Sielanka nie trwała zbyt długo. Hiszpańska prasa nie toleruje spokoju. Okładki dzienników muszą aż krzyczeć, muszą szokować. Jeśli piłkarze czy trenerzy nie dostarczają gorących tematów, samemu trzeba ich poszukać. Szkoda, że bardzo często owe tematy nie są wyszukane, ale najzwyczajniej w świecie wymyślone.
Już od samego ranka, gdy jeszcze dobrze nie przetrawiliśmy jajecznicy popitej aromatyczną kawą, zostaliśmy zaatakowani wiadomościami o rzekomym odejściu Jose Mourinho z Realu Madryt. Pewni hiszpańscy dziennikarze dogrzebali się ponoć do informacji o tym, że Florentino Perez ma już dość portugalskiego trenera i wypowie mu umowę, wypłacając tym samym 10 milionów euro odszkodowania. Takie informacje pojawiły się w radiu Onda Cero, a także kilku nocnych programach poświęconych hiszpańskiej piłce. Tutaj ciekawostka: o niczym takim nie wspominają dzisiaj ani „Marca”, ani „As”. To o tyle dziwne, że dwa największe madryckie dzienniki już od dłuższego czasu prowadzą kampanię anty-Mou. Dziennikarze obydwu gazet najchętniej wyrzuciliby z Estadio Santiago Bernabeu wszystkich Portugalczyków.
Czyżby miało się okazać, że nie tylko madrycka prasa doszukuje się tanich sensacji? Jose Mourinho nie cieszy się oczywiście na Półwyspie Iberyjskim zbyt dobrą opinią, jednak bardziej usadzeni w rzeczywistym świecie periodistas powinni zdawać sobie sprawę, że dla całego hiszpańskiego futbolu posiadanie „The Special One” na ławce trenerskiej Realu to olbrzymi przywilej. Kiedy „Mou” przybywał do Madrytu, wszyscy zacierali ręce, mając w pamięci niezliczoną ilość fenomenalnych konferencji prasowych z jego udziałem. Bardzo szybko pojawił się jednak problem. „Chcieliście wydymać Freda, to teraz Fred wydyma was”. Hiszpańscy dziennikarze nieco się zagalopowali. Myśleli, że będą mogli pogrywać sobie z Mourinho, a ten podkuli pod siebie ogon. Portugalczyk początkowo próbował z prasą walczyć, ale w końcu odpuścił. Nie, nie dał za wygraną. Z pełną świadomością odpuścił, wyznając zasadę „głupszemu należy ustąpić”.
Mourinho jest uwielbiany przez brytyjskie media. Sam Mourinho uwielbia Wielką Brytanię i to najprawdopodobniej będzie jego kolejny przystanek w trenerskiej karierze. Dlaczego tak jest? Ano dlatego, że żurnaliści w Anglii szanowali Mourinho, a Mourinho szanował ich. To dlatego na konferencji prasowej przed meczem z Manchesterem United Portugalczyk tak ochoczo odpowiadał na pytania. Pytania, które zadawali dziennikarze z Anglii. Jose nie ma dobrych relacji chyba z żadnym żurnalistą w Hiszpanii. Gdy przybyli goście z dworu królowej, Portugalczyk witał się z każdym poznanym w czasie pobytu w Chelsea dziennikarzem. Hiszpanie sami są jednak sobie winni. To im od samego początku nie pasował styl bycia byłego trenera Interu Mediolan. To jego wybrali na ofiarę i to na nim próbowali wieszać psy. Przegięli, kiedy Mourinho posłał na jedną z konferencji prasowych Aitora Karankę, a część dziennikarzy po prostu opuściła salę. Kilka dni później Mourinho już sam, jak zawsze pewnym krokiem i z ironicznym uśmiechem na twarzy, zjawił się w sali, jednak nie odpowiadał tym, którzy wcześniej olali Karankę. „Jeśli nie macie szacunku do Aitora, nie muszę z wami rozmawiać” – mówił do dziennikarzy „Asa” i „Marki”.










