Tymoteusz Puchacz wrócił do reprezentacji Polski. Rozbrat lewego obrońcy z kadrą trwał niecałe dwa lata. Ostatniego występu najlepiej wspominać nie będzie, bowiem porażka ze Szkocją w listopadzie 2024 roku przesądziła o spadku w Lidze Narodów UEFA. Dziś wrócił na mecz ze Szwecją. Skandynawowie pokonali naszą reprezentację 3:1, boleśnie punktując jej słabe strony. O dobrej grze podopiecznych Jana Urbana możemy mówić jedynie w kontekście ostatniego kwadransu pierwszej połowy. Potem wszystko wróciło do normy. 27-latek pokazał się kilka razy z dobrej strony, ale raczej nie schodził z boiska w poczuciu dobrze wykonanego zadania.
Tymoteusz Puchacz zawsze będzie w centrum uwagi
Tymoteusz Puchacz ma na koncie 16 rozegranych meczów z orzełkiem na piersi. Bilans: 6 zwycięstw, 4 remisy i 6 porażek. Lewego obrońcy z wybitnej gry w naszej kadrze nie zapamiętamy. Puchacz jest postacią unikatową – bardzo bezpośrednią, słynącą z aktywności w mediach społecznościowych, z łatką „atmosferowicia”, której niełatwo się pozbyć.
Oczy fanów, dziennikarzy, obiektywy kamer już naturalnie kierują się w stronę wychowanka Lecha Poznań. Żaden ruch im nie umknie. Czy mówi żart, czy trzyma Biblię pod pachą, podpisuje autografy, czy odmawia obdarowania kibica koszulką. Działania pozaboiskowe, którymi Puchacz zapracował na taką, a nie inną opinię, przekładają się również na to, że na boisku częściej zwraca się na niego uwagę. Przeciwko Bośni i Hercegowinie nie zagrał, ze Szwecją Jan Urban nominował go do wyjściowej jedenastki.
Puchacz w centrum eksperymentów Jana Urbana
Mecz na Narodowym graliśmy w eksperymentalnym ustawieniu, z czwórką obrońców. Na lewej stronie wystawiony został Jakub Kiwior, zmieniono go Przemysławem Frankowskim. Żaden z nich nie jest nominalnym lewym obrońcą. Gdybyśmy grali w Football Managera, wystawili któregoś z tych panów na tę pozycję, od razu to miejsce zaświeciłoby nam się na żółto-zielony kolor ze zdecydowanie większą domieszką żółci. I zapewne poczulibyśmy konsekwencje takiej, a nie innej decyzji. Jan Urban miał takie szczęście, że Bośnia i Hercegowina nie kwapiła się specjalnie do ofensywnej gry, relatywnie rzadko pozwalała sobie nawet na wyjście z kontratakiem, a okazji przecież parę było. Graliśmy mecz z przeciętną reprezentacją.
Tutaj prosiło się o wystawienie Tymoteusza Puchacza, który dużo lepiej wie, jak grać na lewej obronie niż środkowy obrońca (Jakub Kiwior) czy wahadłowy (Przemysław Frankowski). Co więcej, Sabah Baku gra czwórką, więc Puchacz jest przyzwyczajony do takiego, a nie innego systemu. Urban miał jednak inny pomysł. Na Szwecję wróciliśmy do trójki obrońców, Tymoteusz Puchacz został wystawiony na lewym wahadle, a przed nim, na skrzydle, znalazł się Nicola Zalewski.
Można było odnieść wrażenie, że wystawienie obu tych panów w takiej konfiguracji uniemożliwiało wykorzystanie pełni możliwości i Puchacza, i Zalewskiego. Współpraca tej dwójki pozostawiała wiele do życzenia. Boleśnie punktował to Patrik Walemark, konstruując kontry i ataki, z łatwością wbiegając za plecy jednego i drugiego, bez trudu wchodząc w pole karne, egzekwując kapitalne wrzutki. Zresztą, nie przypadkiem jedna z nich zakończyła się bramką dla Szwedów.
Kryzys na lewej obronie, dziwne pomysły Jana Urbana, średnia współpraca Tymoteusza Puchacza z Nicolą Zalewskim
Na Szwedów zarówno Tymoteusz Puchacz, jak i Nicola Zalewski zostali wystawieni za wysoko. Odważniejsza gra ze strony i jednego, i drugiego nie była możliwa. Po pierwsze, na swojej stronie mieli Patrika Walemarka, po drugie, za nimi półlewym obrońcą był Jakub Kiwior, który w biało-czerwonych barwach nie daje gwarancji bezpieczeństwa. Więcej o kryzysie po lewej stronie formacji obronnej pisaliśmy tutaj.
Sam powrót Tymoteusza Puchacza do reprezentacji był przeciętny. Nie można odmówić mu paru niezłych ofensywnych akcji w pierwszej połowie, dobrze wyglądających wrzutek, swego rodzaju nieustępliwości, ale w defensywie, w fazach przejściowych do obrony, defensor Sabahu Baku najzwyczajniej w świecie sobie nie radził. Wynika to poniekąd z charakterystyki jego gry.
