Najciekawszym dzisiejszym spotkaniem w Lidze Mistrzów (przynajmniej w teorii) była rywalizacja na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan, gdzie Sevilla podejmowała Manchester United. „Czerwone Diabły” po czterech latach wróciły do zmagań w fazie pucharowej i zdecydowanie mogą być bardziej zadowolone z wyniku spotkania niż z jego przebiegu.
Rywalizacja triumfatorów dwóch ostatnich edycji Ligi Europy to pierwszy pojedynek między nimi w meczu o stawkę. Hiszpanie są bardzo zmotywowani, gdyż jeszcze ani razu nie awansowali do ćwierćfinału rozgrywek, trzykrotnie odpadając w 1/16 finału (w tym w poprzednim roku po porażce z Leicester City). Wygrana nad „Czerwonymi Diabłami” pozwoliłaby dołączyć do grona drużyn uznawanych za topowe w Europie, dla których Liga Mistrzów nie jest rozgrywkami znajdującymi się kilka półek wyżej. Za to o ambicjach klubu z Manchesteru nie trzeba przypominać. Jose Mourinho doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jego zespołowi jeszcze sporo brakuje do ideału, lecz chce jak najlepiej zaprezentować się w Europie i awansować do ćwierćfinału rozgrywek po czteroletniej nieobecności.
De Gea udowadnia swoją wartość
Przez dłuższy czas spotkanie toczyło się pod dyktando hiszpańskiej drużyny. Już od samego początku Sevilla starała się utrzymywać piłkę i częściej przebywała z nią na połowie przeciwnika. Manchester United ustawiał się głęboko, skupiony był bardziej na wyprowadzaniu szybkich kontrataków aniżeli na prowadzeniu gry i rozgrywaniu ataku pozycyjnego.
Gospodarze próbowali otworzyć rezultat spotkania, jednak za każdym razem brakowało albo ostatniego podania, albo precyzji w uderzeniach z dystansu. Świetnie na lewym skrzydle spisywał się Joaquín Correa, który nie raz poradził sobie z Antonio Valencią i znalazł się w polu karnym gości. W środkowej części boiska nie można pominąć wkładu Evera Banegi, Stevena N’Zonziego oraz Franco Vazqueza, od których często rozpoczynały się ofensywne poczynania Sevilli. Dobrze również funkcjonowały boki obrony złożone z Sergio Escudero i Jesusa Navasa. Hiszpański klub przez pewien czas niemal dominował swojego rywala, który miał mniej argumentów na murawie.
Świetnie dysponowany w bramce gości stał David de Gea, który wybronił wiele strzałów i uratował gości przed stratą gola (jak w powyższym przykładzie). W końcówce pierwszej połowy Hiszpan obronił strzał Luisa Muriela, któremu precyzyjnie dośrodkował na głowę Pablo Sarabia. Golkiper Manchester United był zdecydowanie najlepszym piłkarzem na murawie – bezbłędnie spisywał się w bramce, dzięki niemu angielska drużyna zakończyła dzisiejsze spotkanie z czystym kontem.










