Życie kibica Milanu nie jest usłane różami już od dobrych kilku lat. Obecny sezon momentami jest tylko tego potwierdzeniem – fatalny początek sezonu, szybka zmiana trenera. Chociaż Stefano Pioli nie miał łatwego zadania, to po wznowieniu rozgrywek w drużynie „Rossonerich” ewidentnie coś drgnęło. Jeśli AC Milan utrzyma wysoką formę do końca sezonu, może zagrać w Lidze Europy.Śmiało można powiedzieć, że gdyby nie straty poniesione na początku sezonu, AC Milan mógłby nadal uczestniczyć w walce o Champions League. Końcówka poprzedniego roku była jednakże bardzo słaba.
Nieudany eksperyment
Chociaż na pracę Gennaro Gattuso mało kto narzekał, nie wykonał on powierzonego mu planu, czyli awansu do Ligi Mistrzów. W związku z tym władze klubu podziękowały mu za współpracę. W jego miejsce zatrudniono Marco Giampaolo, który poprzednio prowadził Sampdorię Genua. Wybór ten okazał się zły – AC Milan grał brzydko, nieskutecznie, a co najważniejsze – nie punktował.
Giampaolo został zwolniony bardzo szybko, bo już po siódmej kolejce. Jego zespół zanotował w tym czasie trzy zwycięstwa oraz cztery porażki. Dawało to zatrważającą średnią 1,29 punktu na mecz oraz 10 „oczek” straty do Juventusu. Kluczowe okazały się trzy porażki z rzędu – z Interem, Torino oraz Fiorentiną. Wymęczona wygrana z Genoą 2:1 nie poprawiła jego sytuacji, więc Giampaolo szybko pożegnał się z posadą. Został tym samym najszybciej zwolnionym trenerem w historii klubu – pełnił tę funkcję przez zaledwie 111 dni.
Stefano Pioli w roli strażaka
W jego miejsce zatrudniony został Stefano Pioli. Był on dla włodarzy „Rossonerich” opcją rezerwową, ponieważ zanim zatrudnili byłego szkoleniowca Fiorentiny, kontaktowali się wcześniej z Luciano Spallettim. Na drodze stanął jednakże wciąż obowiązujący kontrakt Włocha z Interem Mediolan. Postawiono więc na Pioliego. Początki jego pracy nie należały do najłatwiejszych. Milan był bowiem w kompletnej rozsypce, a jego kibice należą do bardzo wymagających.











