Górnik Zabrze miał trudne zadanie, ponieważ po smutnym czwartkowym wieczorze musiał zmobilizować się na ligową potyczkę. Wicemistrz Polski podejmował przed własną publicznością drugiego beniaminka ligi. Ekipa słowackiego trenera pokonała 2:1 Śląsk Wrocław na inaugurację PKO BP Ekstraklasy. Mariusz Jop wszedł pewnie do ligi po czteroletniej przerwie i nie stracił krakowskiego DNA. 27-krotni mistrzowie Polski nie zawiedli nas w ostanim niedzielnym meczu rywalizacji o tytuł mistrza Polski.
Plan jest jeden – atakować
Górnik Zabrze dokonał trzech zmian względem meczu w trzeciej rundzie kwalifikacji do Ligi Europy. Słowacki szkoleniowiec rotował swoim składem w każdej formacji. Erik Janża zasiadł na ławce i ujrzeliśmy po raz pierwszy od początku spotkania Ondreja Zmrzlego. Maximilian Dietz, który harował w środku pola, został zastąpiony przez Lukasa Sadilka. Sondre Liseth, który poinformował Michala Gasparika w czwartkowy poranek o swoim braku sił do gry, wybiegł na pozycji napastnika za Erika Prekopa.
Wisła Kraków przybyła na Arenę Zabrze w optymalnych nastrojach. „Biała Gwiazda” zgromadziła sześć punktów na dziewięć możliwych i z mocnym akcentem wróciła do polskiej elity. Trener gości nie ruszył swojej „jedenastki” względem wygranej potyczki z Wisła Płock przed tygodniem. Angel Rodado i spółka mieli zapewnić otwarte, i ofensywe widowisko przy ulicy Roosevelta 81.

Ruszyli bez hamulców
Górnik Zabrze musiał już w pierwszych sekundach powstrzymywać hiszpański duet we własnym polu karnym. Jakub Krzyżanowski podłączył się do akcji ofensywnej i odnalazł płaskim dośrodkowaniem Jordiego Sancheza. Snajper zastawił się i przyjmując piłkę, wystawił ją Angelowi Rodado. Jednak największa gwiazda w ekipie Mariusza Jopa nie zdążyła oddać strzału.
Zabrzanie nie dali się na dłuższą chwilę zdominować i przejęli kontrolę nad futbolówką. Gospodarze szukali dokręcanych dośrodkowań, lecz najgroźniej było w dziewiątej minucie. Michal Sacek tak samo jak lewy obrońca Wisły Kraków posłał niebezpieczne płaskie zagranie, ale nikt tego nie przeciął.
„Biała Gwiazda” nie planowała zagościć pod własnym polem karnym i kapitalnie wykorzystali zderzenie Sondre Lisetha i Maksyma Khlania. Federico Duarte obsłużył idealną wrzutką Jordiego Sancheza, a hiszpański napastnik skierował piłkę tam skąd przyszła. Philipp Schulze interweniował na raty, ale powstrzymał to uderzenie.
Kacper Urbański, który kierował grą na pozycji numer „6”, błysnął rajdem w centralnej strefie boiska i wywalczył stały fragment gry efektowną „siatką”. Peter Federico strzelał kąśliwie, lecz Marcel Łubik przypilnował słupka. Mieliśmy wszystko w ciagu pierwszego kwadransa oprócz rzeczy najistotniejszej – bramki.
Złapali oddech
Dostaliśmy w starciu 27-krotnych mistrzów Polski kilka chwil spokoju, gdzie oba zespoły nie popełniały większych błędów. „Górnicy” przeważali w posiadaniu, spędzając czas na połowie rywala. Wisła Kraków starała się być agresywna co wyróżniał Damian Sylwestrzak żółtymi kartkami. Alan Uryga zobaczył kartonik po faulu, po którym eksplodowała radością Arena Zabrze. Lukas Sadilek okazał się najbardziej cwanym piłkarzem po centrze Kacpra Urbańskiego i wyprowadził na prowadzenie Górnik Zabrze.
Zawodnicy Michala Gašparika mogli ustawić się w dobrze znany nam plan na ciąg dalszy tej rywalizacji. Zabrzanie cofnęli się i poszukiwali zaskoczenia przyjezdnych w kontrataku. To był olbrzymi test dla graczy ofensywnych Wisły Kraków, którzy musieli gonić wynik. Wiemy jak dobrze zdyscyplinowanym i poukładanym zespołem jest wicemistrz Polski. „Wiślacy” nie byli tak urozmaiceni w ataku pozycyjnym jak ich rywal i wybieganie gospodarzy burzyło zamiary ofensywne gości.
