Polonia Warszawa uległa na własnym stadionie Widzewowi Łódź 1:2. Jest to pierwsza porażka polonistów przy Konwiktorskiej 6 w tym sezonie.
Na początku spotkania nic nie wskazywało na to, że wynik do przerwy będzie tak jednostronny. Oba zespoły grały na dość wyrównanym poziomie. Poziom Polonii jednak stopniowo spadał. Zajmijmy się pierwszym kwadransem. Tutaj gra „Czernych Koszul” jeszcze jakoś wyglądała, ale jeśli chodzi o groźne sytuacje, to nie było praktycznie żadnej.

To zmieniło się w 16. minucie spotkania. Wtedy to Michał Gliwa próbował złapać mocno bitą piłkę. Sztuka ta nie udała się młodemu golkiperowi „Czarnych Koszul” i bezpańska piłka została uderzona głową przez Dhifallaha. Futbolówka wpadła do bramki, a Polonia powoli zaczynała się sypać. Dwie minuty później prowadzenie można było podwyższyć. Tym razem w pole karne gospodarzy dośrodkował Dudu, a strzał Dhifallaha został zablokowany. W 21. minucie jedną z niewielu sytuacji miała Polonia, gdy po groźnym strzale Caniego piłka poleciała tuż obok słupka bramki Mielcarza.
Ostatni kwadrans był jeszcze gorszy dla podopiecznych Jacka Zielińskiego. Najpierw Marcin Kaczmarek został dopuszczony do pola karnego Polonii i w doskonałej sytuacji fatalnie przestrzelił, a chwilę później po świetnym strzale Dudu piłka przeleciała kilka centymetrów obok słupka. Organizacja Polonii była w coraz gorszym stanie, co poskutkowało kolejną bramką dla Widzewa. Był to gol nieprzeciętny, gdyż jego zdobywcą był piłkarz Polonii, Tomasz Brzyski. Obrońca „Czarnych Koszul” chciał naprawić błąd kolegi z formacji, Marcina Baszczyńskiego, wybijając piłkę. Futbolówka niefortunnie poleciała w stronę bramki Gliwy, który nie zdołał jej złapać. Po chwili znalazła się w bramce i Polonia przegrywała już 0:2. Polonia miała jeszcze okazję do zniwelowania straty, ale dogodnych okazji nie wykorzystali Cani i Szultes. Z kolei z drugiej strony z pięciu metrów przestrzelił Ukah, który zaprzepaścił szansę na podwyższenie prowadzenia i gospodarze schodzili do szatni z dwubramkową stratą.
Druga połowa spotkania podobnie jak pierwsza została rozpoczęta mało ciekawymi sytuacjami. Dopiero po dziesięciu minutach okazję miał Okachi, ale dobre wyjście Gliwy zażegnało niebezpieczeństwo. 60 sekund później z dystansu ładnie uderzał Dudu, a piłka przeleciała tuż nad poprzeczką. Swoje szanse mieli także poloniści. Najpierw Szultes dobrze dośrodkował w pole karne, a w piłkę nie trafił czysto Wszołek, a później po kolejnym dośrodkowaniu Czecha futbolówkę tuż przed Dwaliszwilim wyłapał Maciej Mielcarz.












