Maciej Rybus domyka kontrowersyjną karierę tam, gdzie wszystko się zaczęło


Po 14 latach wraca do korzeni. Jednak powrót 66-krotnego reprezentanta Polski do trzecioligowego Pelikana to nie tylko sentyment. To także rozliczenie z decyzjami, które na zawsze zmieniły jego wizerunek

30 lipca 2026 Maciej Rybus domyka kontrowersyjną karierę tam, gdzie wszystko się zaczęło
Pelikan Łowicz/Materiały prasowe

W końcu Pelikan Łowicz ogłosił to, w co wielu kibiców od dłuższego czasu nie chciało uwierzyć. Maciej Rybus, wychowanek klubu z rodzinnego miasta, podpisał roczny kontrakt i wznowił karierę po niemal dwuletniej przerwie od profesjonalnej gry. Dla Łowicza to powrót syna marnotrawnego. Dla reszty kraju temat, który wciąż polaryzuje. Bo między Legią, Lyonem, Ligą Mistrzów, a Betclic 3. Ligą można znaleźć coś znacznie kontrowersyjnego niż różnica poziomów. Wybór, którego część Polaków nigdy mu nie wybaczyła.


Udostępnij na Udostępnij na

Z boiska przy szkole do europejskich pucharów

Historia Rybusa zaczęła się właśnie w Łowiczu. Urodzony 19 sierpnia 1989 roku chłopak z lokalnego boiska szybko wsiąknął w struktury Pelikana, a potem przez MSP Szamotuły, trafił do Legii Warszawa. Debiutował w stolicy jako nastolatek, a w latach 2007–2012 stał się ważną postacią stołecznego zespołu. W barwach Wojskowych rozegrał ponad 130 spotkań, strzelił kilkanaście goli i zbierał trofea, Puchary Polski oraz Superpuchar. To właśnie wtedy wyrósł na jednego z najbardziej pożądanych polskich skrzydłowych. Później przemianowanego na lewego obrońcę z ofensywnym zacięciem.

Wizytówką, która otworzyła mu drzwi na Wschód, był spektakularny gol z dystansu w eliminacjach Ligi Europy ze Spartakiem Moskwa. W lutym 2012 rok, wówczas Terek Grozny, a teraz Achmat Grozny, zapłacił za niego około 3 mln euro. Była to jedna z najwyższych kwot w ówczesnej historii Legii. W Czeczenii Rybus spędził cztery sezony, regularnie punktował i asystował, a jego wartość rynkowa rosła wraz z zarobkami. Po udanym dla Polaków Euro 2016, na które sam nie pojechał przez kontuzję barku, przeniósł się do Olympique Lyon. Francuska przygoda trwała jednak tylko sezon. W 2017 roku wrócił do Rosji, tym razem do Lokomotiwu Moskwa.

Właśnie tam jego kariera piłkarska osiągnęła szczyt. Już w debiutanckim sezonie zdobył mistrzostwo kraju, później dołożył Puchary Rosji i Superpuchar, a w Lidze Mistrzów grał u boku m.in. Grzegorza Krychowiaka. W reprezentacji Polski między 2009 a 2021 rokiem rozegrał 66 meczów i strzelił dwie bramki. W tym historycznego, 1300. gola biało-czerwonych. Był na Euro 2012, mundialu 2018 i Euro 2020. Wydawało się, że droga wiedzie dalej, choćby na mundial w Katarze. Jednak życie napisało scenariusz, którego nikt, nawet sam Rybus nie mógł przewidzieć.

Decyzja, która kosztowała więcej niż kontrakt

W lutym 2022 roku Rosja zaatakowała Ukrainę. Wielu zagranicznych piłkarzy opuszczało z tego powodu ligę rosyjską. Rybus, z kończącym się kontraktem w Lokomotiwie zdecydował się pozostać w stolicy Rosji. Tłumaczył to rodziną, żoną Laną Bajmatową oraz dwoma synami, Robertem i Adrianem. Do tego dochodziła kwestia nieruchomości i życia zbudowanego przez ponad dekadę za wschodnią granicą. W rozmowach podkreślał, że to w Rosji „został prawdziwym mężczyzną”, zarobił pieniądze i zabezpieczył przyszłość bliskich. Dla części kibiców brzmiało to jak obrona ojcostwa. Dla innych, jak wybór wygodnego milczenia.

