El Clasico to mecz, który generuje zainteresowanie jak żaden inny. To mecz mogący być spokojnie określany mianem meczu roku. W końcu mierzą się przynajmniej w teorii dwa największe kluby na świecie. Mało kto wie, że w historii starć FC Barcelony i Realu Madryt swoją część mają wątki związane z Polską. Piłkarze, wierni i oddani kibice, a także przyśpiewki, które odnoszą się do Polaków to jedne z tych historii, które warto poznać. W hiszpańskich pojedynkach Polak to coś więcej niż tylko obywatel kraju, to punkt odniesienia w sporach kibiców obu klubów.
Pierwszy Polak w El Clasico, który nie był Polakiem
Zapewne w tym miejscu część z Was pomyśli: jak to, Polak nie będący Polakiem? Przecież to oksymoron. Otóż w historii obu tych klubów pojawia się ciekawa historia człowieka, który grał dla obu tych zespołów. Walter Rositzky, a więc piłkarz, o którym wzmianki pojawiają się już w 1911 roku za czasów gry w Barcelonie. Później zaczęły pojawiać się informacje o tym, jakoby miał występować również w barwach Realu. Jednak występy w tym drugim klubie oraz jego polskość należy poddać pewnej wątpliwości.
Mianowicie dlatego, że Rositzky przez lata był określany jako pierwszy Polak w Barcelonie, jednakże jego pochodzenie nie zostało nigdy oficjalnie udokumentowane. Z informacji jakie można znaleźć i wywnioskować po wpisaniu w przeglądarkę jego nazwiska to to, że urodził się w Niemczech i z powodzeniem występował na pozycji obrońcy i… pomocnika oraz napastnika. Co ciekawe, wystąpił w barwach FC Barcelony w 55 meczach i zdobył pięć goli. Natomiast w Realu Madryt rzekomo zdążył zagrać w 19 spotkaniach. Jego karierę wyhamowała I wojna światowa, kiedy to został zaciągnięty do Armii Cesarstwa Niemieckiego. Do jego osiągnięć możemy zaliczyć między innymi Puchar Króla zdobyty dwukrotnie, mistrzostwo Katalonii, a także puchar Pirenejów.
Według polskich historyków badających tę sprawę Walter miał posiadać francuski oraz austriacki paszport, natomiast sam miał być Polakiem lub Czechem, który poległ podczas wojny polsko-bolszewickiej. Pojawiały się także przypuszczenia, że miał on występować w barwach Le Havre AC, jednak władze klubu stanowczo zaprzeczyły tym mniemaniom.
Po zakończeniu wojny miał wrócić na chwilę do Madrytu w stopniu porucznika, jednak nie wznowił już kariery piłkarskiej. W 1920 roku osiedlił się na stałe w Hamburgu i prowadził sklep spożywczy przy ulicy Rotbuchensteig 54.
Polacy, którzy zasłynęli w klasyku
Oprócz wyżej wspomnianego Waltera na kartach historii El Clasico zapisało się kilku naszych rodaków. Jednym z tych, którego znają w Polsce wszyscy jest Robert Lewandowski. Najlepszy polski piłkarz wystąpił w barwach Barcelony 134 mecze strzelając 83 gole i notując 20 asyst. Polak to nie tylko maszyna do strzelania goli, ale też wszystko to, co dzieje się wokół niego generuje zainteresowanie. Tak samo było w Barcelonie. Na samej prezentacji Polaka była mniej więcej podobna liczba osób co na przedstawieniu Ronaldinho – to musi robić wrażenie. Dodatkowo, Polak był w pewnym momencie rekordzistą pod względem liczby sprzedanych koszulek. W pewnym momencie w oficjalnym sklepie kibica zabrakło nawet liter, przez co sprzedaż koszulek musiała być na chwilę przerwana. Lewandowski w El Clasico też błyszczał. W 10 spotkaniach w jakich wystąpił zdołał wpisać się na listę strzelców aż sześciokrotnie.
Pajor, Dudek i Szczęsny to też część tego wielkiego meczu
Nie można zapomnieć również o Wojciechu Szczęsnym, którego historia w Barcelonie jest jedną z ciekawszych w ostatnich latach. Polski bramkarz w sierpniu 2024 roku ogłosił zakończenie kariery, ale kilka tygodni później otrzymał telefon z Katalonii i postanowił wrócić do gry. Kontuzja Marca-André ter Stegena otworzyła mu drogę do bramki Barcelony, a Szczęsny wykorzystał swoją szansę. W sezonie 2024/2025 rozegrał 30 spotkań, zachowując 14 czystych kont. Jego doświadczenie i spokój pomogły drużynie w walce o trofea, a sam Polak z zawodnika, który miał jedynie zastąpić kontuzjowanego kolegę, stał się ważną postacią szatni. Historia Szczęsnego pokazuje, że w piłce nożnej czasem wystarczy jeden telefon, by napisać zupełnie nowy rozdział swojej kariery.

W kobiecej drużynie Barcelony swoją markę buduje z kolei Ewa Pajor. Polka po latach spędzonych w niemieckim Wolfsburgu trafiła do Katalonii i niemal od razu udowodniła, że jest napastniczką światowej klasy. Już w pierwszym sezonie zdobyła 43 bramki w 46 występach, stając się jedną z najważniejszych postaci ofensywy zespołu. W samej lidze hiszpańskiej strzeliła 25 goli i sięgnęła po koronę królowej strzelczyń. Pajor zapamiętamy przede wszystkim z instynktu pod bramką, świetnego wyczucia sytuacji i regularności, której może pozazdrościć jej wiele napastniczek. Jej transfer okazał się strzałem w dziesiątkę, a Polka szybko udowodniła, że potrafi odnaleźć się w jednej z najlepszych drużyn kobiecego futbolu na świecie.
