W końcu Pelikan Łowicz ogłosił to, w co wielu kibiców od dłuższego czasu nie chciało uwierzyć. Maciej Rybus, wychowanek klubu z rodzinnego miasta, podpisał roczny kontrakt i wznowił karierę po niemal dwuletniej przerwie od profesjonalnej gry. Dla Łowicza to powrót syna marnotrawnego. Dla reszty kraju – temat, który wciąż polaryzuje. Bo między Legią, Lyonem, Ligą Mistrzów a Betclic 3. Ligą można znaleźć coś znacznie bardziej kontrowersyjnego niż różnica poziomów. Wybór, którego część Polaków nigdy mu nie wybaczyła.
Z boiska przy szkole do europejskich pucharów
Historia Rybusa zaczęła się właśnie w Łowiczu. Urodzony 19 sierpnia 1989 roku chłopak z lokalnego boiska szybko wsiąknął w struktury Pelikana, a potem przez MSP Szamotuły trafił do Legii Warszawa. Debiutował w stolicy jako nastolatek, a w latach 2007-2012 stał się ważną postacią stołecznego zespołu. W barwach „Wojskowych” rozegrał ponad 130 spotkań, strzelił kilkanaście goli i zbierał trofea, Puchary Polski oraz Superpuchar. To właśnie wtedy wyrósł na jednego z najbardziej pożądanych polskich skrzydłowych. Później przemianowanego na lewego obrońcę z ofensywnym zacięciem.
Wizytówką, która otworzyła mu drzwi na Wschód, był spektakularny gol z dystansu w eliminacjach Ligi Europy ze Spartakiem Moskwa. W lutym 2012 roki wówczas Terek Grozny, a teraz Achmat Grozny, zapłacił za niego około 3 mln euro. Była to jedna z najwyższych kwot w ówczesnej historii Legii. W Czeczenii Rybus spędził cztery sezony, regularnie punktował i asystował, a jego wartość rynkowa rosła wraz z zarobkami. Po udanym dla Polaków Euro 2016, na które sam nie pojechał przez kontuzję barku, przeniósł się do Olympique Lyon. Francuska przygoda trwała jednak tylko sezon. W 2017 roku wrócił do Rosji, tym razem do Lokomotiwu Moskwa.
Właśnie tam jego kariera piłkarska osiągnęła szczyt. Już w debiutanckim sezonie zdobył mistrzostwo kraju, później dołożył Puchary Rosji i Superpuchar, a w Lidze Mistrzów grał u boku m.in. Grzegorza Krychowiaka. W reprezentacji Polski między 2009 a 2021 rokiem rozegrał 66 meczów i strzelił dwie bramki. W tym historycznego, 1300. gola „Biało-czerwonych”. Był na Euro 2012, mundialu 2018 i Euro 2020. Wydawało się, że droga wiedzie dalej, choćby na mundial w Katarze. Jednak życie napisało scenariusz, którego nikt, nawet sam Rybus, nie mógł przewidzieć.















