Można byłoby pomyśleć, że Jerzy Brzęczek bardzo szanuje spojrzenie na piłkę Jakuba Wawrzyniaka. To między innymi były piłkarz Legii, mówił o sobie, że jest zastępcą lewego obrońcy, który nie istnieje. Selekcjoner pogodzony z tą tezą zaczął szukać właśnie takich zastępców, którym czasami trzeba będzie przedefiniować boiskową pozycję, ale jakoś załata wyrwę na lewej obronie. Jednak podobnie jak wiele innych rzeczy i to nie poszło pomyśli selekcjonera – postanowił się ugiąć i posłuchać głosu społeczeństwa, który krzyczał Maciej Rybus, a nie Bereszyński na lewą obronę.
Jerzy Brzęczek ma to do siebie, że często idzie pod prąd. Świadomie czy nie, trudno powiedzieć. Jest zadowolony z gry, podczas gdy wszyscy narzekają, pomija piłkarzy powołanych z kadry U-21, w momencie gdy każdy chciałby zobaczyć, czy faktycznie nadają się do pierwszej reprezentacji. Gdy piłkarska logika domaga się Linettego w składzie, selekcjoner pozostaje wierny swojej wizji i tak samo było z lewą obroną. Wszyscy byle nie ten Rybus i okazało, się że zmysł trenerski znów go zawiódł.
7/7 wygranych pojedynków, 2/2 w powietrzu, 3 kluczowe podania, asysta i skuteczność podań na poziomie 97%. To cyfry Macieja Rybusa przeciwko Bośni i Hercegowinie. Chyba Jerzy Brzęczek powinien być z nich zadowolony. Na pewno jest opinia społeczna, która zobaczyła starego dobrego „Rybę”.
Lepiej z przodu niż z tyłu, czyli klasyczny Maciej Rybus
By być obiektywnym dodajmy, że Maciej Rybus nie ustrzegł się w tym spotkaniu błędów. Dwa razy to właśnie z jego strony Bośniacy stworzyli dogodne sytuacje, w których piłkarz Lokomotiwu nie pomógł. I gdyby rywal był pokroju Holandii, to pewnie skończyłoby się to dwoma golami, a odbiór Macieja Rybusa byłby zgoła odmienny.
Jednak musimy się pogodzić z tym, że zbyt szybko, jeśli w ogóle, polskiego Alphonso Daviesa się nie doczekamy. Polscy obrońcy jak wszyscy na świecie będą popełniać błędy. Trzeba po prostu znaleźć najmniej szkodliwy wariant. A takim jest Maciej Rybus.
I o ile możemy na podstawie tych dwóch sytuacji Bośni i Hercegowiny mieć jakieś zastrzeżenia do gry obronnej Rybusa, to z przodu było bardzo dobrze. Wreszcie doczekaliśmy się kogoś, kto w pełnym biegu dorzuci piłkę w pole karne z tej strony. Nie będzie musiał zejść do środka, wyhamować całej akcji i dać czas na ustawienie się rywalowi. Polska potrzebuje w tym miejscu piłkarza lewo nożnego, wybieganego i doświadczonego.
Reprezentacja wczorajszym występem nawiązała w jakiś sposób do swojej filozofii, czyli gry skrzydłami. Jeśli za coś mamy naszą reprezentację chwalić po meczu z Bośnią i Hercegowiną to właśnie za grę bokami. Tylko ¼ ataków była prowadzona środkiem boiska. Duży wpływ na to miał też Maciej Rybus, który grał zdecydowanie bardziej ofensywnie niż Bartosz Bereszyński czy jego alter ego z drugiej strony boiska Tomasz Kędziora.
Naturalny lewy obrońca
Rybus, który praktycznie w kadrze nie grał od mistrzostw świata w reprezentacji, tym występem obalił jedną z tez Jerzego Brzęczka. Szkoleniowiec na pytanie jednego z dziennikarzy – dlaczego gra na lewej obronie Bereszyński – odpowiedział, że stawia na wariant sprawdzony. Gra piłkarza Lokomotiwu Moskwa wyglądała jednak, jakby to on zagrał tam 20 ostatnich spotkań. Rybus czuł swoich partnerów, było widać zrozumienie z Kamilem Grosickim, co zaowocowało asystą.











