Chrobry Głogów przed wstrzymaniem rozgrywek z powodu pandemii wyglądał na zespół, który z każdym meczem coraz bardziej nabierał rozpędu. Niestety dla piłkarzy z Głogowa piłka nożna została zatrzymana na prawie trzy miesiące. Jak ta wymuszona przerwa wpłynęła na zespół z Dolnego Śląska? Przedstawiamy kilka wniosków po wczorajszym wyjazdowym spotkaniu „Pomarańczowo-czarnych”.
Dwumiesięczna przerwa była dla wszystkich zawodowych piłkarzy praktycznie jak wakacje pomiędzy sezonami. Z tą istotną różnicą, że przed wznowieniem rozgrywek piłkarze nie mieli możliwości rozegrania gier kontrolnych. Nikt nie wie, czego się można spodziewać po graczach po takiej długiej przerwie od gry w piłkę. We wczorajszym spotkaniu nie zabrakło walki tak z jednej, jak i drugiej strony. Obyło się również bez poważniejszych urazów.
Chrobry walczy
Chrobry we wczorajszym spotkaniu postawił przede wszystkim na walkę. Zespół, a zwłaszcza zawodnicy występujący w środku pola prezentowali grę, z jakiej w przeszłości słynął ich szkoleniowiec – Ivan Djurdjević. Walka o każdą piłkę, co często kończyło się faulem w środku pola. W ciągu 90 minut głogowski klub nazbierał 20 fauli na rywalach. Gospodarze nie byli dłużni, zbierając ich 15, co dobrze obrazuje charakter tego spotkania.
Chrobry Głogów był przy piłce przez 52% czasu gry. Można powiedzieć, że przeważał, chociaż wizualnie był to bardzo wyrównany mecz. Na wiosnę w dwóch pierwszych spotkaniach, kiedy „Pomarańczowo-czarni” odnosili zwycięstwa, to rywale mieli przewagę w posiadaniu piłki. Czy to oznacza, że Chrobry gra lepiej, gdy nie musi kontrolować piłki? Być może.
Wczoraj (pomimo statystyk) wielokrotnie piłkarze z Głogowa pokazywali, że mają problemy z utrzymaniem się przy piłce i skonstruowaniem składnej akcji. Przez większość czasu ograniczali się do indywidualnych prób środkiem pola lub też podania środkowych pomocników zatrzymywane były na 20. metrze od bramki rywala. Mogło to wynikać z długiej przerwy i braku gry, jednak niewątpliwie jest to element, który Djurdjević i jego zawodnicy muszą poprawić przed kolejnym spotkaniem.
Dobra gra napastników i brak skrzydeł
Przez całe spotkanie dobrze patrzyło się na współpracę dwójki napastników. Choć nie przełożyło się to bezpośrednio na bramkę, to należy ich wyróżnić, gdyż w przyszłości może to zaprocentować. Połączenie młodości z doświadczeniem, a więc Adriana Benedyczaka i Mikołaja Lebedyńskiego, wygląda naprawdę dobrze. Benedyczak przy Lebedyńskim rośnie z meczu na mecz. Wczoraj miał idealną okazję na zdobycie bramki na wagę trzech punktów, jednak w ostatniej chwili obrońca Stomilu zdążył wrócić na linię bramkową. 19-latek trafił prosto w niego…