Kiepsko w defensywie, lepiej z przodu. Puchacz był bliski zawalenia gola
Dobrze było to widać w czwartej minucie spotkania. Patrik Walemark ma ogrom przestrzeni na swojej stronie, obrona reprezentacji skondensowana w centralnej części pola karnego.

Szwed z łatwością wchodzi w głąb, przekłada Puchacza, ratuje nas interwencja Marcina Bułki – gdyby nie to, Puchacz zawaliłby gola już w pierwszych minutach spotkania. Złe ustawienie, zła reakcja, ominięcie przez Patrika Walemarka. Nie najlepiej się to dla piłkarza mistrza Azerbejdżanu ułożyło.
Tymoteusz Puchacz wyglądał dobrze, gdy reprezentacja Polski atakowała i pokazywała pazur. Miało to miejsce w ostatnim kwadransie pierwszej połowy. Dobrym pomysłem było zagranie piłki w pole karne w 36. minucie spotkania, nie było jednak nikogo w jedenastce, by to zamknąć. Finalnie ta akcja zakończyła się całkiem niezłym strzałem z dystansu Przemysława Wiśniewskiego. Minutę później, świetna wrzutka na głowę Mateusza Żukowskiego, ale napastnik Magdeburga uderzył prosto w ręce świetnie dysponowanego Viktora Johanssona.
Zmęczenie, żółta kartka i opuszczenie boiska po godzinie gry
Druga połowa w wykonaniu Tymoteusza Puchacza była już słabsza. Wyglądał na zmęczonego gonieniem za Patrikiem Walemarkiem, rzadziej widzieliśmy go z przodu. Został zmieniony w 65. minucie przy stanie 2:1 dla Szwecji. Zamienił go Przemysław Frankowski.
Czy ten mecz był jednoznacznie katastrofą Tymoteusza Puchacza? Absolutnie nie. Pokazał, że są elementy gry, w których może być użyteczny. Nie jest piłkarzem uniwersalnym, grając z rywalem mocniejszym, mając na swojej stronie tak jakościowego zawodnika jak Patrik Walemark, Puchacz momentami był zbyt frywolny. Gdyby ta odwaga zakończyłaby się bramką dla Polski, lewy obrońca miałby na swoim koncie asystę, asystę drugiego stopnia, cokolwiek, co zakończyłoby się golem – na to wszystko, co działo się w obronie, przymknęlibyśmy oko. Tymoteusz Puchacz skazał się na rychłe opuszczenie boiska sytuacją z 35. minuty spotkania, gdy zupełnie niepotrzebnie sfaulował rywala. A jako że lewa strona była dość newralgiczna w tym meczu, trzymanie tam piłkarza z żółtą kartką mocno ograniczałoby możliwości gry w bliskim kontakcie. Trudno winić Jana Urbana za taką zmianę.
Występ Puchacza w liczbach
Problem z tym meczem Tymoteusza Puchacza potwierdzają liczby: 1 stworzona okazja, 2 kluczowe podania, 95% celnych podań, 58 kontaktów z piłką, 1/1 udany drybling, 16 przeniesień. W obronie – jeden wślizg i to nieudany, jeden przechwyt, jedno wybicie, 3/9 wygranych pojedynków.
Nie stać nas na skreślenie Tymoteusza Puchacza, ale z pewnością lepiej byłoby wykorzystać go na lewej obronie niż na wahadle. Jan Urban do gry czwórką jednak się zraził i raczej takich eksperymentów nie zobaczymy. A szkoda, bo problemem wówczas nie była taktyka, a personalia. Jan Urban nie wybrał odpowiednich zawodników na pozycje, a następnie dokonał fatalnych zmian. Przy takim kryzysie na lewej obronie grzechem jest brak powołania dla Michała Gurgula, ale to już osobna kwestia.
Faza budowy, która niesie za sobą długotrwałe konsekwencje
– Ostatnio graliśmy na czterech obrońców, dzisiaj na pięciu, więc – jak widać – cały czas jesteśmy w fazie budowy. Trener szuka, sprawdza różnych zawodników, a my musimy wziąć się za granie, wziąć odpowiedzialność na siebie i zacząć grać, a najważniejsze – zacząć wygrywać.opowiedział po meczu Tymoteusz Puchacz.
Faza budowy trwa już kilka lat i ciągnie się zbyt długo. Patrząc na pomeczowe wypowiedzi reprezentantów Polski, sami nie do końca wiedzą, na czym stoją. Trudno powiedzieć, w oparciu o jaką filozofię ma być budowana kadra. Być może nieco więcej powiedzą nam nadchodzące spotkania.
Wszystkie osoby, które radykalnie oceniają występ Tymoteusza Puchacza – wytykają mu brak umiejętności gry w piłkę i fatalną postawę lub idą w przeciwnym kierunku i wskazują go jako jeden z lepszych elementów gry reprezentacji, są dalekie od prawdy. Puchacz miał i pecha, że jego świetne zagrania nie doczekiwały się dobrego wykończenia ze strony kolegów z reprezentacji, ale też szczęście, że jego niedbalstwo i problemy z zatrzymaniem Walemarka w defensywie nie zostały dotkliwiej ukarane.











