Zagłębie Lubin ma za sobą całkiem udaną inaugurację nowego sezonu PKO Ekstraklasy. Po dwóch kolejkach z kompletem punktów zajmuje drugie miejsce w ligowej tabeli. Zespół Waldemara Fornalika został latem porządnie zasilony przez nowe twarze, ale to wciąż nie koniec wzmocnień. Ich ofensywa wygląda coraz lepiej, więc dla równowagi czas zadbać o defensywę. Mikkel Kirkeskov po ponad dwuletniej przerwie wraca na polskie boiska i podpisuje kontrakt do 2025 roku.
Dla 31-letniego duńskiego obrońcy jest to powrót na nasze rodzime podwórko. Przez niemal trzy sezony bronił barw Holsteinu Kiel, do którego dołączył z Piasta Gliwice. Na drugim stopniu rozgrywkowym w Niemczech rozegrał dokładnie 46 spotkań. Z zespołem ze Szlezwiku-Holsztynu otarł się również o awans do 1. Bundesligi w 2021 roku, lecz w barażach ostatecznie górowało 1. FC Koeln.
Doświadczonemu lewemu obrońcy wygasła umowa, która przestała obowiązywać z końcem czerwca tego roku. O jego podpis zabiegał również Śląsk Wrocław, ale ostatecznie wybór padł na Zagłębie Lubin.
Duński dynamit
Odkąd Mikkel Kirkeskov przeniósł się do Niemiec, mógł liczyć na dość regularne występy na zapleczu tamtejszej Bundesligi. W sezonie 2021/2022, pierwszym pełnym w nowych barwach, był pewnym elementem w składzie trenera Marcela Rappa. Przytrafiła się mu jednak kontuzja, która wyeliminowała go z gry na trzy miesiące. W minionej kampanii dla zespołu z Kilonii rozegrał 26 spotkań, w których zaliczył jedną asystę.
Polską ekstraklasę opuszczał jako jeden z lepszych bocznych obrońców ligi. Jakie wrażenie wywarł na niemieckich dziennikarzach? Z pomocą przychodzą nam Niklas Heiden i Matthias Hermann, reporterzy „Kieler Nachrichten”: – W Holstein Kiel Kirkeskov występował głównie jako lewy obrońca lub z konieczności lewy wahadłowy, gdy drużyna przechodziła na grę z trzema środkowymi obrońcami. Do jego zalet należy z pewnością solidna praca w defensywie. Mikkel nie jest jednak typem gracza, który stwarzałby duże zagrożenie pod bramką przeciwnika – słyszymy od pierwszego z nich.
Z powodu defensywnego usposobienia duńskiego zawodnika do jego zadań należała szczególnie destrukcja akcji rywali. I w tym Mikkel spisywał się całkiem nieźle. Od naszych kolegów z Kilonii słyszymy nawet, że z tego powodu dorobił się pseudonimu „Duński Dynamit”.