Konsekwencje przyszły szybko. Reprezentacja Polski, która odmówiła rozgrywania meczy przeciwko Rosji i rozpoczęła bojkot. Selekcjoner Czesław Michniewicz jasno dał do zrozumienia, że zawodnik pozostający w Rosji nie będzie brany pod uwagę przy powołaniach. Rybus nie pojechał na mistrzostwa świata w Katarze, a licznik reprezentacyjny zatrzymał się na 66 występach. W czerwcu 2022 roku związał się ze Spartakiem Moskwa. Ruchem, który wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz nazwał wówczas grą o zakrwawione pieniądze. Później był jeszcze Rubin Kazań. Piłkarsko te dwa lata okazały się klęską. W Spartaku zaledwie kilka ligowych występów, w Rubinie kontuzje i sporadyczne minuty. Kontrakt w Kazaniu wygasł latem 2024 roku i nie został przedłużony.

Do tego dochodziły gesty, które w Polsce brzmiały jak kolejny gwóźdź do wizerunkowej trumny. Składanie kwiatów podczas obchodów Dnia Zwycięstwa w barwach Rubina, brak publicznego potępienia inwazji. Deklaracje, że nie jest kompetentny, by mówić o wojnie. Wszystko to utrwalało obraz zawodnika, który wybrał spokój życia w Moskwie zamiast jednoznacznego dystansu od Kremla. Sam Rybus powtarzał, że hejt czyta głównie w internecie, a na ulicy spotyka raczej prośby o zdjęcie. Mimo to w świadomości wielu kibiców pozostał postacią, której nazwisko wywołuje odruchowy grymas i złe skojarzenia.

Witamy w domu! Wychowanek Pelikana podpisał z Klubem roczny kontrakt. (…) Wiele osób nie wierzyło, że ta historia może wydarzyć się naprawdę. A jednak — Maciej Rybus wraca do Pelikana!

— KS Pelikan Łowicz (29 lipca 2026)

Wszystko się waliło, a i tak został

Ironia losu dopisała kolejny rozdział do jego historii. Pod koniec 2025 roku, 27 listopada moskiewski Sąd Rejonowy w Choroszewie orzekł rozwód Macieja Rybusa i Lany Bajmatowej oraz podział majątku. Pozew wniosła żona. To właśnie dla niej i synów piłkarz przez lata bronił decyzji o pozostaniu w Rosji. Gdy małżeństwo się rozpadło, argument, który miał usprawiedliwiać wszystko, nagle stracił dawną moc. Rybus mówił wcześniej, że nie żałuje niczego, bo rodzina jest najważniejsza.

Teraz ta sama rodzina istniała już w innym kształcie. Bez wspólnego domu, ale wciąż z dwójką chłopców, których ojciec nie chciał zostawić. Rozpoczęły się spekulacje czy jego synowie także wybiorą grę dla Rosji, ponad reprezentacje Polski, co dodatkowo postawiło go w niekorzystnym świetle. Sam komentował to słowami, że będzie to ich samodzielna, dorosła decyzja, a on jako ojciec będzie ich wspierał. Taką wypowiedzią nie zamknął jednak potencialnego tematu o barwach jego synów.

Po Rubinie próbował jeszcze amatorskiej ligi medialnej m.in. w barwach FC 10. Lecz i tam weszła w drogę operacja przepukliny pachwinowej. W końcówce 2025 roku przyznawał, że ból wraca przy pierwszym kontakcie z piłką, a profesjonalna kariera wydaje się, że dobiegła końca. Brak ofert, treningi na poziomie amatorskim, życie rozłożone między Moskwę a coraz częstsze wizyty w Polsce. Wydawało się, że historia kończy się cicho, bez pożegnalnego meczu i bez oklasków.

