GKS Katowice wygrał ostatnie spotkanie przy Bukowej w 2024 roku. Spotkanie szczególne, bo pierwsze po śmierci jego największej legendy, Jana Furtoka. Dla podopiecznych Rafała Góraka to szóste zwycięstwo w PKO BP Ekstraklasie i pewne miejsce w okolicach środka tabeli podczas zimowej przerwy. Przy Bukowej można usłyszeć jednak o pewnym niedosycie.
Sobotni mecz z Lechią, notabene ostatni domowy dla GKS-u Katowice w tym bardzo udanym roku, miał mieć zupełnie inny wydźwięk. Wszyscy przygotowywali się już powoli do nadchodzącego wielkimi krokami pożegnania z kultowym stadionem przy Bukowej. Nieoczekiwanie w czwartek otrzymaliśmy jednak informację o śmierci Jana Furtoka, człowieka, który złotymi zgłoskami zapisał się na kartach historii katowickiego klubu.
Oprawa tego spotkania była więc wyjątkowa. W klubowym budynku pojawiły się tablice upamiętniające zmarłego, można było wpisać się do księgi kondolencyjnej, a piłkarze na rozgrzewkę wybiegli w dedykowanych koszulkach. Ponadto pierwszy gwizdek sędziego poprzedziła minuta ciszy. Do 9. minuty meczu nie był prowadzony doping, nie zabrakło jednak pirotechniki. Trzeba powiedzieć, że legendarny napastnik został w Katowicach pożegnany godnie. Swoje zrobili także piłkarze, którzy pewnie pokonali Lechię, wszystkie bramki dedykując oczywiście śp. Furtokowi.
– Nie da się ukryć, że był to szczególny mecz dla całej społeczności GKS-u. Mamy świadomość, że duch pana Jana Furtoka cały czas gdzieś tutaj był, gdzieś tutaj jest i będzie obecny także na Nowej Bukowej – powiedział nam po zakończeniu spotkania Arkadiusz Jędrych.
Odmienne światy beniaminków
Miejsca, z których GKS Katowice, Lechia Gdańsk i Motor Lublin awansowali do PKO BP Ekstraklasy, szybko przestały mieć jakiekolwiek znaczenie i przełożenie na nową rzeczywistość. W tej najlepiej, przynajmniej pod względem punktowym, odnalazł się zespół Mateusza Stolarskiego. Najgorzej natomiast gdańszczanie, którzy zdominowali przecież pierwszoligowe rozgrywki w ubiegłym sezonie.











