Z czym kojarzy się Wam hasło „mistrz Belgii”? Z Anderlechtem? Z Genkiem? A może Standardem lub Brugge? Nie tym razem. Pisząc mistrz Belgii, nie mam tu nawet na myśli króla bądź też siusiającego chłopca, nie. Tym razem sensacyjnym czempionem został KAA Gent. Nie znacie? No to poznajcie!
Sezon ligi belgijskiej, podobnie jak polskiej, kończy się beznadziejnymi barażami (a nawet gorszymi niż u nas, ale nie drążmy tego). Gdyby rozgrywki sprzed kilku miesięcy zostały zakończone po fazie zasadniczej, mistrzem kraju zostałoby FC Brugge, które większość sezonu spędziło na fotelu lidera. Gdy pierwsza runda się skończyła, przyszedł czas na dzielenie punktów i bezpośrednie mecze pomiędzy pierwszą szóstką. W play-offach z systemu rozgrywek, podobnie jak u nas Lech Poznań, lepiej poradził sobie Gent, który w bezpośrednim dwumeczu okazał się lepszy od byłego klubu Waldemara Soboty. Pierwsze miejsce w lidze to nie tylko pierwszy tytuł mistrzowski drużyny z Gandawy w jej 115-letniej historii, ale także pierwsza w historii przepustka do najlepszej ligi w Europie, czyli Ligi Mistrzów.

Na kogo uważać?
Skład „La Gantoise” nie opiera się na wielkich gwiazdach. Powiem więcej, w tym zespole nie ma nawet znanych nazwisk. Siłą drużyny jest kolektyw. Najgroźniejszym graczem w poprzednich rozgrywkach był jednak Laurent Depoitre, który został najlepszym strzelcem (13 bramek) oraz podającym (dziewięć asyst, ex aequo z Danijelem Miliceviciem) w drużynie. Belg równie dobrze rozpoczął obecne rozgrywki ligowe: w siedmiu meczach 26-latek zdobył cztery z siedmiu strzelonych przez jego zespół bramek. Jego nazwisko w Belgii jest ostatnio jednak związane z czymś innym niż piłka nożna. W jednym z wywiadów udzielonych tamtejszej prasie Depoitre przyznał, że nie podobają mu się nagie zdjęcia jego partnerki, które ukazały się w jednym z tamtejszych czasopism. Miejmy nadzieję, że nie zaprząta mu to głowy oraz że nie wpłynie to na jego grę.
W letnim okienku transferowym do klubu przyszło dziesięciu nowych zawodników. Kilku z nich od razu zaczęło odgrywać pierwszoplanowe role w zespole, wskakując do pierwszego składu. Jeden z bardziej znaczących transferów został jednak dokonany już rok wcześniej, kiedy to „Les Buffalos” pozyskali 23-letniego Matza Selsa. Młody Belg kilkoma świetnymi interwencjami bacznie przyczynił się do zdobycia mistrzowskiego tytułu przez swój zespół. Od jego dyspozycji wiele będzie zależało w środowym meczu, a także w innych nadchodzących spotkaniach z rywalami w Lidze Mistrzów. Matz Sels to kilkukrotny reprezentant belgijskich młodzieżówek, a występ w seniorskiej kadrze uniemożliwia mu tylko duża konkurencja, jaka jest na jego pozycji (Courtois, Mignolet, Casteels, Gillet).










