Czy można sobie wyobrazić, by takie kluby jak Real Madryt, FC Barcelona, Manchester United czy choćby Bayern Monachium rozgrywały swoje mecze… w II lidze? Albo, czy tacy piłkarze jak Leo Messi lub Cristiano Ronaldo, jedni z najlepszych na świecie, mogliby się całkowicie stoczyć na dno? Tym oto wstępem chciałbym rozpocząć cykl publicystyczny zatytułowany „Wielcy nieobecni”, który co jakiś czas będzie pojawiał się na łamach portalu. A jako pierwsza otwiera go drużyna Leeds United. Lecz na początek krótko o temacie rozważań.
Piłka nożna jest jedną z najbardziej popularnych dyscyplin sportowych na świecie. Miliony ludzi każdego dnia śledzi poczynania swojej ulubionej drużyny, swojego ulubionego piłkarza. Nic więc dziwnego, że piłka nożna potrafi połączyć kibiców na całym świecie. Z kolei jej główną cechą jest nieprzewidywalność. To ona powoduje, że nic nigdy nie jest pewne, niszczy wszelkie statystyki, wywołuje łzy, by chwilę później wyrysować uśmiech na naszych twarzach. Jest również świetnym przykładem na to, jak sukces może przerodzić się z dnia na dzień w porażkę i odwrotnie.
Futbol idealnie obrazuje to, jak na przestrzeni lat kluby sportowe, które odnosiły niegdyś sukcesy, zajmowały miejsca na szczycie tabel oraz imponowały grą w europejskich pucharach, teraz toczą bój w niższych klasach rozgrywkowych. Podobnie sprawa wygląda z piłkarzami, którym wróżono wielkie kariery, lecz z pewnych przyczyn nie udźwignęli ciężaru oczekiwań. W efekcie, słuch o nich zaginął. „Wielcy nieobecni” to cykl poświęcony właśnie tym klubom oraz zawodnikom, zapisanym na kartach historii, którym delikatnie mówiąc, powinęła się noga. Pora, by do nich wrócić…
Leeds United. Droga do wiecznej chwały

Leeds United. Angielski klub, który jeszcze niecałe dwie dekady temu potrafił stawić czoła najsilniejszym zespołom Europy. Dotarłszy do półfinału Pucharu UEFA, gdzie musieli uznać wyższość Galatasaray Stambuł, rok później przebojem z trzeciego miejsca ligowych zmagań zawładnął elitarną Ligą Mistrzów. Tak jak Chorwacja na mistrzostwach świata w Rosji – dzięki swojej grze i walce do samego końca zyskała rzesze fanów w każdym zakątku globu – tak na przełomie 2000/2001 roku wszyscy delektowali się grą piłkarzy „The Whites”. W niesamowitym stylu przeszli długą i niezwykle wyczerpującą drogę.
Na początek przystawka, którą była drużyna TSV 1860 Monachium. Wyeliminowanie Niemców w trzeciej rundzie kwalifikacyjnej to tylko czysta formalność. Losowanie grup w pierwszej fazie nie było raczej szczęśliwe dla podopiecznych Davida O’Leary’ego. FC Barcelona i AC Milan to bezkonkurencyjni faworyci piłkarskiej potyczki. Jedynie z tureckim Besiktasem Stambuł można było powalczyć o 3. miejsce, będące pocieszeniem w postaci dalszej gry w Pucharze UEFA. Rzeczywistość okazała się początkiem pięknego snu zawodników Leeds.
Niespodziewanie zajmują 2. miejsce ustępując Milanowi, a degradując wielką Barcę oczko niżej. Awans do kolejnej rundy fazy grupowej podniósł „Pawie” na duchu. Nawet takie zespoły jak Real Madryt, Lazio Rzym czy Anderlecht Bruksela musiały się nieźle napocić, by powstrzymać rozpędzone niczym pociąg Leeds. Zespół Irlandczyka ponownie zajmuje drugie miejsce, tuż za Realem i może cieszyć się z gry w ćwierćfinałach. Zwycięstwo nad Deportivo La Coruna, przekonywujące w pierwszym spotkaniu, wyparło porażkę w meczu rewanżowym. I to „The Whites” znajdują się w półfinale. Tutaj droga usłana różami niestety się zakończyła. Mimo bezbramkowego remisu u siebie, odwetowe starcie w wykonaniu Valencii sprawiło, że to koniec pięknego snu ekipy z Leeds. W następnych latach Champions League zespołu z Elland Road już nie ujrzała.












