Kolejne Gran Derbi przed nami. Tym razem atmosfera jest dużo spokojniejsza, bo Real nie podchodzi do tego spotkania, by za wszelką cenę go wygrać. Dlatego wypada skupić się również na innych meczach w 26. kolejce La Liga, w których będziemy świadkami choćby derbów Walencji.
Jak to się już w ostatnim czasie przyjęło, zmagania na hiszpańskich boiskach rozpoczniemy już w piątkowy wieczór. Naprzeciw siebie staną drużyny Getafe i Realu Saragossa. Wydaje się, że powinien być to mecz bez historii, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że gospodarzom w miarę dobrze wiedzie się na Coliseum Alfonso Perez, a do tego potrzebują punktów, jeśli naprawdę myślą o wywalczeniu miejsca w strefie europejskich pucharów. Niczego wielkiego jednak po tym spotkaniu nie oczekujemy. Drugi mecz 26. kolejki to już wspomniany absolutny hit – Gran Derbi na Estadio Santiago Bernabeu. O pojedynku „Królewskich” z „Blaugraną” piszemy jednak w osobnej zapowiedzi, do której oczywiście serdecznie odsyłamy.
Trzy mecze, na które trzeba zwrócić uwagę

Nie samym klasykiem Hiszpania stoi. Prawda jest taka, że w niewielu ludziach sobotnie Gran Derbi wzbudza większe emocje. Rezerwowy skład Realu, mecz w zasadzie o pietruszkę, ale El Clasico to ciągle El Clasico i porażka w nim zawsze boli. Nie jest to bynajmniej jedyne spotkanie, które sprawi, że dostaniemy wypieków na twarzy. W późny sobotni wieczór będziemy bowiem świadkami derbów Walencji, one też są czymś więcej niż zwykły mecz, w którym stawką trzy punkty. W porównaniu z początkiem sezonu sytuacja w tabeli drastycznie się odwróciła. „Nietoperze” przez bardzo długi czas przeżywały katusze, jednak teraz spisują się dużo lepiej. Tendencja odwrotna dotyczy „Żab”. Sezon 2012/2013 miał być drugim z rzędu, w którym ekipa z Ciutat de Valencia zaskoczy całą ligę i będzie plasować się w czołówce. Początek tylko utwierdzał w tym przekonaniu, jednak w tym momencie Lewantyńczycy przeżywają lekki kryzys. Dość powiedzieć, że w lidze nie wygrali od czterech spotkań. Na Estadio Mestalla nie będą jednak bez szans, bo Valencia będzie mocno osłabiona. Za kartki przeciwko Levante nie będą mogli zagrać Ricardo Casto, Ever Banega i Aly Cissokho, a kontuzja uniemożliwia występ Adilowi Ramiemu. Niestety również Juan Ignacio Martinez nie może powiedzieć, że wytoczy przeciwko lokalnemu rywalowi wszystkie działa. Te ofensywne powinny działać jak należy, bo do wyjściowego składu powróci prawdopodobnie Nabil El Zhar, jednak hiszpański trener może mieć problem z zestawieniem linii obronnej. Kontuzjowani są bowiem dwaj boczni defensorzy – Christian Lell i Pedro Lopez.
Czas przejść już do niedzielnych meczów, w których dwa z nich zapowiadają się iście pasjonująco. O 19:00 na La Rosaleda Malaga podejmie Atletico Madryt. „Los Boquerones” postawili się w niezbyt wygodnej sytuacji. Jest to o tyle dziwne, że podopieczni Manuela Pellegriniego mieli zadziwiająco dobry początek sezonu. Wówczas wszyscy eksperci prorokowali raczej walkę Andaluzyjczyków o miejsce w środku tabeli, a nie o Ligę Mistrzów. Forma ostatnimi czasy niestety została gdzieś zgubiona. Joaquin, Isco i reszta ferajny miewają co prawda dobre mecze, ale przeplatają je bardzo słabymi, dlatego tak wyraźnie po piętach zaczęły deptać im między innymi Valencia, Real Sociedad i Real Betis. Czy gości możemy stawiać w roli faworyta? Niby tak, niby nie. Na własnym obiekcie Andaluzyjczykom przytrafiają się czasem zaskakujące wpadki, ale z kolei Atletico nie najlepiej czuje się poza Vicente Calderon. To właśnie w spotkaniach wyjazdowych straciło do tej pory wszystkie punkty – aż dziewiętnaście. Diego Simeone będzie musiał ponadto poradzić sobie z brakiem Tiago Mendesa, który w meczu z Sevillą doznał złamania ręki. Więcej zmartwień Argentyńczyk jednak nie ma, a do starcia na La Rosaleda może podejść z olbrzymią wiarą w zwycięstwo, bo przecież w środku tygodnia „Los Rojiblancos” jakoś specjalnie się w pucharowej konfrontacji nie przemęczyli.












