Kiedy wyjeżdżał do Włoch, nie sądził, że tak pokocha ten kraj. Choć pobyt w Italii wiązał się z wieloma wyrzeczeniami, postanowił zacisnąć zęby. Aż w końcu pojawił się w miejscu, w którym obecnie się znajduje. Postawa Łukasza Skorupskiego w dużej mierze przyczynia się do tego, że w końcówce sezonu fani w Bolonii mogą powoli odetchnąć z ulgą, uciekając spod topora kata.
Polski bramkarz, zmieniając w bieżącym sezonie AS Roma na słabszą Bolonię, dokonał jednego z najlepszych ruchów w swojej karierze. Dla niektórych być może krok w tył, lecz z perspektywy czasu był to mądry wybór, który obecnie uczynił go jednym z pewnych punktów nowego zespołu.
Ze Śląska do stolicy Włoch
Łukasz Skorupski urodził się 5 maja 1991 roku w Zabrzu. Śląskie miasto słynie oczywiście z jednego z najbardziej utytułowanych w polskich granicach klubu, Górnika Zabrze. Jednak nie tam młody bramkarz stawiał swoje pierwsze kroki. Od 1998 do 2003 roku biegał po murawie Pogoni Zabrze. Dopiero stamtąd przeniósł się do młodzieżowej szatni 14-krotnego mistrza Polski. Seniorską kadrę „Trójkolorowych” reprezentował od 2008 roku, choć często zaliczał jeszcze występy w Młodej Ekstraklasie. W rundzie wiosennej sezonu 2011 roku został wypożyczony do Ruchu Radzionków, z którym wówczas grał na zapleczu polskiej ligi. Po zakończeniu rozgrywek i dobrych występach otrzymał szansę debiutu w Górniku. Między słupkami w rodzimej ekstraklasie stanął 31 lipca tego samego roku. Dwa sezony wystarczyły, by po Skorupskiego zgłosiła się wielka… AS Roma.
Fakt faktem Skorupskim interesowały się różne kluby, lecz transfer do stolicy Włoch był kompletnym zaskoczeniem. Zdezorientowany przebiegiem sytuacji młodzian zgodził się polecieć do Włoch, by przejść testy medyczne. Po rozmowach z ówczesnym trenerem Górnika, Adamem Nawałką, oraz swoim menadżerem podjął się niebywałego wyzwania, podpisując kontrakt z gigantem Serie A. Na wariackich papierach wyleciał z nowym klubem na zgrupowanie, nie znając ani języka, ani też nie mając żadnej styczności z włoskim stylem życia.
Skazany na rzymską ławkę
I tak od 2013 roku u boku takich piłkarzy jak Francesco Totti, Daniel De Rossi, Miralem Pjanić czy Radja Nainggolan Skorupski poznawał ekipę „Giallorossich” od podszewki. Jednak ze względu na wiek i doświadczenie nie było mu dane figurować w kartach meczowych jako ten najważniejszy. Mając za rywali Bogdana Lobonta oraz zakupionego w tym samym czasie Morgana De Sanctisa, jego pozycja w bramce była zagrożona. Uświadomienie sobie, że jest w klubie zawodnikiem tylko rezerwowym z czasem zaczęło mu przeszkadzać. Cierpliwość ma swoje granice, a w ciągu dwóch lat zaledwie kilka razy otrzymał szansę na grę w podstawowym składzie. Trzeba było podjąć pewne kroki, które pokierowały go na wypożyczenie do o wiele słabszego Empoli.
Na Stadio Carlo Castellani Łukasz Skorupski z miejsca stał się ważnym ogniwem. Co więcej, aklimatyzację polskiemu bramkarzowi w nowym klubie ułatwiła obecność innego reprezentanta kraju, Piotra Zielińskiego. Różnica między małym miasteczkiem a włoską metropolią oraz atmosfera panująca w drużynie wpływały na grę Skorupskiego. W ciągu dwóch lat, od 2015 do 2017 roku, wystąpił w 66 spotkaniach, lecz niestety pobyt na wypożyczeniu zakończył się spadkiem do Serie B. Powrócił do Rzymu, by znów podjąć próbę walki o należyte miejsce pomiędzy słupkami.











