Końcówka rodzimej ekstraklasy jak zwykle oprócz specyficznej dawki emocji przynosi sporą liczbę matematycznych działań. Liczy się kolejki, punkty, gole, bezpośrednie pojedynki, patrzy się na terminarz, analizuje potencjalne zdobycze. My postanowiliśmy zrobić to samo i pobawiliśmy się w prognozowanie wyników ostatnich dwóch kolejek T-Mobile Ekstraklasy.
Na samiutkim szczycie już wszystko jasne – mistrzostwo zgarnia Legia, tuż za jej plecami finiszuje poznański Lech. Jeżeli chodzi o Ligę Europy, to też chyba obejdzie się bez większych komplikacji. Oprócz wspomnianej dwójki to Śląsk i Piast zademonstrują swoją siłę na arenie międzynarodowej. I choć Polonia zachowała jeszcze teoretyczne szanse na czołową czwórkę, to trudno wierzyć w ekonomiczny cud przy Konwiktorskiej. Zresztą skoro teraz kibice muszą zbierać 6 tysięcy złotych na organizację ostatniej meczu ligowego „Czarnych Koszul”, to jakie byłyby koszty spotkań w LE?

Drużyna trenera Stokowca jest doskonałym łącznikiem między górą a dołem tabeli. I nie chodzi tu rzecz jasna o zajmowane miejsce, lecz o decyzję związkowych władz, według której Polonia nie dostanie papierów na granie w najwyższej klasie rozgrywkowej (a wiele wskazuje na to, że w I i II lidze też). Tym samym robi się nam arcyciekawie na dole, bo rzecz jasna w tejże sytuacji spada tylko jedna ekipa. Spoglądamy na ostatnie miejsca i widzimy duży kocioł. Teoretycznie spaść może jedna spośród aż pięciu drużyn. Jak wyglądają szanse każdej z nich?
Biorąc pod uwagę zgromadzone dotychczas punkty, nietrudno wywnioskować, że w najgorszej sytuacji jest Podbeskidzie. Jednak ostatnia wygrana „Górali” nad Lechem nie dość, że pozwoliła im na doskoczenie do uciekinierów ze strefy spadkowej, to jeszcze styl, w jakim tego dokonali (szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę teren, z którego wywieźli trzy punkty), wlał w serca sympatyków ekipy z Bielska-Białej dużą dawkę optymizmu. Podopieczni trenera Michniewicza teoretycznie mają wszystko we własnych rękach, bo zagrają z drużynami, które na wiosnę nie błyszczały formą. Najpierw podejmą Pogoń, a później pojadą po punkty do Łodzi. Dało się znaleźć łatwiejszy terminarz? Szczerze powiedziawszy – nie wierzę w spadek Podbeskidzia. Mimo że szczecinianie i łodzianie ostatnio wyglądają przyzwoicie, to wyczuwam w tym raczej ostatnie podrygi sezonu. „Górale” zdobędą w tych dwóch spotkaniach cztery punkty i zostaną w ekstraklasie.
Dalej mamy GKS, który ostatnio finiszuje niczym zawodowy sprinter. Jeśli przed chwilą prognozowałem utrzymanie Podbeskidzia, to czy w takim razie spada Bełchatów? Śmiem twierdzić, że nie. Po prostu nie wyobrażam sobie, żeby po takiej niesamowitej rundzie piłkarze tego zespołu mogli zlecieć do I ligi. Ale spójrzmy na fakty – terminarz „Brunatnych” można określić mianem średniego. U siebie powalczą z Jagiellonią, która zalicza zjazd po równi pochyłej, a także na wyjeździe z Piastem. O ile wynik pierwszego spotkania idzie łatwo przewidzieć, o tyle rywalizacja z gliwiczanami może być bardzo zacięta. Zakładam jednak, że remis jest w zasięgu podopiecznych Kamila Kieresia, i zapisuję na ich koncie potencjalne cztery punkty.











