W pierwszym ćwierćfinałowym spotkaniu Copa del Rey Valencia pokonała u siebie Levante 4:1. W pierwszej połowie piłkarze obydwu drużyn skupili się na świetnej grze w piłkę, w drugiej – na wzajemnych faulach.
Gospodarze już od pierwszego gwizdka zdecydowanie przeważali. Najpierw Soldado fenomenalnie ograł rywali w narożniku boiska i był faulowany tuż przed polem karnym, a później dwukrotnie świetnie strzelał Pablo – albo czujny był rezerwowy golkiper Levante Keylor Navas, albo uderzenie było minimalnie niecelne. Goście dodatkowo stracili w 9. minucie jednego ze swoich lepszych graczy – Jose Barkero doznał naciągnięcia mięśnia – co tylko potwierdziło, że niełatwo będzie im osiągnąć dobry wynik w tym spotkaniu. Już chwilę później świetnie główkował Jonas, ale bramkarz gości ponownie popisał się kunsztem.

W drugim kwadransie gra nieco się uspokoiła, Levante starało się nieco szarpać, ale bez większego skutku. Chwilowe przejęcie inicjatywy przez gości chyba rozkojarzyło Javiego Ventę, który niefrasobliwie stracił piłkę w okolicach środka boiska. Piatti pomknął z piłką do przodu i zagrał do Pablo, a ten świetnym prostopadłym podaniem oddał ją Jonasowi – Brazylijczyk świetnie wyczuł linię spalonego i pewnym strzałem pokonał Navasa. 1:0 dla Valencii, a strzelec nie chciał być gorszy od Ronaldo czy Abidala i odtańczył wraz z kolegami pląsy do piosenki „Ai se eu te pego”. Chwilę później najpierw Jonas, a później Rami mogli podwyższyć wynik, ale uderzali niecelnie.
Co nie udało się Brazylijczykowi i Francuzowi, zrobił Roberto Soldado, który z zimną krwią wykorzystał kolejny błąd Javiego Venty i z pierwszej piłki uderzył na bramkę. 2:0! Po strzelonej bramce Valencia w dalszym ciągu nacierała, a Levante tylko z rzadka kontratakowało. Ale za to jak! W 37. minucie gracze Juana Martineza utrzymali się przy piłce na lewej stronie, Junafran dośrodkował, Pallardo zgrał, a Arouna Kone bez zastanowienia kopnął piłkę. Klasyczny siatkorwacz zza pola karnego, niemal w okienko! 2:1! Kiedy już wydawało się, że usilne starania gospodarzy ku podwyższeniu wyniku spełzną na niczym, ponownie genialnym podaniem popisał się Pablo, a Piatti elegancko wpakował piłkę do siatki, dostając w tzw. międzyczasie kosę od Keylora Navasa.
W drugiej połowie okazało się, że to Kostarykanin ucierpiał bardziej niż mikry Argentyńczyk, w efekcie czego między słupkami zastąpił go Munua. Przez dobrych kilkanaście minut ani on, ani jego vis-a-vis, Diego Alves, nie mieli zbyt wiele do roboty – choć trudno powiedzieć, by obydwa zespoły schowały się za podwójną gardą, sytuacji podbramkowych brakowało. Strzelić celnie na bramkę udało się dopiero Antonio Barraganowi po dobrych 10 minutach drugiej połowy. Później niezłą sytuację na strzelenie gola kontaktowego miał Xavi Torres, który świetnie uderzył z rzutu wolnego, mocno podkręcając piłkę.












