Klasyczna Cracovia gubi punkty u siebie. Pogoń pieczętuje zwycięstwo dwoma golami


"Pasy" i "Portowcy" zagrały poniedziałkowe starcie z głodem punktów. Wynik cieszy jednak tylko gości ze Szczecina

3 sierpnia 2026 Klasyczna Cracovia gubi punkty u siebie. Pogoń pieczętuje zwycięstwo dwoma golami

W poniedziałkowym zamknięciu weekendu PKO BP Ekstraklasy był upał, skwar, strzały, ale na pewno nie piłkarska uczta. Ostatecznie Cracovia uległa Pogoni 0:2. Wynik, który nikogo nie zachwycił i nie oddaje charakteru tego spotkania. Gospodarze po raz kolejny walili głową w mur, a goście dawkowali ataki, żeby ostatecznie oddać dwa jakże mordercze ciosy.


Udostępnij na Udostępnij na

Cracovia i Pogoń Szczecin kończą 2. kolejkę PKO BP Ekstraklasy w zupełnie innych nastrojach. Pogoń po zwycięstwie nad Pasami ucieka z końca tabeli, a na jej miejsce spada klub z Krakowa. Oba zespoły weszły w to spotkanie z podobnym problemem, brak bramki w lidze. „Pasy” po prestiżowym remisie u mistrza Polski w Poznaniu czekały na pierwsze trzy punkty u siebie. Przy ul. Kałuży panowała jednak grobowa atmosfera w cieniu dramatu Filipa Marchwińskiego. Portowcy po falstarcie z Legią deklarowali jazdę do Krakowa po pełną pulę, lecz liczyli też na przerwanie passy bez trafienia, która przed meczem sięgała już ponad 320 minut.

Dwa nastawienia przed 2. kolejką

Cracovia do poniedziałku weszła w mieszanym nastrojem. Z jednej strony bezbramkowy remis z Lechem Poznań i słowa Bartosza Grzelaka o odwadze oraz team spirit dawały nadzieję, że „Pasy” są inną drużyną niż pod koniec poprzedniego sezonu. Z drugiej, tuż przed meczem klub ogłosił dramat Filipa Marchwińskiego. Zerwanie przeszczepu więzadła krzyżowego i przerwa na około 10/12 miesięcy. Nowy nabytek zdołał zagrać zaledwie jeden mecz ligowy w zespole z Krakowa, a już zaczęły przypominać się stare demony z Lecce. Prezes Murat Colak obiecał wsparcie dla Marchwińskiego, a piłkarze wybiegli w okolicznościowych koszulkach. Grzelak podkreślał też, że Pogoń w meczu z Legią „całkiem źle nie zagrała”, czyli szacunek dla rywala, ale też świadomość, że to nie będzie łatwy mecz.

Pogoń Szczecin jechała do Małopolski z ambicjami i nowymi twarzami. Lukas Willen miał wzmocnić środek obrony, a Darko Churlinov, po formalnej rejestracji, dać jakość w ataku. Maciej Wojciechowski przed wyjazdem mówił wprost. „Jedziemy do Krakowa po pełną pulę”, wskazując jednocześnie na Ajdina Hasicia i Mateusza Klicha jako kluczowych zawodników rywali. Adam Frączczak ostrzegał przed falstartem i brakiem argumentów ofensywnych po porażce z Legią 0:1. Portowcy chcieli grać odważnie, lecz wiedzieli, że na wyjeździe nie wystarczy deklaracja trzeba przerwać passę bez gola, która ciągnęła się od 8 lipca.

Przegrzanie

Mecz rozpoczął się dość spokojnie w to upalne poniedziałkowe popołudnie. Oba zespoły z dystansem traktowały swojego rywala i czekały na dogodną sytuację. Po faulu na Hasiciu w 12. minucie meczu, Cracovia otrzymała rzut wolny jednak nie potrafiła go wykorzystać. Pogoń odpowiedziała w 16. minucie groźnym dośrodkowaniem w pole karne, ale zabrakło tam zawodnika Portowców, aby akcję zamknąć. Jednak był to zaczątek dominacji w ataku zespołu ze Szczecina. Świetną szansę miał Maciej Wojciechowski, który po wycofaniu w pole karne od Borgesa był bliski strzelenia w samo okienko bramki. Mimo to Pogoń wciąż nie była w stanie zatrudnić bramkarza gospodarzy do pracy, którego wyręczali obrońcy.

Szczególnie w oczy rzucała się jasna taktyka na ten mecz zespołu trenera Garcii. Pogoń szukała swoich szans skrzydłami z nadzieją na zaskoczenie linii defensywnej drużyny Cracovii, długą piłką na dobieg dla skrzydłowych. Upały jednak nie dawały o sobie zapomnieć i po „hydration break” Cracovia wróciła do tego spotkania z nową motywacją. W 36. minucie zespół trenera Grzelaka zaliczył groźnie wyglądające dośrodkowanie od Al-Ammiriego. Był to dopiero początek problemów Szczecinian.

