Liverpool pragnie kolejnych sukcesów w Lidze Mistrzów. W ćwierćfinale los przypisał mu słabszą Benficę i już po pierwszym spotkaniu sprawa awansu wydaje się przesądzona. Podopieczni trenera Juergena Kloppa wygrali na wyjeździe 3:1, a wielki wkład w ten sukces miał sprowadzony zimą z FC Porto Luis Diaz. Skrzydłowy z Kolumbii zdobył jedną z bramek i dołożył do tego asystę. Ponownie zatem miał okazję pognębić niedawnego rywala z ligi portugalskiej.
Obecność w drużynie Luisa Diaza na pewno była dosyć istotna przed starciem z Benficą. Do niedawna 25-latek występował przecież w FC Porto, w którym miał nieraz możliwość starć z jednym z największych rywali ligowych. Choć jego dorobek w tych meczach nie był okazały, to i tak sztab Liverpoolu mógł skorzystać z jego wiedzy na temat najbliższego rywala. Pojawiły się jednak pewne bariery językowe, o czym żartobliwie na konferencji przedmeczowej wspominał Juergen Klopp.
Diaz próbował przez dziesięć minut wyjaśnić mi kilka kwestii, ale nie mogłem zrozumieć ani słowa.
Jeden z głównych aktorów
Nie było żadnego zaskoczenia w tym, że Diaz znalazł się w wyjściowym składzie na pierwsze ćwierćfinałowe spotkanie. Dodatkowa motywacja samego zawodnika na drużynę z Lizbony spowodowała podwójną wartość dodaną w ofensywie. Od początku było w nim widać wielkie chęci pokazania się z jak najlepszej strony. Dodatkowy bodziec dawało także zachowanie kibiców gospodarzy, którzy wygwizdywali go, gdy tylko był przy piłce. Luis Diaz bardzo chętnie wchodził w pojedynki z obrońcami Benfiki i dawał o wiele więcej drużynie niż ustawiony po drugiej stronie Mohamed Salah.
Pierwszy konkret u Kolumbijczyka ujrzeliśmy w 34. minucie. Kapitalne, wręcz idealne podanie w pole karne posłał Trent-Alexander Arnold, a Diaz bardzo przytomnie zgrał piłkę głową do Sadio Mane, który dopełnił formalności.
Była to pierwsza asysta skrzydłowego Liverpoolu w tej edycji Ligi Mistrzów. Trzeba jednak zaznaczyć, że asysta drugiego stopnia była tutaj najpiękniejsza z całej akcji.
W trakcie drugiej połowy gra Liverpoolu była fragmentami nieco słabsza, więc Luis Diaz miał nieco mniej możliwości do popisów. To nie przeszkadzało mu jednak w tym, by nadal z piłką przy nodze dawać drużynie wiele po lewej stronie boiska. W ostatnich fazach spotkania można było go już ujrzeć bliżej środka pola. To się opłaciło, gdyż w 87. minucie bardzo spokojnie wykończył świetne prostopadłe podanie od Naby’ego Keity.










