Starcie 14. kolejki PKO BP Ekstraklasy pomiędzy Widzewem a Wartą zakończyło się remisem. Choć to Widzew niesamowicie dominował na boisku, nie udało mu się pokonać bramkarza gości. Warta udowodniła, że lepiej radzi sobie w delegacji niż u siebie.
Widzewiacy chcieli kontynuować dobrą passę meczów domowych. W tym sezonie w Sercu Łodzi radzą sobie oni co najmniej przyzwoicie. Na pięć rozegranych spotkań zanotowali cztery zwycięstwa, a jedyną drużyną, która zdołała wywieźć z Piłsudskiego komplet punktów, był będący rewelacją tego sezonu Śląsk Wrocław. Podopieczni Daniela Myśliwca mimo wielu stworzonych sytuacji nie byli w stanie tego popołudnia strzelić gola. Trzy punkty pojechały tym samym do Wielkopolski.
Niesamowita dominacja
Gdy spojrzy się na statystyki z tego spotkania, trudno uwierzyć, że Widzew był drużyną pokonaną. Łodzianie byli w posiadaniu piłki przez 72% czasu gry. W sumie oddali aż 21 strzałów na bramkę Grobelnego, pięć z nich było celnych. Podopieczni Myśliwca trzynastokrotnie wykonywali rzuty rożne i wymienili ponad dwa razy więcej podań od rywali. Goście za to mogą pochwalić się… jednym strzałem w meczu, który zakończył się golem. Skuteczność godna pozazdroszczenia, podopieczni Szulczka przez większość czasu musieli bowiem grać w głębokiej obronie i przeszkadzać w grze „Czerwono-biało-czerwonym”. To udawało im się znakomicie, co nagrodzone zostało ważnym zwycięstwem na trudnym terenie. Można więc powiedzieć, że „Zieloni” mają patent na mecze przy al. Piłsudskiego. Przypomnijmy, że w marcu tego roku pokonali już widzewiaków na wyjeździe 2:0. Za to Widzew musi zastanowić się, co poszło nie tak. Okazji do zdobycia gola było aż nadto, a żadna z nich nie została wykorzystana. Szansa na rehabilitację już w środę. RTS w ramach Pucharu Polski na wyjeździe zmierzy się z drugoligową Wisłą Puławy.











