Mecz Polska – Rumunia, dzięki dotychczasowej fatalnej postawie w Lidze Narodów, urósł do rangi meczu o wszystko. Nie dla reprezentacji Polski (choć ciekawie nie jest), ale przede wszystkim dla Jana Urbana. Według doniesień medialnych brak zwycięstwa z drużyną Gheorghe Hagiego oznaczałby definitywny koniec przygody polskiego selekcjonera. Upiekło mu się i to w jaki sposób. Polacy zdemolowali ekipę z Karpat aż 6:0.
Dywizja B Ligi Narodów dla Jana Urbana to miała być szansa na złapanie głębszego oddechu, bowiem po czerwcowych meczach towarzyskich stołek zaczął się palić. Teraz mamy w kadrze istny pożar. Tomasz Włodarczyk z portalu Meczyki.pl podał informację, że brak zwycięstwa z Rumunią będzie równoznaczny ze zwolnieniem Jana Urbana. Być może to jeszcze nastąpi w 2026 roku, ale nie po tym meczu.
Polska – Rumunia: Urban postawił na sprawdzone nazwiska. Bez efektu
Stawka większa niż życie, dlatego Jan Urban podobnie jak z Nigerią, postanowił przeciwko Rumunii wystawić zgrane karty. I początkowo nie był to udany manewr. Polacy choć dominowali w posiadaniu piłki, to nie byli w stanie stworzyć sensownej akcji. W 5. minucie na lewym boku ładnie pokręcił Nicola Zalewski, ale jego wrzutka była do nikogo. Niecałe 30 sekund później niskie dośrodkowanie posłał Przemek Frankowski, ale defensorzy gości wybili je na korner.
Baluta z pierwszym strzałem celnym w meczu
Jednak pierwszy celny strzał oddali Rumuni. Po wrzutce z rzutu wolnego piłka spadła pod nogi starego znajomego z Ekstraklasy, Tudora Baluty. Jego strzał jednak trafił prosto w Bułkę, a dobitka kolegi poleciała nad bramką. Rumuni, poza kilkoma momentami, byli mocno nerwowi i nieporadni, zwłaszcza w obronie, gdzie próby pressingu Polaków często kończyły się wybiciem na aut. Nasz golkiper wykazać się musiał jeszcze raz w pierwszej połowie, ale odbił strzał z boku szesnastki.
Karny, który zmienił wszystko. Ale czy on w ogóle powinien być?
Jak to w piłce czasem bywa, jeden moment może całkowicie zmienić obraz meczu. Cudowne zagranie od Sebastiana Szymańskiego do Roberta Lewandowskiego i nasz napastnik stanął oko w oko z bramkarzem Legii. Goniący Radu Dragusin, chcąc ratować sytuację, sfaulował naszego gracza.
Ale czy na pewno tam był faul? Nasz kapitan mądrze wykorzystał kontakt, no ale żyjemy w dobie VAR-u… Decyzja jednak zapadła, że Polacy otrzymali jedenastkę, a na dokładkę szwajcarski arbiter wyrzucił obrońcę Fiorentiny z boiska. Lewy pewnie wykorzystał szansę daną z jedenastu metrów i tym samym zdobył 90. gola w narodowych barwach. Coś czujemy, że w rumuńskich mediach o tej sytuacji będzie głośno…
Od tego momentu zaczęła się stopniowa dominacja naszego zespołu. Najpierw Przemysław Frankowski obił poprzeczkę po strzale z dystansu, a dosłownie 10 sekund później Lewy spróbował przewrotki, mocno zresztą nieudanej. W 36. minucie powinniśmy prowadzić 2:0. Dobra piłka do Karola Świderskiego, który prostopadłym podaniem próbował dograć do Lewego, ale zabrakło mu precyzji i zagrał za plecy. Szału wciąż nie było, ale dominacja naszego zespołu była widoczna gołym okiem.
Masakrujemy Rumunów w drugiej połowie
Byliśmy ciekawi, czy Polacy podtrzymają tempo w drugiej połowie. Osłabieni Rumuni to była idealna okazja na nabicie sobie punktów pewności. I z olbrzymią radością możemy napisać, że się nie zawiedliśmy. ZMASAKROWALIŚMY Rumunów tak mocno, że części ich rodakom mogły się przypomnieć czasy mineriad.
Zaczęło się już w 48. minucie. Ładna akcja lewą stroną, kapitalny pass Nicoli Zalewskiego i Robert z kilku metrów podwyższył prowadzenie. Może minutę później było już 3:0. Tutaj akurat mocno pomógł Virgil Ghita, który niefortunnie zmienił tor lotu strzału Przemka Frankowskiego i zmylił Otto Hindricha.
Obrona Rumunii? Nie dostrzegliśmy
Będą narzekania, że ten karny był wątpliwy. Ale Rumuni byli koszmarni, doszczętnie się rozsypali. Czwarty gol to była komiczna główka rumuńskiego piłkarza do tyłu, którą przejął Piotr Zieliński i dziubnął piłeczkę nad golkiperem Legii. Potem ujrzeliśmy jeszcze gola Jana Bednarka po wrzutce z rzutu rożnego oraz na deser indywidualną akcję Lewego, który nawet z bagażem w postaci rumuńskich obrońców zdołał zapakować swojego trzeciego gola w tym spotkaniu.
Każdy (poza Świderskim) zabłysnął
Każdy z ofensywnych piłkarzy (poza Karolem Świderskim) rozegrał naprawdę dobre spotkanie. Bardzo dobrze wyglądał duet Zieliński – Nowak (choć oni wyglądali świetnie od początku). Nicola jak to Nicola – w kadrze ten chłopak to jest żywe srebro. Kręcił tym Ratiu niemiłosiernie.
Doszło nawet do tego, że Marcel Reguła dostał w debiucie 20 minut. I też dobrze wypadł. Na PGE Narodowym ujrzeliśmy festiwal goli i prawdziwe święto. Dawno nie wychodziliśmy po spotkaniu reprezentacji Polski z takim bananem na twarzy.
Polska – Rumunia: przed trenerem jeszcze bitwa w Zenicy
Jan Urban dzięki temu zwycięstwu uciekł ze stryczka, choć wielu by go na nim powiesiło nawet i bez tej wygranej. Sam selekcjoner także ma świadomość, że nie może chwalić dnia przed zachodem słońca. Został bowiem jeszcze czwarty mecz do rozegrania na tym zgrupowaniu. Tym razem czeka go wraz z zespołem wyjazd do Zenicy na mecz z Bośniakami. Jeśli nie przywiezie on z Bałkanów nawet oczka, to jego los może zostać przypieczętowany tak czy siak. Nie zmieni tego nawet wysoka wygrana z Rumunią.
Przeczytaj także:











