W poniedziałkowym zamknięciu weekendu PKO BP Ekstraklasy był upał, skwar, strzały, ale na pewno nie piłkarska uczta. Ostatecznie Cracovia uległa Pogoni 0:2. Wynik, który nikogo nie zachwycił i nie oddaje charakteru tego spotkania. Gospodarze po raz kolejny walili głową w mur, a goście dawkowali ataki, żeby ostatecznie oddać dwa jakże mordercze ciosy.
Cracovia i Pogoń Szczecin kończą 2. kolejkę PKO BP Ekstraklasy w zupełnie innych nastrojach. Pogoń po zwycięstwie nad „Pasami” ucieka z końca tabeli, a na jej miejsce spada klub z Krakowa. Oba zespoły weszły w to spotkanie z podobnym problemem, brak bramki w lidze. „Pasy” po prestiżowym remisie u mistrza Polski w Poznaniu czekały na pierwsze trzy punkty u siebie. Przy ul. Kałuży panowała jednak grobowa atmosfera w cieniu dramatu Filipa Marchwińskiego. Portowcy po falstarcie z Legią deklarowali jazdę do Krakowa po pełną pulę, lecz liczyli też na przerwanie passy bez trafienia, która przed meczem sięgała już ponad 320 minut.
Dwa nastawienia przed 2. kolejką
Cracovia do poniedziałku weszła z mieszanym nastrojem. Z jednej strony bezbramkowy remis z Lechem Poznań i słowa Bartosza Grzelaka o odwadze oraz team spirit dawały nadzieję, że „Pasy” są inną drużyną niż pod koniec poprzedniego sezonu. Z drugiej, tuż przed meczem klub ogłosił dramat Filipa Marchwińskiego. Zerwanie przeszczepu więzadła krzyżowego i przerwa na około 10-12 miesięcy. Nowy nabytek zdołał zagrać zaledwie jeden mecz ligowy w zespole z Krakowa, a już zaczęły przypominać się stare demony z Lecce. Prezes Murat Colak obiecał wsparcie dla Marchwińskiego, a piłkarze wybiegli w okolicznościowych koszulkach. Grzelak podkreślał też, że Pogoń w meczu z Legią „całkiem źle nie zagrała”, czyli szacunek dla rywala, ale też świadomość, że to nie będzie łatwy mecz.
Pogoń Szczecin jechała do Małopolski z ambicjami i nowymi twarzami. Lukas Willen miał wzmocnić środek obrony, a Darko Churlinov, po formalnej rejestracji, dać jakość w ataku. Maciej Wojciechowski przed wyjazdem mówił wprost: – Jedziemy do Krakowa po pełną pulę – wskazując jednocześnie na Ajdina Hasicia i jako kluczowych zawodników rywali. Adam Frączczak ostrzegał przed falstartem i brakiem argumentów ofensywnych po porażce z Legią 0:1. Portowcy chcieli grać odważnie, lecz wiedzieli, że na wyjeździe nie wystarczy deklaracja, trzeba przerwać passę bez gola, która ciągnęła się od 8 lipca.














