Mecz Szwecja – Polska w ramach 2. kolejki Ligi Narodów UEFA przypominał taktycznie ostatnie starcie obu reprezentacji. Wówczas „Biało-czerwoni” ponieśli porażkę 2:3, rozgrywając najlepszy mecz za kadencji Jana Urbana. Jakie różnice w taktyce zaimplementował selekcjoner?
Grabara czy Bułka?
Szkoleniowiec kadry nie mógł skorzystać z usług Kamila Grabary, gdyż ten doznał kontuzji tuż przed rozpoczęciem zgrupowania. Podobnie jak w meczu z Bośnią i Hercegowiną Urban postawił na Marcina Bułkę. Obaj bramkarze nie mieli łatwego zadania, grając przeciwko dobrze dysponowanym ofensywnie Szwedom zarówno w marcu, jak i we wrześniu. Patrząc jednak na ich zachowania przy interwencjach, wysnuć można wniosek, że lepiej spisał się Marcin Bułka.
Na konto Grabary w barażowym meczu zaliczyć można w pewnym stopniu dwie bramki dla Szwedów. Przy drugim golu w marcu bramkarz źle obliczył tor lotu piłki po dośrodkowaniu oraz niedostatecznie pokrył bliższy słupek. Tak samo trzecią i zwycięską bramkę dla Szwedów można zaliczyć na konto Kamila Grabary. To od wyrzutu bramkarza Juventusu rozpoczęła się akcja, którą trafieniem sfinalizował Viktor Gyökeres. Mimo to mecz w wykonaniu Grabary nie był aż tak fatalny. Kamil jednak nie dał wiele od siebie, więc występ ocenić można na przeciętny.
Analizując grę Bułki w meczu w Solnej, nie można przyczepić się aż tak do którejś z jego interwencji przy bramkach. Bramki padały głównie po indywidualnych błędach naszych obrońców, a nie bramkarza.
Znowu trójka z tyłu
Zarówno w meczu marcowym, jak i w tym wrześniowym Jan Urban postawił na ten sam tercet obrońców. Tak jak w barażach, tak też w Lidze Narodów UEFA trio tworzone przez piłkarzy FC Porto i Widzewa Łódź nie dało tego, co pokazuje w klubach. Szczególnie widać to było w drugim meczu.
Każda bramka dla Szwedów padła po indywidualnych błędach, zarówno niedokładne krycie Lindölofa przy rzucie rożnym, odpuszczenie Ayariego przed polem karnym, jak i pozostawienie samego Viktora Gyökeresa w „szesnastce”. Porównując mecze z Bośnią i Hercegowiną z tym ze Szwecją, wyraźnie widać regres, jaki zaliczyła polska defensywa.
W finale baraży, mimo że obrona popełniała błędy, to nie prowadziły one bezpośrednio do straty wszystkich bramek. Na minus można ocenić również dobór zawodników do składu.
W takich meczach przydałby się agresywnie grający obrońca, a na takiego w reprezentacji wygląda Kacper Potulski. Ten całe spotkanie przesiedział na ławce. Brakowało również odpowiedniego wsparcia z obu wahadeł, co odbiło się na grze obrony.











