Czesław Michniewicz został przyjęty w Legii bez entuzjazmu. Kibice z Warszawy pamiętali jego wieloletnią pracę w Lechu Poznań. Kojarzyli również fakt, że dość mocno identyfikował się z poznańską drużyną. Zastanawiano się też nad sferą pozasportową – trenerowi do dzisiaj wypomina się kontakty z „Fryzjerem” oraz domniemany współudział w ustawianiu meczów przez Lecha Poznań. Jednak Dariusz Mioduski pilnie potrzebował trenera, który zapewni szybki sukces. I tym razem miał rację.
Zwolnienie Aleksandara Vukovicia przyjęto z cichą akceptacją. Serb zdobył mistrzostwo Polski, jednak na początku nowego sezonu legioniści prezentowali się zupełnie bezbarwnie. Jedynym zaskoczeniem był moment rozstania – drużyna oczekiwała na ważne starcia w Lidze Europy z albańską Dritą i potem z azerskim Karabachem Agdam. Na wysokiego konia wsadzono właśnie Michniewicza, który akurat znajdował się na fali wznoszącej i bronił swoją kandydaturę pod względem sportowym.
Renesans
Michniewicz po kilku niepowodzeniach powoli odzyskiwał reputację. Z Termaliką Bruk-Bet Niecieczą związał się w 2016 roku i pracował tam przez ponad rok. W małopolskim zespole wyciągnął wynik ponad stan, drużyna zajmowała pewne miejsce w środku tabeli. Michniewicz wcześniej cudem uratował „Słoniki” od spadku na niższy poziom rozrywkowy. Jednak na działaczy zbytnio działała wizja walki o europejskie puchary. Natchnieni przez włodarzy Podbeskidzia, którzy wcześniej równie zaskakująco zwolnili Leszka Ojrzyńskiego, nacisnęli przycisk „Stop!” i rozwiązali kontrakt z Michniewiczem w marcu 2017 roku (w decyzji dopomogła im też gorsza forma zespołu na początku rundy wiosennej).
Odbicie po wcześniejszych nieudanych przygodach (np. z Polonią lub Jagiellonią) przypomniało wszystkim, że były trener Lecha Poznań nadal ma swoje ambicje. Parol na niego zagiął PZPN, który szukał selekcjonera reprezentacji U-21 z doświadczeniem w ekstraklasie. Michniewicz szybko podjął się wyzwania. A także ponownie zaczął wyciągać wynik ponad stan. Po niezłych eliminacjach awansował ze swoją kadrą do fazy grupowej Euro U-21. W grupie śmierci zdołał pokonać młodych Belgów i Włochów. Potem co prawda jego ekipa dostała łomot 5:0 od Hiszpanów i w konsekwencji Polacy nie wyszli z grupy, jednak większość kibiców kojarzyła już „catenaccio” Michniewicza. Później udało się wypromować wielu zawodników z tej drużyny, m.in. Sebastiana Szymańskiego, Szymona Żurkowskiego czy Patryka Dziczka.
Właśnie w takich warunkach Michniewicz trafiał do Legii. Wydawał się pierwszym od pewnego czasu doświadczonym trenerem legionistów. Jednak wcześniej wspomniany Karabach okazał się zbyt trudnym wyzwaniem. Trener ustawił zespół zbyt defensywnie, a piłkarze byli zupełnie niedostosowani do tego stylu. Cały mecz skończył się rzezią 3:0 i utratą szans na grę w fazie grupowej europejskich pucharów.
Legijna szkoła bramkarzy. Na horyzoncie kolejne potencjalne gwiazdy











