Wydawało się, że Warta Poznań jest niezatapialna. Choćby spadły na nią wszystkie nieszczęścia świata, to i tak się podniesie i utrzyma się w lidze. Dawid Szulczek zawsze coś wymyśli, jakoś to poukłada i uratuje. Tak było jeszcze kilka tygodni temu, ale sytuacja trochę się zmieniła. Już nie jest tak kolorowo, a „Zieloni” sprawiają wrażenie mocno zagubionych w ostatnich tygodniach. Utrzymanie nie jest już tak oczywiste jak kilka tygodni temu.
13. miejsce w tabeli i tyle samo punktów co znajdująca się w strefie spadkowej Puszcza. Niby nie jest tragicznie, ale to jest chyba moment, w którym trzeba bić na alarmach. Bo Warta Poznań nie punktuje ani nie gra tak, żeby pomyśleć, że zaraz się odkuje. A przecież osłabiona na początku sezonu jako tako punktowa,ła i miało być już tylko lepiej. Przeprowadzono transfery, był czas na wprowadzenie nowych rzeczy i nic to nie dało. Daria Zawiałow na najnowszym albumie Taco Hemingwaya śpiewa: „Czemu zawsze od komedii romantycznej jest tak blisko w twoim życiu do horroru”. Mamy wrażenie, że z Wartą jest podobnie. Miało być już tylko lepiej, a jest mała kraksa.
Warta Poznań przegrywa kolejne spotkanie
Trzy porażki z rzędu to jeszcze nie dramat, zwłaszcza w przypadku takiej Warty, która powiedzmy to sobie szczerze, nie ma wielkich ambicji. Tragedia się nie stała po porażkach z Lechem i Zagłębiem. Te porażki można by nawet wkalkulować przed sezonem. Śląsk też jest zaskakująco mocny. Tu chodzi jednak o beznadziejny styl tych porażek. To była kiła i mogiła w wykonaniu Warty.
To były dramatyczne spotkania w wykonaniu Warty. Niemrawe derby Poznania z Lechem i siódma porażka z rzędu z Lechem. Już pomińmy kwestię gospodarza. Znamy jakość Lecha, ale „Zieloni” nie istnieli w tym spotkaniu. To były chyba najgorsze derby w wykonaniu zespołu Dawida Szulczka. Zawsze przegrywa, ale po walce. To nigdy nie były mecze jednostronne, a tu wyglądało, jakby Warta poddała ten mecz jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Dwa strzały celne, 34% posiadania piłki i brak animuszu w akcjach ofensywnych.











