Daniel Bielica został nowym piłkarzem Portsmouth. Po wielu dniach negocjacji, zwrotów akcji i odrzucanych ofert angielski klub w końcu osiągnął porozumienie z NAC Breda, sprowadzając polskiego bramkarza do Championship. Dla 27-latka to kolejny ważny krok w karierze i szansa na pokazanie się w jednej z najbardziej wymagających lig Europy. Sam transfer przez długi czas stał pod znakiem zapytania, ponieważ holenderski klub konsekwentnie odrzucał kolejne propozycje i nie chciał rozstawać się ze swoim podstawowym golkiperem.
Długie negocjacje zakończone sukcesem
Saga transferowa trwała praktycznie przez cały lipiec. Portsmouth najpierw złożyło dwie oferty za Polaka, jednak obie zostały odrzucone przez NAC Breda. Holenderskie media informowały nawet, że klub z Bredy początkowo nie zamierzał w ogóle siadać do rozmów, mimo że sam Bielica nie ukrywał chęci przeprowadzki do Anglii. Dopiero po kolejnych kontaktach między stronami stanowisko NAC zaczęło się zmieniać i ostatecznie udało się wypracować kompromis satysfakcjonujący obie strony.
Kwota transferu wyniosła około 600 tysięcy euro. To zakończenie wielotygodniowej historii, która jeszcze niedawno wydawała się zmierzać donikąd. Portsmouth nie zrezygnowało jednak z walki o Polaka, uznając go za jeden z priorytetów na pozycję bramkarza.
Dwa sezony w NAC Breda – od wielkiego wejścia do trudniejszych momentów
Daniel Bielica trafił do NAC Breda latem 2024 roku z Górnika Zabrze. Już od pierwszych spotkań wywalczył miejsce między słupkami i szybko udowodnił, że jest bramkarzem gotowym do gry na poziomie Eredivisie. Pierwszy sezon w Holandii był dla niego bardzo udany. Polski golkiper należał do najmocniejszych punktów beniaminka i zbierał pochwały za swoją grę. Dobre występy sprawiły, że zaczęto mówić o nim jako o jednym z ciekawszych bramkarzy ligi.
Drugi rok okazał się znacznie trudniejszy. NAC Breda coraz mocniej uwikłało się w walkę o utrzymanie, a problemy całej drużyny odbijały się również na notach bramkarza. Bielica wciąż potrafił rozgrywać znakomite mecze i popisywać się efektownymi interwencjami, ale zdarzały mu się także słabsze występy. Ostatecznie nie zdołał uchronić zespołu przed spadkiem z Eredivisie, choć trudno było wskazywać go jako jednego z głównych winowajców niepowodzenia.
Mimo degradacji jego pozycja na rynku transferowym nie osłabła. Wręcz przeciwnie – dla klubów z zaplecza Premier League był zawodnikiem sprawdzonym w silnej lidze, dysponującym odpowiednimi warunkami fizycznymi i doświadczeniem.











