Młody zawodnik, który dotychczas gra tylko w jednej drużynie w swoim kraju, trafia do pewnego państwa w Europie Środkowej. Polska, Legia Warszawa – dziś już śmiało można powiedzieć, że był to dobry wybór. Muci pod okiem trenera Michniewicza staje się coraz lepszą wersją samego siebie. Czy mamy do czynienia z przyszłą gwiazdą? Na to pytanie nie znamy odpowiedzi, ale są podstawy, aby tak sądzić. Za ile czasu Albańczyk wyfrunie z warszawskiej klatki i ruszy na podbój lepszych klubów?
Puchary, blisko debiutu w seniorskiej reprezentacji Albanii – Muci przeżywa ostatnio najlepszy czas w swojej karierze bądź jak inni wolą – przygodzie z piłką.
Muci – mały Messi?
Trafienia z dystansu zaczęły się kojarzyć z Mucim. W meczu w Zagrzebiu z Dynamem jego gol uratował Legii remis. Wiemy, że nie boi się uderzyć z daleka, ale na golach nie poprzestaje! Potrafi idealnie wyłożyć piłkę i asystować partnerowi. Przeciwko Spartakowi zrobił to po kilkudziesięciometrowym rajdzie z piłką, którego w tym przypadku nie powstydziłby się sam Gareth Bale. Zresztą sami zobaczcie i porównajcie. Chyba nie jest źle?
https://twitter.com/majkel1999/status/1438182951695626240
Ostatnio kibice warszawskiej Legii mogą go kojarzyć z już pamiętnym meczem ze Śląskiem Wrocław. To nawet nie jest jego wina, ale jak widać na powtórkach, był ostatnim zawodnikiem Legii, który dotknął piłkę i nie mogło być mowy o spalonym. Jedyne, co się wydaje dziwne, to że kto jak kto, ale on powinien wiedzieć, że dotknął futbolówkę, a pierwszy podniósł rękę, sygnalizując ofsajd. Dziś już nikt o tym nie pamięta. Ekstraklasa? My mamy Ligę Europy! I to właśnie w niej Muci rządzi i dzieli (przynajmniej w 1. kolejce) i z tego pamiętnego rajdu, który przyczynił się do gola, zapamiętają go fani. A przecież ma dopiero…
…20 lat. Jego rówieśnicy mierzą się z trudem studiowania, samodzielnego życia czy pierwszymi pracami. Ernest Muci mierzy się z drużynami w europejskich pucharach i swoją grą daje punkty Legii. Trener Michniewicz może być zadowolony z tego transferu. Młody chłopak dobrze wkomponował się w ekipę „Wojskowych”, może obstawić kilka pozycji. Umiejętności mu odmówić nie można. Najlepszym tego odzwierciedleniem są słowa Czesława Michniewicza na jednej z konferencji prasowych:
– Ernest ma na nazwisko Muci, ale my je delikatnie zmieniliśmy na „Messi”. (…) Ma dużo cech przypominających gwiazdy światowego formatu – swoboda w operowaniu piłką, kreatywność i boiskowa inteligencja.












