W meczu zaległej 20. kolejki Primera Division Valencia rozgromiła Osasunę 4:0. Wszystkie bramki padły w ostatnich 25 minutach gry, a strzelali je tylko dwaj piłkarze – Jonas i Aduriz.
Gospodarze już w 1. minucie napędzili sporo strachu Andresowi Fernandezowi i kolegom biegającym przed nim – bardzo aktywni w ich polu karnym byli Pablo i Soldado, wymieniający piłkę na dużej szybkości. Atak przerwał jednak gwizdek sędziego – snajper „Los Ches” był na spalonym. Odpowiedź Osasuny nastąpiła w 5. minucie – Raul Garcia przeprowadził indywidualną akcję, ograł Tino Costę i soczystym uderzeniem z dystansu sprawdził umiejętności Guaity. W kolejnych minutach optyczną przewagę mieli miejscowi, ale nie potrafili jej udokumentować: najlepszą okazję po podaniu Pablo zmarnował Alba. Filigranowy obrońca próbował później zrehabilitować się za tę sytuację i popisał się niezłym przerzutem, ale Ricardo Costa, który mógł wykończyć go głową, był mocno spóźniony.

Na początku drugiego kwadransa na boisku nie działo się wiele – akcje co prawda w szybkim tempie przenosiły się z jednej bramki pod drugą, ale żadna z nich nie niosła za sobą szansy na skuteczne wykończenie. Większą atrakcją niż postawa zawodników był los Ricardo Costy, którego łuk brwiowy nagle zrobił się czerwony od krwi. Czyżby z piłkarzami z Nawarry na Estadio Mestalla przyjechał czarownik voodoo? Nie jest to wykluczone, ponieważ w 26. minucie doświadczony obrońca miał okazję na wykończenie akcji strzałem z dystansu, ale mimo iż był zupełnie niepilnowany, pomylił się dość haniebnie. Dużo, dużo lepiej w podobnej sytuacji po szarży prawym skrzydłem Damii uderzył Nino, ale i w tym przypadku piłka nie wpadła do siatki.
W 31. minucie po dynamicznym rajdzie Pablo w polu karnym przewracał się Jonas, ale zrobił to chyba wtedy, gdy zorientował się, że nie da rady skutecznie wykończyć dośrodkowania kolegi. Piłkarze obydwu drużyn owszem starali się i sporo biegali, ale w ich poczynaniach brak było dokładności czy dobrego pomysłu. Valencia była przy piłce zdecydowanie częściej, nie potrafiła jednak rozmontować dobrze dysponowanej, mimo braku Sergio, defensywy gości. Między 42. a 43. minutą Valencia miała kilka dobrych okazji – najpierw strzał Pablo został zablokowany, następnie Jonas starł się w walce o górną piłkę z bramkarzem rywala, a w końcu sytuację zmarnował Soldado, który po akcji Barragana nie był w stanie ani strzelić, ani nawet dokładnie przyjąć piłki. W końcówce pierwszej połowy poszarpali się Rami i Lekić. Serb stwierdził, że żółta kartka dla niego i potężnego Francuza to niesprawiedliwy wyrok, po gwizdku postanowił zatem wymierzyć rywalowi kuksańca (bo nie cios) w brzuch, za co oczywiście otrzymał czerwoną kartkę. I to była chyba najciekawsza „akcja” meczu.










