Za nami inauguracyjna wiosenna kolejka I ligi. W najciekawszych meczach 18. kolejki Olimpia Grudziądz na własnym boisku pokonała lidera ze Świnoujścia 2:1, a Bogdanka Łęczna, również u siebie, zremisowała z Miedzią Legnica 2:2. Szczególnie to drugie spotkanie dostarczyło mnóstwo emocji. Kończący w ósemkę goście prowadzili już 2:0, ale z Lubelszczyzny wywieźli tylko jeden punkt i sporo kartek.
Zacznijmy jednak od Floty. Po dobrze przepracowanej przerwie zimowej wzmocniona Flota Świnoujście jechała do Grudziądza po komplet punktów. Stało się zgoła inaczej. Dobrze dysponowana Olimpia przez całe spotkanie przeważała i zasłużenie pokonała lidera I ligi. „Wyspiarze” zawiedli na całej linii. Piłkarze Dominika Nowaka, stosując dobrze znaną taktykę z rundy jesiennej, czyli szczelną obrona, szybkie kontry i dobre stałe fragmenty gry, byli niesamowicie bierni. Niech przemówi statystyka – w pierwszej połowie świnoujścianie oddali zaledwie jeden strzał, co prawda zakończony golem, ale drużynie otwarcie mówiącej o awansie do ekstraklasy to nie przystoi.

W drugiej połowie nie było lepiej. Podopieczni trenera Rzepki dążyli do strzelenia zwycięskiego gola i gdyby nie dobra postawa Kasprzika, zrobiliby to dużo wcześniej. W sukurs przyszedł im Zalepa, zagrywając piłkę ręką w polu karnym. Niemoc w ataku zespołu z wyspy Uznam była wręcz niesamowita. Tak naprawdę było widać, że remis zupełnie go satysfakcjonuje. W drugiej części meczu flociarze nawet raz nie zagrozili bramce Olimpii! Dziwne jest to, że trener Nowak, dysponując sporym potencjałem w ofensywie, zdecydował się na tak minimalistyczną grę. W ostatecznym rozrachunku zemściło to się na „Wyspiarzach” i z Grudziądza wyjechali z niczym. Chytry traci dwa razy – konkurencja przecież nie śpi. Główni rywale w walce o promocję do ekstraklasy: Termalica, Cracovia i Zawisza, solidarnie pokonali swoich przeciwników i bardzo przybliżyli się do liderującej wciąż Floty.
Jeszcze ciekawiej było natomiast w Łęcznej, gdzie tamtejsza Bogdanka już po dwóch kwadransach przegrywała 0:2 z Miedzią Legnica i zapowiadało się na pogrom. Losy spotkania odwróciły się jednak bardzo szybko. Druga żółta kartka dla Banego spowodowała, że obraz meczu zmienił się o 180 stopni. Do ofensywy przeszli gospodarze, co dało skutek już w doliczonym czasie gry – do szatni schodzili tylko z jednobramkową stratą. Mimo gry w osłabieniu goście nie zamierzali kurczowo trzymać się defensywy i kilka razy groźnie zaatakowali. Dobrze prezentował się Piotr Madejski, na którego barkach spoczywała odpowiedzialność za grę „Miedzianki”. Jednak to goście zdołali wyrównać przy biernej postawie obrony Miedzi. W końcówce również było ciekawie – sypały się kolejne żółtka, a drużyna Bogusława Baniaka kończyła to spotkanie w ósemkę. To była naprawdę wizytówka I ligi.

Spotkanie w Łęcznej utwierdziło mnie w przekonaniu, że beniaminek może być poważnym kandydatem do walki o awans. Mimo remisu i słabszej drugiej połowy Miedź Legnica zaprezentowała efektowny futbol. Do czasu gry w pełnych składach ósma w tabeli Bogdanka, która słynie z bardzo dobrej gry na własnym stadionie, praktycznie nie istniała. Legniczanie sprawnie rozgrywali piłkę i byli przy tym bardzo skuteczni. Na pochwałę oprócz Madejskiego zasługuje jeszcze niespełna 32-letni Marcin Nowacki, który nie zatracił swoich umiejętności prezentowanych niegdyś na boiskach ekstraklasy i starał się zagrywać prostopadłe piłki. Po jednym z takich podań Zasada wyszedł na czystą sytuację i podwyższył wynik spotkania na 2:0. Gdyby tylko legniczanie trzymali nerwy na wodzy, to pewnie zdobyliby komplet punktów.
Na dole tabeli nie doszło do żadnych zmian. Sześć ostatnich drużyn solidarnie przegrało swoje spotkania i na przetasowania będziemy musieli poczekać do następnej kolejki. Może się trochę pozmieniać – Stomil Olsztyn podejmie ŁKS Łódź.