Cracovia pod koniec pierwszej połowy podkręciła tempo i w odstępie nie całych 2 minut Selam oraz Zahiroleslam sprawdzili jak rozgrzany jest Valentin Cojocaru. Widać, że początkowy zapał Pogoni Szczecin gasł z każdą kolejną minutą. Trzeba przyznać, że Pasy obudziły się w tym spotkaniu nieco później od gości, ale to właśnie oni powinni zakończyć połowę z co najmniej jednym golem przewagi.

Głową w mur

Jak to w piłce przewrotnie bywa, drugą połowę z przytupem otworzyła Pogoń Szczecin. Niewykorzystane sytuacje Cracovii zemściły się szybciej niż tego oczekiwano. Zespół Pasów jeszcze nie zdążył dobrze wejść na murawę, a już Madejski musiał wyciągać piłkę z siatki po strzale ze skrzydła Borgesa. Mozolna taktyka Pogoni przyniosła w końcu zamierzony skutek, mimo że pod koniec pierwszej połowy utracili kontrolę nad spotkaniem.

Gol na 0:1 sprawił, że Portowcy zdusili całą motywację w zespole z Krakowa. Gospodarze szybko tracili piłkę i starali się przede wszystkim nie stracić gola. Trener Grzelak widząc jak jego zespół nie potrafi przejść z fazy obronnej do ataku, już w 55. minucie postawił na podwójną zmianę. Długo nie trzeba było czekać, żeby w 56. minucie Minchev po wejściu na boisko dostarczył dobrą piłkę w pole karne, ale Zahiroleslam skiksował i posłał piłkę daleko ponad bramkę. Jednak te zmiany dostarczyły świeżej krwi, której potrzebował zespół.

Cracovia

63. minuta. Tak blisko, a tak daleko. Sędzia podnosi chorągiewkę i marzenia o golu dla Pasów legły w gruzach. Cracovia po raz kolejny rozpoczęła oblężenie bramki rywala, ale nie potrafiła przekuć tego na pozytywny rezultat. Zahiroleslam, Klich i Hasić, oni próbowali, ale żaden z nich nie uszczęśliwił kibiców na trybunach. Nie można odmówić Cracovii walki o zmianę wyniku. Jednak wydawało się, że zawodnicy sami nie mają pomysłu jak ugryźć rywali. Po raz zespół Pasów musi obejść się smakiem. Trener Grzelak otrzymał poważne ostrzeżenie dotyczące formy jego zawodników w ofensywie. Kropkę nad i postawił gol w 97. minucie Mukairu, który na dobre zamknął to spotkanie.

Jedni odetchnęli, drudzy zgrzytnęli zębami

Cracovia zasłużyła na uznanie za charakter. Zwłaszcza w kontekście osobistego dramatu Marchwińskiego, który zawisł nad klubem jak smutna chmura. Grzelak po raz kolejny pokazał zespół zdyscyplinowany taktycznie, choć w ofensywie wciąż brakuje regularności. Hasić znów był postacią, na którą Pogoń musiała uważać. Harował nie tylko w ofensywie, ale przede wszystkim w defensywie. Wojciechowski miał rację co do jego jakości. Pogoń ma powód do frustracji. Zespół trenera Garcii był ekipą momentów, jednak wciąż można postawić obok Pogoni Szczecin mały plusik, za dowiezienie wyniku korzystnego, mimo tego, że rywal był lepszy w tym spotkaniu.

Na konferencji trener Garcia wspomniał, że według niego było to zasłużone zwycięstwo. Na pytanie o nieobecność Kamilia Grosickiego odpowiedział, że wynikało to jedynie z kontuzji, które wyniknęły w trakcie spotkania. Osobiście jest zadowolony z tego, ze tak doświadczony gracz jest w szatni Pogoni. Trener Grzelak nie podzielał opinii Garcii. Mimo to wyszedł do mediów rozczarowany wynikiem, bo gra dla niego nie miała większych zarzutów. „Okienko jeszcze jest otwarte […]. Pewnie wiele będzie się działo, u nas też”. Tymi słowami Grzelak podsumował brak Marchwińskiego i nieskuteczność ataku.

Pamięć spotkań, która znów wróciła

Na dwóch najwyższych szczeblach rozgrywek w Polsce, Pogoń i Cracovia zmierzyły się dotąd 50 razy. Bilans 22 zwycięstw Portowców, 16 „Pasów”, 12 remisów. Od powrotu Dumy Pomorza do ekstraklasy w bezpośrednich starciach górą byli Szczecinianie. W sezonie 2025/2026 Pogoń wygrała u siebie 2:1, w Krakowie padło 1:1. Teraz można dodać do tej historii kolejną stronę, a to dopiero początek ligowych zmagań dla obu ekip.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze