Długo w tym meczu nie działo się praktycznie nic. Ale wtedy do głosu doszedł Teodorczyk. W 88. minucie wyrównać mogla Korona, nie udało się, co wykorzystała Polonia, strzelając bramkę na 2:0. Polonia goni Legię, Korona nadal na dole tabeli.
Trener Ojrzyński znalazł w wyjściowej jedenastce miejsce dla dwóch kreatywnych pomocników, czyli Lecha i Janoty, którzy byli odpowiedzialni za rozegranie. Szkoleniowiec gości mógł wreszcie skorzystać z wracającego po pauzie Golańskiego. Z kolei trener Stokowiec nieco zaskoczył wystawieniem w bramce Sebastiana Przyrowskiego, który wydawał się jednorazowym zastępstwem dla Mariusza Pawełka w meczu w Bełchatowie. Do składu Polonii wrócił Kokoszka, który odcierpiał już karę po czerwonej kartce.

Od pierwszych minut Polonia ustawiła się bardzo głęboko, starając się przeprowadzać szybkie kontry po przejęciu piłki. Skoro gospodarze nie chcieli utrzymywać się przy piłce, to inicjatywę przejęła Korona, która szukała dośrodkowań na pole karne. Pierwszą ładną akcję zobaczyliśmy w 10. minucie – klepka Janoty z Sobolewskim zakończona strzałem tego drugiego tym razem nie przyniosła bramki dla przyjezdnych. Chwilę później w swoim stylu prawdziwą bombę posłał z rzutu wolnego Tomasz Brzyski, ale na posterunku był Małkowski. Pierwszy kwadrans minął niewątpliwie pod dyktando kielczan, którzy rzadko schodzili z połowy przeciwnika. Dopiero w 19. minucie pierwszą groźną akcje przeprowadziła Polonia za sprawą Dwaliszwilego, który popisał się ładnym rajdem, ale zabrakło mu decyzji o strzale. Kilka minut po tej akcji podobną szarżą popisał się Teodorczyk, ale jego uderzenie było bardzo niecelne. W 25. minucie na ładny strzał z dalszej odległości zdecydował się Janota, ale Przyrowski wykazał się swoimi umiejętnościami i sparował piłkę do boku. Trzy minuty po tej akcji na bramkę Polonii popędził Korzym, ale jego strzał trafił wprost w Przyrowskiego. W tej sytuacji lepszym wyborem był techniczny strzał w długi róg.
Gospodarze coraz śmielej zapędzali się pod bramkę przyjezdnych, ale brakowało ostatniego, kluczowego podania, które otwierałoby drogę do bramki. Całkowicie niewidoczny był Wszołek, który w ostatnich meczach nieco przygasł. Druga linia gospodarzy wyglądała… nie, nie wyglądała wcale. Po prostu jej nie było. Każda akcja przechodziła przez wbiegających bocznych obrońców bądź była rozpoczynana długim podaniem. Z kolei Korona starała się grać skrzydłami, a piłki nieźle rozdzielał Janota. Jednak mimo to jej gra nie kleiła się zbyt dobrze, choć to właśnie goście stworzyli więcej sytuacji do zdobycia gola. Ostatni kwadrans pierwszej połowy minął pod znakiem fauli i niedokładnych zagrań.
Pierwsze 45 minut było nieciekawe, rwane, smutne i bez wyrazu. Trudno oglądało się dwie defensywnie nastawione drużyny, którym brakowało pomysłu na rozegranie akcji. Jeśli któraś z drużyn była lepsza, to wskazałbym na Koronę, która przeprowadziła dwie niezłe akcje. Po tej Korzyma kielczanie powinni prowadzić, ale napastnik przyjezdnych strzelił wprost w Przyrowskiego.












