Reprezentacja Polski przegrała 1:3 ze Szwecją w meczu 2. kolejki Ligi Narodów. Dla piłkarzy Jana Urbana był to piąty mecz z rzędu bez zwycięstwa. „Biało-czerwoni” pokazali w nim, że dalej nie mają wypracowanych żadnych schematów oraz że po roku pracy nowego trenera nie poczynili żadnego progresu. Zapraszamy do lektury kilku pomeczowych wniosków po poniedziałkowym starciu.
Katastrofalny mecz
Poniedziałkowe spotkanie w wykonaniu reprezentacji Polski było po prostu tragiczne. Piłkarze Jana Urbana źle weszli w mecz i dali sobie wbić dość szybko bramkę po stałym fragmencie gry. W okolicach 30. minuty Polska miała swój moment. Gracze Urbana tworzyli akcję za akcją, które wyglądały naprawdę nieźle. Ich efektem była bramka zdobyta „do szatni”, która dawała nadzieję na drugą część. W drugiej połowie sytuacja niestety wróciła do normy.
„Biało-czerwoni” nie potrafili stworzyć żadnej składnej akcji. Poza próbami Nowaka czy Zielińskiego próżno było szukać innych osób pracujących w ofensywie – czyli podobnie, jak było w meczu z Bośnią. Dodatkowo doszły jeszcze błędy w obronie. Przemysław Wiśniewski, mimo niezłej pierwszej połowy, drugą zagrał tragicznie. Viktor Gyokeres robił z nim, co chciał, a Wiśniewski wyglądał, jakby miał zaraz zaśpiewać: „Co ja robię tu?”. Jan Urban, zamiast zagrać czwórką defensorów, która wyglądała nieźle, wrócił do trójki, w której nie potrafimy funkcjonować.
Kolejny świetny mecz Nowaka
Po tym, jak Wiktor Nowak dał świetną zmianę w meczu z Bośnią, stało się jasne, że w kolejnym spotkaniu wystąpi w pierwszym składzie. Piłkarz Slavii Praga ponownie nie zawiódł. W poniedziałkowy wieczór był najlepszym graczem w naszej kadrze. Doskonale pracował między liniami, uczestnicząc zarówno w akcjach ofensywnych, jak i defensywnych. Zanotował pięć dokładnych podań w tercji ataku, cztery udane rajdy z piłką, a także oddał jeden strzał. W defensywie wygrał siedem z ośmiu pojedynków naziemnych oraz zanotował trzy przechwyty. W poniedziałkowy wieczór zaliczył występ w pełnym wymiarze czasowym. Swoją dobrą grą w kolejnym spotkaniu Nowak potwierdził, że już teraz jest ważnym ogniwem reprezentacji, bez którego trudno wyobrazić sobie pierwszy skład.
Jest życie bez Lewandowskiego
Gdyby ktoś rok temu powiedział, że Mateusz Żukowski posadzi na ławce Roberta Lewandowskiego, zostałby wysłany do Choroszczy. W poniedziałkowym starciu jednak taka sytuacja miała miejsce i piłkarz Chicago Fire usiadł na ławce kosztem gracza z Magdeburga. I trzeba powiedzieć, że była to zmiana na dobre – obecnie Mateusz Żukowski jest przydatniejszy od Roberta Lewandowskiego. „Żuko” zagrał obiecujący mecz. W starciu ze Szwecją bardzo dobrze pracował tyłem do bramki i dość często swoimi podaniami uruchamiał kolegów. Łącznie zanotował pięć kluczowych podań (dla porównania: „Lewy” w swoim starciu miał ich dwa). Obaj panowie mieli tyle samo kontaktów z piłką w polu karnym, jednak tu Żukowski oddał celny strzał. Porównując go z Lewandowskim, widzimy piłkarza, którego jeśli trener będzie budował występami, może dać jeszcze sporo jakości. „Lewy” natomiast powinien pogodzić się z rolą dżokera, bo tylko tak będzie mógł najlepiej pomóc.
Tragiczne zarządzanie meczem
Jan Urban po raz kolejny pokazał, że nie umie zarządzać meczem. Do dziś wielu pamięta jego zmiany z poprzedniego spotkania ze Szwecją, kiedy aby gonić wynik, wprowadził na boisko Kamila Grosickiego czy Krzysztofa Piątka. W poniedziałek po raz kolejny zaskoczył w negatywny sposób. W 60. minucie ściągnął jednego z najbardziej kreatywnych polskich piłkarzy, czyli Piotra Zielińskiego, za którego wszedł Urbański. Dodatkowo zdjął Casha i wprowadził Karola Świderskiego. Skalę groteski dopełniło wejście w 88. minucie Roberta Lewandowskiego. Selekcjoner, dokonując zmian pozbawionych wszelkiej logiki, pokazał, że nie miał żadnego planu na mecz i zakwestionował swoją rolę w reprezentacji.
Czy to czas na zmiany?
Kiedy zaczynało się zgrupowanie, wchodziłem w nie z przekonaniem, że nieważne, co się stanie, Jan Urban powinien zostać. W ostatnich latach mieliśmy za dużo zmian selekcjonerów i kolejna nie przyniesie żadnej korzyści – zwłaszcza gdy nowego szkoleniowca będzie wybierał Cezary Kulesza. Teraz moje przekonanie się zmieniło i zrozumiałbym decyzję o pożegnaniu Urbana. Z perspektywy całego roku trudno wskazać, jaki progres poczyniła nasza kadra. Urban ciągle nie ma sprecyzowanego planu na mecz i miota się od ściany do ściany. Mimo że w meczu z Bośnią ustawienie 4-4-2 wypaliło (bo po raz pierwszy od prawie roku nie straciliśmy bramki), to Urban w starciu ze Szwecją wrócił do 3-4-3 i, o ironio, Szwedzi strzelili nam trzy gole.
Kolejnym kamyczkiem do ogródka są jego decyzje kadrowe. W poniedziałek dał szansę zagrać Przemysławowi Wiśniewskiemu, którego zdążył już wielokrotnie sprawdzić, a cały mecz na ławce spędzili Wojtek Mońka czy Kacper Potulski, który z Bośnią pokazał się z dobrej strony. Dopełnieniem groteski była pomeczowa wypowiedź Wiśniewskiego, który powiedział:
– Świadomie odpuściłem Gyokeresa. Tak mnie uczyli we Włoszech, żeby w strefie brać zawodnika, który wchodzi, bo mi trudno cofnąć się za zawodnikiem jako środkowemu obrońcy.
Te słowa pokazują nie tylko głupotę gracza Widzewa, ale również to, że schematy taktyczne Urbana nie istnieją. Gdyby w Legii Marka Papszuna, która również gra trójką obrońców, zawodnik zrobił coś takiego, to na drugi dzień byłby przespawany do ławki na kolejne tygodnie. Kilka miesięcy temu napisałem, że selekcjoner sam sobie zakłada pętlę na szyję. Po tych dwóch meczach mogę śmiało powiedzieć, że pętla wokół jego kadencji została zaciśnięta. Jeśli w starciach z Rumunią oraz Bośnią Urban nie pokaże chociaż namiastki swojego pomysłu na kadrę, to jego pożegnanie będzie w pełni zrozumiałe i uzasadnione.









