Był rok 2016, gdy po raz pierwszy założył niebieską koszulkę Hoffenheim. Jednak ten kolor był mu już dobrze znany. W swojej karierze reprezentował bowiem Leicester czy Dinamo grające w takich barwach. Jednak eksplozja talentu nastąpiła dopiero tu. Andrej Kramarić to obecnie jedno z najgorętszych nazwisk Bundesligi.
Chorwat ten sezon zaczął wybornie i aż strach pomyśleć, co by było, gdyby nie dopadła go infekcja koronawirusa. Kramarić stracił blisko pięć tygodni gry, a i tak udało się mu już dziesięć razy trafić do siatki rywala. W lidze już ma siedem trafień po ledwie czterech rozegranych spotkaniach. Przed nim są tylko Lewandowski i Haland.
Niezastąpiony, jedyny, wyjątkowy
To, jak ważnym piłkarzem dla „Wieśniaków” jest Chorwat, najlepiej było widać podczas jego nieobecności. Andrej Kramarić opuścił cztery ligowe spotkania i żadne z nich nie zakończyło się zwycięstwem Hoffenheim. A w tylko jednym z nich udało się zapunktować.
Podczas jego nieobecności trener Hoeness korzystał z usług Belfodila, Baumgartnera, czy Dabbura. Jednak łącznie zdobyli oni tylko dwa trafienia. Od początku dla wszystkich było jasne, że gdy tylko wróci Andrej Kramarić, to on będzie z marszu pierwszym wyborem.
I tak się stało przed tygodniem, gdy zaliczył całe 90 minut ze Stuttgartem. Swój występ okrasił trafieniem z rzutu karnego i asystą przy bramce Sessegnona. Po Chorwacie w ogóle nie było widać przerwy związanej z zakażeniem się koronawirusem. Wyglądał tak samo imponująco jak na początku sezonu.
Niedoszły kolega „Lewego”
Podobne zdanie o nim mają inne kluby. Nie jest tajemnicą, że już latem pojawiały się oferty kupna Chorwata. Najbardziej konkretna była ta z Bayernu. Hoffenheim zażądało jednak 40 milionów euro, a Bayern nie chciał tyle płacić za rezerwowego. Trudno przypuszczać, że ktoś nawet tak dobry jak Kramarić byłby w stanie posadzić Roberta Lewandowskiego na ławce, a szansę na ich wspólne występy były tak samo duże jak Hoffenheim na miejsce na podium.
I z perspektywy czasu możemy powiedzieć, że dobrze się stało, iż ta transakcja nie wypaliła. Kramarić jest za dobrym piłkarzem, by nie grać. Co nie zmienia faktu, że Hoffenheim staje się dla niego za mały. To piłkarz z większymi aspiracjami niż walka o górną połówkę tabeli.