Górnik Zabrze radził sobie z wrzutami z autu w pole karne, a pamiętamy jak tracili w Europie bramki gracze 44-letniego szkoleniowca. Jakub Krzyżanowski grał jako środkowy pomocnik w ataku i wspierał Marko Bozicia. Lewa strona napierała na blok obronny Zabrzan. Ekipa Mariusza Jopa prezentowała się z minuty na minutę coraz lepiej przy Roosevelta 81 i podziwialiśmy coraz szybszą grę ze sporą zmiennością pozycji. Jednak rezultat nie zmienił się i to 14-krotni mistrzowie Polski schodzili na przerwę z jednobramowym prowadzeniem.
Duże zamieszanie w polu karnym i piłka w siatce! 🤯 Lukas Sadilek zdobywa bramkę dla Górnika Zabrze! 👊
📺 Oglądaj: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/ThLdS2Rq10
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 16, 2026
Strzelić, aniżeli stracić
Górnik Zabrze nie chciał kontynuować krakowskiego animuszu i wpadł z przytupem w drugie 45 minut. Zabrzanie pragnęli od razu dopisać na swojej konto drugie i trafienie, i schłodzić ten mecz pod kątem tablicy wyników. Maxence Maisonneuve faulował blisko szesnastego metra Sondre Lisetha i znów stały fragment zabolał Wisłę Kraków. Maksym Khlan pokierował piłkę do siatki swojego byłego kolegi z szatni i stało się faktem dwubramkowe prowadzenie Zabrzan.
Piłkarze Michala Gašparika ruszyli po trzeciego gola, lecz duet ukraińsko-polski nie ograł Marcela Łubika. Dostaliśmy powtórkę tempa z początku pierwszej połowy, ale opakowane w bramki. Philipp Schulze wybiegł z własnego pola karnego i wybijał głową piłkę za linię boczną. W ten sposób zaczęły się problemy Górnika Zabrze, ponieważ Wisła Kraków zyskała kilkadziesiąt metrów i rzuciła się do odrabiania strat. Gol kontaktowy padł szybciej niż mogliśmy się tego spodziewać. Niemiecki bramkarz sparował piłkę w bok po strzale z dystansu, a chwilę później Kacper Duda popisał się centrostrzałem w poprzeczkę. Futbolówka pozostała na murawie i Jordi Sanchez wpisał się po raz piąty w tej kampanii na listę strzelców.
Sondre Liseth wyleciał z boiska w 56 minucie, ponieważ popracował ręką, gdy biegł w kierunku bramki. Norweg trafił w twarz Kacpra Dudę i gospodarze grali o jednego zawodnika mniej. Wzmocniła się ingerencja trenerska w to starcie, ponieważ każdy ze szkoleniowców miał coś do udowodnienia.

Dotrzeć do celu
Paulo Bernardo stał się ofiarą sytuacji na murawie, a w jego miejsce zameldował się Paweł Bochniewicz. Słowacki trener przeszedł na ustawienie z pięcioma obrońcami, myśląc o jak najlepszym zabezpieczeniu własnej bramki. Peter Federico i Kacper Urbański – ta dwójka wyciągała swoimi skokami do przodu i dawała chwile wytchnienia w obronie. Mariusz Jop oddelegował Jamesa Igbekeme za Kacpra Dudę, który był potwornie zmęczony oraz Macieja Kuziemkę.
Ponad 27 tysięcy fanów obydwóch drużyn oglądało w potężnym napięciu końcówkę tego starcia. Wisła Kraków próbowała dotrzeć do celu, ale Górnik Zabrze bronił bez błędnie. Przyjezdni mieli trudności z tworzeniem dogodnej okazji do wyrównania, a gospodarze nie odpuszczali ani na moment. Angel Rodado oczekiwał na swój wielki wkład w tę rywalizację, lecz jeden z jego strzałów był zbyt słaby wylądował w dłoniach sprowadzonego latem bramkarza. James Igbekeme zagroził swoim strzałem, ale na posterunku był Philipp Schulze. Alan Uryga powinien doprowadzić do remisu, lecz spudłował z okolic jedenastego metra i wysłał piłkę ponad bramkę.
Nerwy towarzyszyły wszystkim do samego końca. Piłkarzom, sztabom i kibicom, którzy reagowali energetycznie na każdą sytuację na murawie przy ulicy Roosevelta 81. Taką PKO BP Ekstraklasę chcemy podziwiać z meczu na mecz, ponieważ za takie starcia kochamy naszą ligę. Ostatecznie Zabrzanie odnieśli trzeci triumf w tym sezonie ligowym, a Wisła Kraków poniosła drugą porażkę.
🏁 | PLAN NA NIEDZIELĘ WYKONANY. CHŁOPCY Z ZABRZA NIEPOKONANI ⚒️#GÓRWIS 2:1 pic.twitter.com/dzbzAfwZLr
— Górnik Zabrze (@GornikZabrzeSSA) August 16, 2026