Korea Południowa trafiła pod walec. Brazylijski walec, który po prostu z wielką radością przejechał się po Koreańczykach. Brazylia z Neymarem w składzie pokazała, jak wielką mocą dysponuje. Jak potrafi odebrać rywalom jakiekolwiek chęci do gry i zabawić się z nimi. Jeśli „Canarinhos” w spotkaniu z Koreą chcieli postraszyć rywali, to udało im się to w 100%. Brazylia wygrywa w 1/8 finału 4:1.
Najbardziej wymownym obrazkiem dominacji Brazylii był karny wykonywany przez Neymara. To, z jakim spokojem wykonał on „jedenastkę” i jak ograł bramkarza, jest wręcz niesamowite. Niejednemu kibicowi już przypomniały się karne wykonywane poprzedniego dnia przez Roberta Lewandowskiego. Tylko że Neymar zrobił to z taką pewnością i uśmiechem na twarzy, jakby od początku do końca wiedział, że to strzeli. Brazylia wyszła na to spotkanie, jakby wiedziała, że to wygra. I nie było innej opcji.
Brazylia tańczyła sambę
Wysoka wygrana to jedno. Tak wysokie zwycięstwo może jednak trochę dziwić. W końcu to 1/8 finału. Wszyscy uznawali „Kanarki” za faworytów spotkania z Koreą, ale styl, w jakim to zrobili, był oszałamiający. Najgorsi koreańscy pesymiści nie mogli przewidzieć, że będą tak bezbronni i trafią do świata uśmiechniętych Brazylijczyków, którzy na Stadionie 974 będą się czuć jak na brazylijskich plażach.
Ta radość z gry, cieszynki, uśmiech z każdym kolejnym ośmieszeniem rywala. Brazylia się w tym meczu bawiła. Weszliśmy właśnie w post, ale w Doha dzięki popisom „Canarinhos” na boisku panował karnawał. Neymar i spółka zatańczyli sambę. Robili to nie tylko po zdobytych bramkach, ale także zabrali na niezłą lekcję tego tańca biednych Koreańczyków. Po to ogląda się futbol, aby cieszyć oko takimi zagraniami, zabawą. Brazylia grała z uśmiechem na ustach. Cieszyła się każdą minutą spędzoną na boisku.
Brazylia pokazała również, jak fantastyczna atmosfera panuje w zespole. Po raz kolejny można odwołać się do cieszynki po bramce, gdy Richarlison po skądinąd przepięknej bramce podbiegł do selekcjonera Tite i zatańczył z nim typowy brazylijski taniec. To było ukrócenie wszelkich pogłosek, że Brazylia jest podzielona. Reprezentacja kraju kawy w tym meczu była zjednoczona i niesamowicie mocna. Tańczyła, hulała, bawiła się, a futbol przy tym wszystkim był tylko dodatkiem. Przyznajemy, oglądało się to genialnie. Brazylijskie „Joga Bonito” w akcji.
Wrócił wódz
Jest taka scena w filmie „Jak zostałem gangsterem”, gdy Walden zwraca się do głównego bohatera „wodzu” – „Co robimy, wodzu?”. To jego powiedzenie przewija się w tym filmie wiele razy. Podobnie chyba jest w reprezentacji Brazylii, gdy koledzy z drużyny zwracają się do Neymara. Vinicius z Richarlisonem w tunelu chyba zapytali Neymara: „I co, gramy, wodzu?”. Wódz porozrzucał im parę piłek i w 30. minucie sprawa była załatwiona.