Dudek nie miał łatwo
Nieco inną historię w barwach Realu Madryt napisał Jerzy Dudek. W przeciwieństwie do Szczęsnego nie miał okazji regularnie bronić dostępu do bramki Królewskich, ponieważ przez większość pobytu w klubie pozostawał zmiennikiem Ikera Casillasa. Do Madrytu trafił w 2007 roku po udanych latach w Liverpoolu, z którym wygrał Ligę Mistrzów. W ciągu czterech sezonów w Realu rozegrał zaledwie kilka oficjalnych spotkań, w tym dwa mecze ligowe. Choć statystyki nie robią wielkiego wrażenia, Dudek był ceniony za doświadczenie i profesjonalizm, a z klubem zdobył mistrzostwo Hiszpanii, Puchar Króla i Superpuchar Hiszpanii. W jego przypadku trudno mówić o wielkim wpływie na boiskowe wyniki zespołu, ale sam fakt, że po triumfie w Champions League z Liverpoolem trafił do jednej z największych drużyn świata, pozostaje ważnym punktem jego kariery. A z pewnością możliwość uczestnictwa w projekcie galaktycznego Realu zapamięta do końca życia.
Polskie zrzeszenia kibiców
Fan club Barca Polska. To oficjalna nazwa polskiej penyi FC Barcelony, czyli stowarzyszenie kibiców „Blaugrany”, które zostało oficjalnie zarejestrowane. Penya nr 1782 została zarejestrowana w 2005 roku. Ludzie, którzy stworzyli Fan Club zaczęli spotykać się już około 2004 roku w olsztyńskim pubie „eNKA”. Oglądali tam wówczas mecze hiszpańskiej LaLiga, wokół których zorganizowała się grupa, która doprowadziła do powstania polskiej penyi.
W 2024 roku FC Barcelona opublikowała dane dotyczące członków penyi na świecie. W owym roku klub informował, że w Polsce było ponad 1700 prawidłowo zarejestrowanych członków penyi. Polska należała więc do absolutnej czołówki pod względem liczby penyiści poza Hiszpanią.
Aguila Blanca to z kolei Polskie Stowarzyszenie Kibiców Realu Madryt. Co więcej – według samego stowarzyszenia Aguila Blanca była pierwszą oficjalną peną Realu Madryt w Polsce. Status oficjalnego fan clubu uzyskała po mniej niż roku działalności. To również oficjalna pena Realu. Do ich działalności należy:
- wspólne wyjazdy na mecze
- spotkania polskich madridistas
- konkursy
- zloty w różnych miastach Polski
- kontakty z madridistas z innych krajów
Stowarzyszenie zaznacza również, że mogą do niego należeć Polacy mieszkający poza Polską. W pierwszych sezonach byli wśród nich kibice z Wielkiej Brytanii, Irlandii, Kanady czy Norwegii.
Przyśpiewka, która może dziwić
To chyba jedno z najbardziej absurdalnych polskich wątków w historii El Clasico. Przyśpiewka „Es polaco el que no bote!” jest dość wymowna dla polskiej społeczności. Oznacza ona dosłownie „Kto nie skacze ten Polak!”. Tyle, że ona ma nie oznaczać niczego złego jeśli chodzi o Polaków. A więc kim jest „Polaco”?
W języku hiszpańskim słowo to oznacza oczywiście Polaka, ale w kontekście hiszpańskich kolokwializmów oznacza ono Katalończyków. Jest to pogardliwe i antykatalońskie określenie dotyczące nie tylko społeczności katalońskiej, ale i FC Barcelony. Jak przystało na relacje zwaśnionych klubów, kibice FC Barcelony nie pozostają dłużni. Kibice Barcelony śpiewają dosłownie „Lepiej być Polakiem niż hiszpańskim psem.”
Skąd takie określenie na Katalończyków?
Nie ma jednej, powszechnie potwierdzonej etymologii. Istnieje kilka hipotez. Jedną z nich jest okres rządów Francisco Franco, kiedy to Katalończycy trafiali do wspólnych koszar z innymi obywatelami Hiszpanii. Ze względu na odrębność kulturową i językową Katalończycy zostali uznani za kogoś, kto mówi niezrozumiałym językiem. Padło na język polski, który jest jednym z najtrudniejszych na świecie.
Druga z hipotez mówi, że podłoże jest historyczno-polityczne. Polska przez długi czas nie posiadała własnego państwa, ale zachowała język i tożsamość narodową. Katalończycy również przez kolejne dekady mieli silne poczucie odrębnej tożsamości i własnego języka, funkcjonując w ramach Hiszpanii. Według tej hipotezy „Polak” miał być więc historyczną analogią do narodu walczącego o zachowanie swojej odrębności.
Ciekawostka na koniec
Jeszcze 20 października 2026 roku podczas meczu Realu Madryt z Sevillą na Bernabéu ponownie było słychać:
„Polaco el que no bote”.
Kylian Mbappé najwyraźniej nie wiedział, co to znaczy. Kamery uchwyciły, jak Chendo, wieloletni działacz Realu, tłumaczył mu znaczenie słowa. Nagranie wywołało później dyskusję w Hiszpanii, ponieważ część odbiorców krytykowała sposób, w jaki Movistar+ potraktował antykataloński charakter przyśpiewki.