Jednak w czerwcu 2026 roku w mediach społecznościowych Pelikana pojawił się film. Rybus w rodzinnym Łowiczu, z dziećmi na wakacjach, na treningach z beniaminkiem Betclic 3. Ligi. „Czuję ten głód piłki” — mówił. „Fajnie byłoby na koniec mojej przygody wrócić tutaj i podziękować ludziom w Łowiczu za wsparcie”. Miesiąc później klub dopiął sprawę. Historia zatoczyła koło, tyle że to nie był już 18-latek z Legii, tylko 36-latek z bagażem kontrowersji, operacją za sobą i pytaniami o formę nawet na 3. Ligę.

Brak tchu

Tu zaczyna się część, której nie da się przykryć pięknymi wspomnieniami. Piotr Wąsowski z Weszło, po rozmowach z zawodnikami Pelikana po sparingu, ocenił wprost. Kondycyjnie Rybus jest daleko z tyłu kolegów. Trenerzy jasno stwierdzają, nie ma siły biegać. Po około dwóch latach bez regularnej gry na poziomie profesjonalnym to nie powinno dziwić. Beniaminek 3. ligi, który w poprzednim sezonie wrócił na ten szczebel jako lider swojej grupy IV ligi, startuje 1 sierpnia meczem z ŁKS-em Łomża. W grupie czekają rezerwy Widzewa, Jagiellonii czy Wisły Płock. Rybus może dać doświadczenie, spokój w szatni i rozpoznawalność. Jednak czy da też minuty na boisku, to już inna sprawa.

Warto przypomnieć, że przez lata w Rosji zarabiał miliony. W Tereku mówiono o kwotach rzędu 750 tys. euro rocznie, w Lokomotiwie, o okolicach miliona, później w Spartaku i Rubinie stawki spadały wraz z formą i statusem. Pieniądze nigdy nie były problemem. Problemem stało się to, za jaką cenę wizerunkową zostały zebrane i jak bardzo kariera sportowa skurczyła się po 2022 roku. Z gracza Ligii Mistrzów i stałego bywalca kadry stał się piłkarzem, którego w Polsce pamiętano głównie z jednego wyboru.

Mimo to Łowicz daje mu drugą szansę. Honorowy obywatel miasta od 2018 roku wraca do klubu, który go wychował. Dla lokalnej społeczności, która nie odwróciła się do niego plecami. Dla nich to powód do dumy. Jak mówią „nasz chłopak” znów w zielono-białych barwach. Dla reszty kraju to test czy da się oddzielić sentyment piłkarski od politycznego rachunku sumienia. Rybus przez lata powtarzał, że działał zgodnie z sumieniem i że przeszłości się nie zmieni. Teraz ta przeszłość wraca z nim na murawę, tylko w zupełnie innych realiach.

Ostatni rozdział

Patrząc na to, co wydarzyło się między lutym 2022 a lipcem 2026, widać trzy różne historie. Pierwsza sportowa mówi o szczycie w Lokomotiwie, przez Spartaka i Rubina, po amatorską ligę medialną i wreszcie Betclic 3. Ligę. Druga bardziej prywatna traktuje o małżeństwie, które miało być tarczą, a stało się punktem zwrotnym po rozwodzie. Ostatnia moralna stawia pytanie, czy zawodnik reprezentacji ma prawo wybierać rodzinę w kraju agresora, milczeć o wojnie i jednocześnie oczekiwać zrozumienia rodaków.

Pelikan Łowicz nie rozwiąże żadnej z tych zagadek. Klub dostał wychowanka z bagażem doświadczenia, którego na tym poziomie rozgrywek próżno szukać. Rybus dostał szansę, by pożegnać się z piłką tam, gdzie ją kochał jako dziecko. Nie w moskiewskim amatorskim cyklu, tylko wśród ludzi, którzy pamiętają go sprzed transferów, kontrowersji i hejtu. Jednak nie należy popadać, ze Rybusa już czeka tylko happy end. Forma fizyczna wymaga odbudowy, kontrakt jest roczny, a opinia publiczna w Polsce nadal podzielona. Czy zatem historia Macieja Rybusa domknie się w Łowiczu oklaskami, tego jeszcze nie wiemy. Wiemy tylko, że jego kariera wróciła do punktu wyjścia, a po drodze zebrała zbyt wiele, by traktować ten powrót wyłącznie jako piękną anegdotę o korzeniach.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze