak, to zapraszamy do lektury!
Pełno policji, jedna trybuna, teren budowy oraz dobra postawa na boisku – tak można w skrócie podsumować powrót Rakowa na Limanowskiego. Co jeszcze wydarzyło się w Częstochowie?
Takie rzeczy tylko w polskiej lidze
Jadąc ul. Limanowskiego, nie dało się nie zauważyć, że dzieje się coś szczególnego. Stwierdzenie, że znajdowała się tam cała policja z miasta, wcale nie będzie przesadzone. Mnóstwo radiowozów, policjanci na koniach i z psami. Wszystko na wypadek gromadzenia się sympatyków Rakowa w okolicach stadionu. Akcja ta się udała, choć kilku spryciarzy i tak na swój sposób obejrzało spotkanie. Jak to się mówi – Polak potrafi. Wcześniej praktycznie żaden inny mecz w Częstochowie nie wymagał aż takiej ochrony funkcjonariuszy policji. To na pewno się wyróżniało. A przecież mówimy o spotkaniu, na które fani nie mogli w ogóle wejść z racji panujących obostrzeń! Działania prewencyjne były prowadzone na wysoką skalę.
Budynek klubowy z zewnątrz nie uległ wizualnej zmianie, jednak z relacji wiadomo, że prace prowadzone są wewnątrz. Zmiana infrastruktury wokół pozwoliła na spokojny wjazd samochodów Ekstraklasa Live Park, które są sporych gabarytów. Wcześniej byłyby z tym problemy. Boczne wejście na stadion wytyczone barierkami prowadziło aż pod samą trybunę – jedyną, która dotychczas powstała. Znajdowało się na niej miejsce odpowiednio dla fotografów, VIP-ów oraz przedstawicieli prasy. Ci ostatni mieli do dyspozycji rozkładane stanowiska pod laptop oraz dostęp do prądu. Niby prozaiczna i podstawowa rzecz, lecz wcześniej na próżno było szukać tego na „Limance”.
Ikoniczny kadr został uchwycony w pewnym momencie przez operatora kamery. Coś, co mogło się wydarzyć tylko w naszej lidze. A co to takiego? Zobaczcie sami poniżej.
https://twitter.com/majkel1999/status/1385645773304606722
Tak, to zdarzyło się naprawdę. Pętla tramwajowa, która znajduje się nieopodal stadionu Rakowa, i przejeżdżający tamtędy pojazd idealnie wpasowały się w moment pokazania trenera Papszuna, którego przy ciszy na stadionie było bardzo ciekawie słuchać. Niektóre reakcje mogą tłumaczyć, dlaczego kartoniki otrzymują nie tylko jego podopieczni na boisku, lecz także on sam. Abstrahując od anturażu, na boisku Raków pokazał się z jak najlepszej strony. Pokonał wracającego na częstochowską ziemię w roli trenera Jacka Magierę i pewnie zmierza po historyczny wynik.















