Pięć lat temu rywale w finale Ligi Mistrzów w Berlinie. Dziś oba kluby z niemałą zadyszką walczące o wyjście z kryzysu. Tak jak przed trzema sezonami prawdopodobnie bezpośrednia rywalizacja o pierwsze miejsce w grupie. W pierwszej włosko-hiszpańskiej bitwie o prym w grupie G Ligi Mistrzów lepsza okazała się Barcelona, pokonując w Turynie Juventus 2:0.
Mecz zespołów będących w dołku, toteż niedoskonałości w grze nie brakowało. Barcelona pokazała jednak znacznie więcej dojrzałości i właściwego reagowania na wydarzenia boiskowe, co zaprocentowało wreszcie wygranym spotkaniem przez „Dumę Katalonii” w Turynie. Po przegranym El Clasico wygrana piłkarzy Ronalda Koemana przeciwko „Starej Damie” bardzo wiele znaczy.
Mecz podtekstów
6 czerwca 2015 roku na Olympiastadion w Berlinie Barcelona pokonała Juventus, sięgając po raz piąty po klubowy Puchar Europy. Od tego czasu oba kluby weszły w nową dla siebie epokę. Żadnego ze strzelców goli dla Barcelony w tamtym meczu nie ma już w stolicy Katalonii, a Alvaro Morata, który zdobył wówczas jedyną bramkę dla „Juve”, w międzyczasie zdążył zagrać w obu najlepszych klubach z Madrytu oraz w Chelsea, zanim z powrotem trafił na Allianz Stadium.
Względem tamtego finału wydarzyło się bardzo wiele, ale oba kluby jeszcze niejednokrotnie przez ostatnie pięć lat staczały ze sobą zażarte i bardzo ważne bitwy. Dwa sezony po owym spotkaniu w Berlinie Juventus wyrzucił Barcelonę z rozgrywek Champions League po recitalu Paulo Dybali w pierwszym spotkaniu. „Blaugrana” po raz kolejny musiała obejść się smakiem, a piłkarze z Turynu w tamtym sezonie, po raz ostatni do dziś, zagrali w finale europejskich rozgrywek.
Kampanię później los złączył „Starą Damę” i „Dumę Katalonii” ponownie, tym razem jednak już w fazie grupowej. Wówczas lepsza okazała się drużyna z Katalonii, która na Camp Nou wygrała 3:0 (tym razem show innego Argentyńczyka), a w Turynie bezbramkowo zremisowała.
I rywalizacja z obecnego sezonu też miała mieć dodatkowy podtekst. Miała, bo w pierwszej jej odsłonie nie dojdzie do kolejnego pojedynku Messi – Ronaldo. Niemal dekada bitew o miano najlepszego w galaktyce w lidze hiszpańskiej, wcześniej także rywalizacja, gdy Portugalczyk jeszcze grał w Manchesterze United. Z dzisiejszego bezpośredniego pojedynku Ronaldo wykluczył kolejny pozytywny test na obecność koronawirusa, zatem na kolejną część rywalizacji argentyńsko-portugalskiej przyjdzie poczekać prawdopodobnie do grudnia.
Rewolucja względem El Clasico
Z czterech ostatnich spotkań Barcelona wygrała jedno. Czarne chmury nad Camp Nou sprawiły, że wczoraj Josep Maria Bartomeu złożył rezygnację z posady prezesa klubu. Słabe wyniki sportowe (w tym między innymi sobotnie przegrane 1:3 przez Barcelonę na Camp Nou El Clasico) sprawiły zaś, że Ronald Koeman nie oszczędzał zmian na spotkanie ze „Starą Damą”. Względem meczu z Realem Madryt doszło aż do pięciu rotacji w wyjściowej jedenastce.










