Jeszcze niedawno w skarbie kibica I ligi pisaliśmy o GKS-ie Tychy jako o poważnym kandydacie do awansu. Oczywiście to grzech oceniać drużynę po jednym meczu, ale tyski klub zaliczył ogromny falstart. Tyszanie przegrali z beniaminkiem I ligi Radomiakiem Radom 1:2.
W tym roku o awans do ekstraklasy będą mogły powalczyć cztery drużyny z miejsc 3.-6. Dlatego też GKS Tychy jest uważany za jednego z kandydatów do owej walki. Klub ruszył także z nową kampanią marketingową pod hasłem „nowe rozdanie”. Cóż, widocznie to Radomiak miał tym razem na ręce mocniejsze karty.
Gwiazda wieczoru
Choć od początku obraliśmy nieco negatywną narrację, trzeba przyznać, że tyszanie nie rozegrali złego spotkania. Bardzo dużo atakowali, po stracie bramki aktywnie starali się odrobić straty. Ogromny błąd przy pierwszej bramce popełnił Marcin Biernat, wychowanek Cracovii Kraków. Radomianie natomiast sukcesywnie nakładali na rywali pressing, co w głównej mierze przyczyniło się do bramki.
Do świetnej inauguracji w wykonaniu beniaminka przyczynił się także bramkarz Artur Haluch. Golkiper Radomiaka miał pełne ręce roboty, ale ani razu nie popełnił rażącego błędu. Po uderzeniu Łukasza Grzeszczyka z rzutu wolnego Haluch jakby zawisł na chwilę w powietrzu i wybronił piłkę zmierzającą wprost w górny róg bramki. Zdecydowanie bramkarz był jednym z najjaśniejszych punktów Radomiaka.
Artur Haluch to wychowanek Legii Warszawa. Z Legii trafił do Chojniczanki, ta jednak po zaledwie pół roku oddała bramkarza do Ursusa Warszawa. Tam również Haluch spędził zaledwie pół roku, bo po tym czasie zgłosił się po niego Radomiak Radom, będący wówczas w II lidze. Po sezonie 2017/2018 przyszedł kolejny, a wtedy Artur wraz z kolegami zdobyli mistrzostwo i awansowali do I ligi.
Wiele mediów, które pisały o spotkaniu Radomiaka, wychwalało właśnie jego. Haluch skapitulował w drugiej połowie, po strzale z rzutu karnego. „Jedenastka” sprokurowana została przez Meika Karwota, byłego gracza Górnika Zabrze.
Gapiostwo GKS-u
Z drugiej strony także nie zabrakło zawodnika, który brylowałby na tle innych. Graczem tym był Łukasz Grzeszczyk, kapitan GKS-u, który najpierw sprytnie dał się sfaulować w polu karnym, a „jedenastkę” sam zamienił na bramkę. Nieważne jednak, jak bardzo próbował, był to dzień Artura Halucha.











